Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
"Wielka Bogini" - zaproszenie

4/25/2018

"Wielka Bogini" - zaproszenie


Co powiecie na sobotę w Łowiczu? Serdecznie zapraszam do udziału w wernisażu wystawy Wielka Bogini, który odbędzie się 28.04. o godzinie 16:00, w siedzibie tamtejszego muzeum przy ulicy Stary Rynek 5/7.  Zamiast podczytywać poradniki o potędze kobiecości, można przekonać się o niej na własne oczy ;). A wszystko to dzięki obrazom. 

"Natalia Anna Kalisz, Roksana Kularska-Król, Karolina Matyjaszkowicz. Każda z tych artystek ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi i idzie własną drogą twórczą, ze świadomością przekazu, jaki niesie. Każda wielokrotnie eksponowała dorobek artystyczny. U każdej centralnym motywem twórczości jest kobieta. Na wystawie Wielka Bogini wszystkie artystki zestawiają swoją wiedzę i wyobrażenia związane z kobiecą naturą" - fragment tekstu, który napisałam do ekspozycji. Ciąg dalszy i krótkie omówienie inspiracji każdej z twórczyń przeczytacie w opisie wydarzenia KLIK. Wernisaż jest jedyną w swoim rodzaju okazją, żeby obejrzeć dzieła wspólnie z autorkami, porozmawiać o nich, podzielić się opiniami czy zadać pytania. 
Jak Motyl fruwał w tiulach i koronkach

4/09/2016

Jak Motyl fruwał w tiulach i koronkach


Poniższa sesja zdjęciowa została zrealizowana na samym początku wiosny, kiedy cuda, cuda ogłaszają. Kwiaty wychylają łebki nawet z filiżanki, spódnice całe są roztańczone, a na plecach wyrastają skrzydła (i to w kilku parach). Zresztą przekonajcie się sami, co jeszcze wyczarowała i uchwyciła obiektywem Beata Kubiak. 


Fotografia skojarzyła mi się z melancholijnym nastrojem obrazu Caspara Davida Friedricha.

C.D. Friedrich, Kobieta w oknie, źródło













Wydaje mi się, że każdy fotograf wydobywa z modelki inne cechy. Ciekawe jest przypatrywanie się efektom sesji - jakby poznawało się siebie trochę od nowa, bo cudzymi oczami. 

Dziękuję Beacie za tak pomysłowe i eteryczne zdjęcia! 

Ń i OGIEŃ

3/01/2016

Ń i OGIEŃ


Były już C i CZUŁOŚĆ,  Z i ZNISZCZENIE, E i EGOIZM, R i RYZYKO, W i WSTYD, I oraz IRYTACJA, E i EUFORIA.  Skoro „Ń” jest ostatnią „czerwoną” literą, to niech słowo się na nią kończy i nie ma problemu z cytatem :). Ognia!

„(…) zaczęłam wierzyć, że czerwień wzywa czerwień. Dlatego od czerwieni namiętności przechodziłam do czerwieni krwi. Dla mnie w moich instynktach tkwiły prawda, wartość i poezja. Ta ostatnia nie była sentymentalna. Ona płonęła i parzyła”.


F. Marc, Czerwona kobieta, źródło
***
Moja metoda: każdej literze, która składa się na słowo „czerwień”, przyporządkowywałam temat powiązany z tym kolorem i z fabułą powieści, a tematowi – część tekstu i ilustrację. Jutro, w dniu premiery Odcieni czerwieni, jeszcze się do tego odniosę :). 
W i WSTYD

2/25/2016

W i WSTYD


„(…) czuję żal do kościoła, szkoły, rodziny i nie wiem do kogo jeszcze, że weszłam w seks z mężczyznami, nie mając pojęcia, czym on właściwie jest. Nie rozbierałam, tylko byłam rozbierana, podobnie jak Barbie. Dobrze, że nie zdołano mi nic urwać. Chłopak przez chwilę wykręcał mi piersi jak kurki od kranu, bez wyczucia, nie zważając na moją reakcję. Na nic. Wsuwał we mnie zimną dłoń i wpychał ją głęboko, jakby badając, jak daleko może się posunąć. Jestem mokra czy nie? Nie? No więc jeszcze trochę – powsuwać, powysuwać. Moja bierność była godna pożałowania i czyniła mnie podobną do lalki. Podczas męczenia w pozycji misjonarskiej nie poruszałam się, zażenowana. Odkąd dojrzałam, moje ciało nie było w pełni moje. Zabrały mi je zakazy i wstyd. Po pierwszym razie zmieniło się niewiele – po prostu rozszerz uda, no, dalej”.

Podczas lektury Odcieni czerwieni razem z narratorką przebędziecie krętą drogę od wstydu do wyzwolenia. 


Fot. F. Woodman, źródło

Biała lilia zakwitnie na czerwono.

***
Moja metoda: każdej literze, która składa się na słowo „czerwień”, przyporządkowuję temat powiązany z tym kolorem i z fabułą powieści, a tematowi – część tekstu i ilustrację.  Dotąd pojawiły się: C i CZUŁOŚĆ, Z i ZNISZCZENIE, E i EGOIZM oraz R i RYZYKO. Następny cytat opublikuję w sobotę.
Koronki Ingresa

11/21/2015

Koronki Ingresa


Stroje, które noszą kobiety sportretowane przez J. A. D. Ingresa, zawsze są przez niego oddawane bardzo realistycznie, z wyczuciem materiału i szczegółu godnym najlepszego krawca. Artysta starannie układa suknie i wprowadza grę światła na ich fałdach. Kreacje żyją i oddychają razem z osobami, które je noszą. Na poniższym płótnie malarz skontrastował masywność spódnicy z lekkością koronkowych rękawów. 

Księżna de Broglie, 1853 r., źródło
źródło

Zrobił to w taki sposób, że widz aż czuje ich zwiewność.

Poza przedstawionej osoby pozornie jest stabilna - przecież księżna opiera się łokciem o fotel. Jednak odnoszę  wrażenie, że za chwilę kobieta zamknie opadające powieki, osunie się i wymknie poza realność. Będzie poruszać się po przestrzeni złożonej z wizji. Jest  ona zaskakująca i nieodgadniona nawet dla tego, kto jej doświadcza. Osnuwa ją mgła - tak jak spojrzenia bohaterek obrazów.
Madame de Senonnes, 1814 r., źródło
Panna Riviere, 1806 r., źródło

Czasami wydaje mi się, że te postaci nie mają ani kości, ani mięśni. Artysta dowolnie wydłużał części ich ciał, traktując je jako w pełni elastyczne.  Zaburzając proporcje, uzyskał efekt nieziemskiego piękna.

Kąpiąca się, 1808 r., źródło

Wielka Odaliska, 1814 r., źródło

***
P.S. Tak prezentuje się Amy Winehouse w roli XIX-wiecznej damy. 

źródło
Kolory jesieni u Rembrandta

11/15/2015

Kolory jesieni u Rembrandta


W portretach namalowanych przez Rembrandta tkwi psychologiczna prawda. Ukazane przez niego osoby są rozświetlane intensywnymi spojrzeniami, uśmiechami w kącikach ust, a zaciemniane bólem. Malarz czujnie obserwował modeli, lecz najwnikliwiej patrzył w siebie. Od początku drogi twórczej malował autoportrety, za pomocą których dokumentował zmiany zachodzące w jego życiu i we wnętrzu. Los twórcy był dramatyczny. Płótna przyjmowano owacyjnie, jak Lekcję anatomii doktora Tulpa albo odrzucano, jak Straż nocną. Wówczas artysta błogosławiony zamieniał się w przeklętego. Niejednokrotnie popadał w problemy finansowe. Ponadto tracił najbliższe osoby: matkę, żonę, córki, syna, drugą partnerkę. Przypominał biblijnego Hioba, któremu wszystko zostaje odebrane. Mimo wszystko pozostała przy nim pasja tworzenia. Intrygujące są portrety kobiet jego autorstwa. Są pośród nich i takie, na których kunsztowne stylizacje nie rozpraszają uwagi, ponieważ najbardziej liczą się twarze.
Portret młodej kobiety, ok. 1645 r., źródło

Delikatna modelka niepewnie patrzy w dół. Jej oblicze jest świetnie wymodelowane. Wystarczy zwrócić uwagę na kształt dużego nosa i kości policzkowych albo na rozjaśnione, wypukłe czoło. Uwielbiam przymknięte oczy i zmysłowe, lekko rozchylone wargi, które wraz z naszyjnikiem odciągają wzrok od beżów, żółci, brązów. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy ze swojej mocy. Siła kobiecości dopiero będzie się w niej kształtować. Jasna czerwień  przejdzie w mocny karmin, a później – w wyrafinowane bordo.
Hendrickje przy drzwiach, 1656-57, źródło

Hendrickje znajduje się na dojrzałym etapie życia. Opiera się o drzwi. Zaprasza? Chce wejść? To tajemnica i tylko ona wie, czego oczekuje. Jej magnetyzm zatrzymuje widza. Warto stanąć przed dziełem niczym Hendrickje przed drzwiami i dać się wciągnąć do środka. Wchodząc w obrazy, odbiorca dostaje się do świata form i barw, oddawanych mniej lub bardziej rozedrganymi pociągnięciami pędzla. Poprzez nie przechodzi dalej, do własnych emocji. Dzieło trafia w głąb wnętrza i krąży.
Portret starej kobiety, 1654 r., źródło

„Przyszedł do mnie smutek. Nie zauważyłam go, bo cicho stąpał na palcach. Usiadł przy mnie i zapinał mi koszulę. Jeden guzik za drugim, jeden za drugim, aż było mi za ciasno”. Twarz tej kobiety jest najbardziej interesująca spośród tych, które wybrałam. Ukształtowały ją  kolejne przeżycia. Powieki opadają więc pod ich ciężarem. Podobają mi się ostre, kanciaste załamania czerwonego welonu, który otula oblicze i spływa na ramiona.

W  trzech powyższych obrazach widać przemiany kobiecej duszy. Może one nie są do porównywania, a do doświadczania. Gama barwna prac przywodzi na myśl kolory jesieni. Zarówno te występujące w przyrodzie, jak i… na ubraniach. Urzeka mnie ekspresja uwidoczniona na płótnach. Eksplozja światła i melancholia. Ta przekonująca zmienność, tak prawdziwie jesienna. 
Kwiaty Holandii

5/14/2015

Kwiaty Holandii


Uwielbiam Jedwab Róż Europy. Ostatnio piosenka znów nie dawała mi spokoju. „Kwiaty Holandii” z jej tekstu rozkwitały w mojej głowie i układały się w bujne bukiety z obrazów malarzy holenderskich i flamandzkich.

Podczas tworzenia podobnych kompozycji artyści korzystali z różnych szkiców roślin. Łączyli je ze sobą w taki sposób, by wypadły jak najciekawiej. Płótna odnosiły się do motywu vanitas - kwiat nie rozwinie się już bardziej. Będzie coraz niżej pochylał płatki, aż zwiędnie.  Jan Brueghel Starszy, Bukiet w glinianym wazonie, ok. 1599-1607. Źródło

Pierwszy raz zwróciłam  baczną uwagę na ostatnią zwrotkę, w której wychodzi na jaw, że podmiot liryczny jest słodyczoholikiem (chyba na głodzie). Pomyślałam o kolejnym powiązaniu z malarstwem - z przedstawieniami, na których stoły uginają się od jedzenia. Postanowiłam zilustrować cały utwór obrazami Holendrów i Flamandów. Świetnie pasowały do niego typowe dla nich wątki: oprócz martwych natur są to m.in. sceny rodzajowe, polowania, płótna marynistyczne. Tytułowy jedwab skojarzył mi się z bladą, nieskazitelną cerą sportretowanych kobiet. Spójrzcie na efekty mojego eksperymentu, przeprowadzonego pół żartem, pół serio.

Ofiaruję mojej dziewczynie 
Z kwiatów Holandii utkany 
Szlafrok, w którym utonie 

Rembrandt, Saskia jako Flora, detal, 1634 r. Powłóczysta kreacja kobiety przywodzi na myśl obszerność szlafroka. Z góry przepraszam wszystkie ówczesne wykwintne damy. A modelka i tak jest urzekająca. Źródło

Całkiem niezły posiłek, jaki 
Konsumuje lubieżnie co wieczór 

Clara Peeters, Martwa natura ze srebrno-złotą paterą,  obraz nie datowany (malarka tworzyła w latach 1607-1621). Długo nie mogłam zdecydować się na obraz do tych wersów, ale wiewiórka-łakomczuszka okazała się bezkonkurencyjna.  Źródło

W ciepłych dekoracjach pokoju 
Przy świecach i przy koniaku 
A nad sobą mam jej loki 
Tak, tylko ona, jak jedwab 

Gerard Terborch, Lutnistka i kawaler, ok. 1658 r. Gra na instrumentach odnosi się do gry miłosnej. Źródło

Ofiaruję mojej dziewczynie 
Wszystkie kwiaty Holandii

Ambrosius Bosschaert, Bukiet kwiatów w wazonie, 1618 r. Źródło

Jeśli będzie trzeba ukradnę 
W nocy przy księżycowej pełni 
A potem wycisnę z nich soki 
Przyprawię kalifornijskim winem 
I zanurzę się z moją dziewczyną 
Po kolana, po pas, po szyję 

Rembrandt, Autoportret z Saskią, 1635 r. Radość i czułość, emanujące z tego obrazu, wpisują się w atmosferę piosenki. Źródło

Lubię jej farbowane rzęsy 
Piegi i policzki blade 
Lubię kiedy miękko ląduje 
Ona zmysłowo na mojej twarzy 

Tak, tylko ona, jak jedwab 

Ofiaruję mojej dziewczynie 
Holandii morskie owoce

Bartholomeus van der Ast, Martwa natura z muszlami, ok. 1640 r. Źródło

Wraz z nimi podejrzane przygody 
Bez pieniędzy dzikie podróże

Willem van de Velde Młodszy, Krajobraz morski, 1653 r. Źródło

Skrawek wszystkich tajemnych wycieczek 
Sam w słowa ubieram doskonałe
Resztę stanowi moja dziewczyna 
Tylko ona jest jak jedwab 

Lubię jej... 

Tak, tylko ona, jak jedwab 

Ofiaruję mojej dziewczynie 
Rodzynki, krewetki, mandarynki
Palcami obejmę jej skronie, gdy na stole płonie węgierski puchar 
Duży w polewie czekoladowej, w nim orzechy mrożone 
Jesienna niepogoda, a my na przekór tej sytuacji 
Idziemy bezwiednie, zbieramy jagody, one narzeczone bitej śmietany

Willem Claeszoon Heda, Śniadanie z plackiem jagodowym, 1631 r. Bohaterowie piosenki na pewno upiekli ciasto i kosztowali je, patrząc na szarugę za oknem. Co za przyjemność! Zuzanna lubi kasztany tylko jesienią, a im wtedy  najbardziej smakują jagody. Źródło

Jak gdyby nigdy nic, ponieważ kiedy spotkają się nasze dłonie 
Ja się nie boję, ty się nie boisz, ono się nie boi 
Popołudnie próbuje nas gonić, biegniemy szybciej szczęśliwi w pogoni

Paul de Vos, Scena polowania.  Nikt nie czuje szczęścia podczas tej pogoni, ale jest nadzieja, że ucieczka się uda. Źródło

Moja dziewczyna, tak tylko ona jak jedwab jest nieskażona 

Uwielbiam powyższe porównanie. Moim zdaniem ten wers jest najlepszy z całego tekstu - nie tak wymyślny jak inne (w wymyślności kryją się pułapki!), a oszczędny, wymowny i poruszający. Łączę go więc z obrazem o podobnych cechach. Najbardziej znanym, ale i najszczególniejszym. Johannes Vermeer, Dziewczyna z perłą,  1665 r. Źródło


Co w jesieni piszczy

10/26/2014

Co w jesieni piszczy


We łbie mi się poprzewracało. Już nie lubię jesieni tak, jak dawniej. Wiosna i lato wywoływały we mnie przyjemne uczucie współgrania z przyrodą. Teraz, żeby z nią współgrać, padam i usycham jak liście. Później podmuch wiatru, wir, znów do góry.

Kiedy przespacerowałam się po październiku, zwróciłam uwagę na liściaste cienie. Przy prawym, dolnym rogu widać kobietę w wymyślnym kapelutku.

Fot. MM

Prawie jak Macademian Girl:


Ona rozkwita bez względu na porę roku. A ja zdziwiłam się, że nadal kwitną zupełnie naturalne kwiaty.  

Fot. MM

Z łąk wbiegamy do lasu.

Fot. MM

Warkot silnika, szmer kroków na żwirze, niewyraźne postacie oznaczały pewne niebezpieczeństwo. Z trudem rozróżniałam szelesty między drzewami. Liczba ich potencjalnych sprawców była zbyt duża, żebym bez wątpliwości wskazała winowajcę. Czy to wiatr, mysz, amator grzybów, czy tak dzikich stworzeń jak ja? Chroniłam się w zaroślach i wytężałam zmysły. Osądzałam, czy zagrożenie minęło. Penetrowałam pułapki i kryjówki.  Dzień po dniu, krok po kroku przygotowywałam się do tego, by przechytrzyć ludzi i podbiec do ich domów niezauważona. Kto wie, jaki triumf mnie czeka? Kto wie, przy ilu gospodarstwach uda mi się przemknąć? Później przedostanę się głębiej, aż do najciemniejszych zakątków podwórzy. Moja szybkość i zwinność wzrosły. Już, już byłam przy pierwszym domu, pewna zwycięstwa, zwiastującego kolejne sukcesy. Już, już witałam się z gąską. Wtedy zaskoczyła mnie jasnowłosa kobieta. Nadbiegła z przeciwnej strony. Jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć? Przyspieszyłam, by uchronić się przed byciem zapamiętaną. Ona zniweczyła i ten zamiar, gdy uśmiechnęła się do mnie. Nie przeszkadzała jej moja puszysta kita.

Niestety zgubiłam źródło :(

P.S. Tekst o lisie powstał z uwielbienia dla wydłużonych pyszczków, bystrych oczu, spiczastych uszu, giętkich grzbietów i miękkich łapek. 

W kolorach pastelowych...

10/23/2014

W kolorach pastelowych...


...są włosy panien z dwudrzwiowej szafy. Ich delikatne i słodkie ciała pewnie rozbieliło mleko.

Fot. Agata Gocał, źródło

Kobiety przypominają kukiełki, odłożone po występie. Zwiesiły ramiona, ugięły nogi. Otworzyły drzwi na oścież, lecz świeże powietrze ich nie ożywiło. Pozostały zrezygnowane, senne.  Jesień tak mną kołysze, że moje powieki stają się równie ciężkie. 

Spodobała mi się aura, jaka emanuje z tej fotografii. Nie tylko to, co ciemne, ale też to, co pastelowe bywa melancholijne. Piosenka Po prostu pastelowe to potwierdzi.


Jej energetyczną wersję nagrały Strachy na Lachy.


Ten sam tekst zabrzmiał inaczej w różnych aranżacjach muzycznych, które wykreowały jego nastrój. Kiedy masz ochotę się pokiwać, włącz Malarzy i Żołnierzy, a gdy poszaleć - zatańcz ze Strachami.

W kolorze pastelowym były też płatki róż, zamkniętych pod szklanym kloszem. 

Fot. MM

Niezwykłą lampę sfotografowałam na jednej z wystaw zorganizowanych w ramach 8 edycji Łódź Design Festival.  Nawiązuje do  motywu z Małego Księcia. Autorem projektu jest studio Lightovo.  

Dzięki tym odkryciom jesień  trochę pojaśniała. Nawet poleciałam po lody, nucąc pod nosem: Tyle słońca w całym mieście. Kolejne sposoby na poprawienie samopoczucia, gdy ciemno wszędzie, głucho wszędzie i nie wiadomo, co to będzie -  już wkrótce. A w następnym wpisie zajmę się chyba lisami.



Niezaspokojenie

8/19/2014

Niezaspokojenie


źródło

Poniższy tekst nie jest recenzją, a zapisem rozważań po obejrzeniu filmu.

Joe, główna bohaterka Nimfomanki, nigdy nie odnajdzie spełnienia. Zmysły i psychika tej kobiety pozostają nienasycone doznaniami. Ona potrzebuje ich w coraz większych dawkach. Seks staje się dla niej też sposobem na pozbycie się napięcia. Kiedy beznadzieja rośnie, erotyzm działa jak zastrzyki energii i pierwotnej siły witalnej. Śmierć oddala się. Pomoc jest doraźna, bo złe stany i tak wracają, więc Joe znowu musi je odreagować. Nałóg zniewala, gdyż rozkosz przeplata się z bólem. Sądzę, że słowem-kluczem do dzieła von Triera jest „niezaspokojenie”. Ono wiąże się z obsesją i przymusem, właściwymi dla każdego uzależnienia. 

Alkoholik regularnie zagląda na dno butelki, lecz nie ukoi pragnienia. Pracoholik odnosi wrażenie, że poświęca za mało czasu zadaniom, które powinien zrealizować. Zresztą nie wykona ich tak perfekcyjnie, jakby sobie tego życzył. Dla anorektyczki jej ciało nie jest i nie będzie wystarczająco chude. Bulimiczka traci panowanie nad napadami obżarstwa i nie powie "stop", dopóki nie zwymiotuje. Wszyscy ci ludzie wciąż czują się "nie tak". Czy poprzez nałóg na jaw wychodzą emocje, które zepchnęli w głąb siebie? A może oni doświadczają uczuć zastępczych, związanych z zapotrzebowaniem na to, co ich uzależnia? Wszelkie problemy bledną w obliczu narkotycznego głodu. Część nałogowców przed powielaniem paranoicznych zachowań powstrzyma dopiero fizyczne wyczerpanie organizmu. Jego zwiastun, cierpienie, pojawia się w ich życiu zbyt często. Oni go łakną, by wyżyć się na sobie. Za jakie grzechy? O to trzeba by pytać indywidualnie. Czy dla wielu osób największym grzechem nie jest to, że istnieją? Próbują rozładować cierpienie, jakie  przynoszą im codzienne zmagania z życiem. One prędzej czy później rzucają wyzwanie nadmiernej wrażliwości. 

Na psychoterapii grupowej dla uzależnionych Joe wygłasza płomienne przemówienie, w którym śmiało przyznaje się do odczuwania nieokiełznanego pożądania i oskarża "burżuazyjne" społeczeństwo o hipokryzję. Jej próby bycia taką samą jak inni kończą się fiaskiem. Przestaje jej przeszkadzać, że dla wielu osób jest odstręczająca. Zaczyna czerpać satysfakcję z tego, że nosi w sobie "brud", którego nie akceptują ludzie uważający się za moralnie wyższych od niej. Stawia pod znakiem zapytania przyjęte przez nich normy. Wybiera życie poza ich systemem. Przekracza kolejne granice.

Jest rebeliantką, która w końcu decyduje się wyrazić cały nagromadzony w sobie gniew. Krzyczy, niszczy, podpala. Nawet nie musi zdobywać się na odwagę. Szukanie coraz mocniejszych wrażeń jest dla niej naturalne, przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Joe kierują impulsy, ale nie oznacza to, że ona jest bezmyślna. Jej sposób pojmowania świata, typ charakteru i kolejne przeżycia pomagają zrozumieć jej postępowanie. Bohaterkę cechują odwaga, niezłomność i zgoda ze sobą. Ona nie wstydzi się siebie. Zdaje sobie sprawę, co zrobiła dobrze, a co zupełnie jej się nie udało. Próbuje zrozumieć siebie. Nawiedzają ją wyrzuty sumienia. Moim zdaniem nietrudno jest polubić tę kobietę. Zresztą, kto wie, co w jej historii jest prawdą, a co zmyśleniem, wykreowanym na potrzeby drugiego bohatera, Seligmana? Na ile on współtworzy opowieść Joe? Niedopowiedzenia zwykle mnie przyciągają i zachwycają.

Wspominałam już o tym, że uznaję film za dobry, gdy przyniesie mi silne wrażenia. W tej klasyfikacji Nimfomanka jest znakomita!  Fascynują mnie niepokojące dzieła. Niektóre emocje mi nie wystarczają. Chcę je potęgować lub szukam nowych jak opętana, w sztuce i w życiu. Czasami robię to nieświadomie, po prostu wchodzę w nurt. Znacie to uczucie? Intensywne doświadczenia mają za zadanie mnie pobudzić, przywrócić do "tu i teraz". Hej, Joe, wydaje mi się, że rozumiem Twój nieposkromiony apetyt. I że wielu widzów go zrozumie, nawet, gdy nie zechcą się do tego otwarcie przyznać.


Josephine H. i jej sobowtóry

1/26/2014

Josephine H. i jej sobowtóry


Promienie słońca jeszcze bardziej rozświetliły jasną skórę Josephine H. Kobieta siedziała na łóżku w krótkiej koszulce. W ciszy rozkoszowała się ciepłym porankiem. Obejmowała rękoma zgięte kolana. Jej stopy lekko ugniatały materac. Patrzyła przez okno melancholijnym wzrokiem, jakby tu i teraz przebywała wyłącznie we własnej, wewnętrznej przestrzeni. Należało uwiecznić jej pozę, rozróżnić łagodnie wygiętą linię ramienia od  łuku nóg i światła od cieni na jej ciele. Spięte włosy przybrały inny odcień brązu, niż ciemny kąt przy oknie otwartym na bezchmurne niebo. Pościel na łóżku nie jest biała, pod wpływem działania światła przybiera pastelowe odcienie różu, fioletu i błękitu. Ten moment z życia kobiety, niby podobny do innych poranków, ale niezwykle barwny i liryczny domagał się namalowania. Josephine nie straciła go dzięki obrazowi swojego męża, Edwarda Hoppera. On przedstawił ją w ich nowojorskim mieszkaniu.

E. Hopper, Morning Sun, 1952, źródło

Dzieło stało się punktem wyjścia dla polskiej artystki, Izabelli Gustowskiej. Ona zajmuje się malarstwem, grafiką, fotografią, sztuką wideo i performance, instalacjami. W wielu działaniach łączy różne dziedziny. Od lat jest związana z poznańską ASP. Twórczyni wykorzystała Morning Sun w projekcie Struny Czasu. W Gdańskiej Galerii Fotografii artystka zaprezentowała jego niewielką część. Wystawa 1% Morning Sun – NYC – 1952, Morning Sun – Poznań – 2010, Morning Sun – NYC – 2013 trwała od 11 października do 22 grudnia 2013 r. Składały się na nią trzy ekrany z filmami, fotografie oraz przedmioty-rekwizyty. Na amarantowych ścianach jednej z sal wisiały trzy ekrany.

Fragment ekspozycji, źródło

Na nich wyświetlane były dzieło Hoppera, cytaty z pamiętników jego bohaterki oraz współczesne transformacje jej postaci.

Przetwarzanie intymnego momentu z kobiecego życia pojawiło się w sztuce XIX w., np. w pracach Edgara Degasa. Malarz stworzył wiele aktów kobiet, które dokonują codziennej toalety: czeszą się, kąpią, wycierają.
 
E. Degas, Kąpiąca się, 1886 r., źródło

Nie idealizował modelek, ale pokazał je takimi, jakie są same przed sobą. Ta prawda nie pozbawiła ich uroku, lecz ujawniła jego nowe aspekty. Podobne obrazy określam mianem poezji ciała. Wspominam o Degasie, bo cechy jego dzieł dostrzegam w obrazie Hoppera. Sądzę, że on i Gustowska ujawnili bardziej osobiste momenty z życia kobiety niż impresjonista na jakimkolwiek płótnie. Nostalgia, zaduma, obojętne wpatrzenie Josephine i jej naśladowczyń w jeden, nieznany odbiorcy punkt sprawiają, że ich przedstawienia są zarazem intrygujące i przejmujące. Z jednej strony widz czuje, że uczestniczy w czymś na wskroś intymnym, a z drugiej: nie wie, nad czym zastanawiają się te kobiety. Modelki Degasa – mimo dosłownego obnażenia – również pozostawały tajemnicze, anonimowe. Z kolei anonimowość Josephine z obrazu Hoppera sprawia, że łatwo z niej uczynić „everywomen”. 

Postać tak mocno doświetlona na obrazie amerykańskiego malarza w realnym życiu pozostawała w jego cieniu. Muza, archiwistka i przede wszystkim towarzyszka życia artysty, na przemian kochana i nienawidzona przez niego, sama była twórczynią. Zapewne nieprędko doczekamy się wystawy dzieł, które są uważane nie tyle za jej dorobek, co za kolejną pamiątkę z życia jej męża. 

J. Hopper, Autoportret, 1956 r.

Gustowska potraktowała tę sytuację przewrotnie: wypchnęła Josephine na pierwszy plan. W 2013 r. wytrwale szukała jej sobowtórów na ulicach Nowego Jorku. Kierowała się intuicją. Zapraszała kolejne kobiety do odtworzenia sceny ze "słonecznego" płótna. Oprócz tego dokumentowała je na filmowych taśmach, razem z ich radościami i rozterkami. Ze względu na zbyt małą powierzchnię gdańskiej galerii nie udało się pokazać wszystkich filmów. Okazało się, że szósty zmysł dobrze podpowiedział Gustowskiej, bo wybrane przez nią osoby miały dużą świadomość ciała i poczucie wewnętrznej siły. Cechowała je naturalność, swoboda, rozmarzenie. 

Skan fragmentu ulotki informacyjnej, która towarzyszyła wystawie

Sama Gustowska zaprezentowała się w podobnej stylizacji i pozie, ale trzymała w ręku laptop, na którym wyświetlany był wiadomy obraz.

źródło

Trzy ekrany z różnymi projekcjami sprawiły, że odbiorca nie miał pojęcia, gdzie się znajduje: wewnątrz obrazu Hoppera, w pamiętniku Josephine, w Nowym Jorku z kolejnymi kobietami, czy z Gustowską w Poznaniu. Dodatkowo w przeszklonych gablotach umieszczono przedmioty powiązane z bohaterkami filmów, np. suszarkę do włosów, lusterko, popielniczkę. Już nie wiadomo, co było prawdą, a co snem o Josephine, wykreowanym przez określone osoby. Wystawa 1% Morning Sun nie jest wyjątkiem w działalności Gustowskiej, bo oniryczną atmosferę miały jej wcześniejsze dzieła, np. Sny, Life is a Story, Cichym ścigałam ją lotem. Takie działania artystki przypominają mi zabiegi z prozy Brunona Schulza, gdzie czas i przestrzenie rozpływają się. Odbiorca w ślad za autorem przechodzi z jednych w drugie, ale nie czuje granicy między nimi. Ekrany rozwieszone blisko siebie pozwoliły uzyskać podobne przeżycia. 

Gustowska jest określana jako artystka multimedialna.  Zwykle do dzieł zaawansowanych technologicznie odnoszę się z dystansem. Waham się, czy nowoczesne media nie zagarniają i nie spłycają ich wyrazu. Poznańska twórczyni rozwiała moje wątpliwości, bo mimo wykorzystania w 1% Morning Sun najnowszych rozwiązań ofiarowała odbiorcom nastrojowe, fascynujące opowieści. Dorównała liryzmem dziełu Hoppera. Sprawiła, że Josephine ożyła w każdej osobie, która zobaczyła ekspozycję. W tym wypadku powielanie dzieła innego malarza nie było odtwórcze, a w pełni oryginalne. Gustowska zwróciła również uwagę na to, że w cieniu wielkiego drzewa – wielkiego artysty – trudno było i jest wyrosnąć kobiecie-twórczyni (wystarczy przypomnieć duet Strzemiński-Kobro, w którym oboje artystów było równie utalentowanych, ale to Strzemiński wyszedł na prowadzenie; Kobro niedawno doczekała się należnego jej uznania).  

Małgorzata Taraszkiewicz-Zwolicka, kuratorka wystawy, odpowiednio przedstawiła zamysły Gustowskiej. Pozostały zrozumiałe i przemówiły do wyobraźni odbiorcy. Do gustu nie przypadł mi jedynie sposób wyeksponowania prac. Czy jeżeli sztuka jest rozumiana jako feministyczna, to jej prezentacji „z przydziału” należy się różowe tło, by jeszcze dobitniej zaznaczyć „kobiecość”?  Tak banalny zabieg przywodzi na myśl raczej stereotypowo rozumianą kobiecość z Barbie na sztandarze. Tworzenie różowej enklawy sztuki kobiecej nie jest według mnie odpowiednim rozwiązaniem. Być może wystawą tego typu zainteresują się głównie kobiety i to one poczują wspólnotę z Josephine. Jednak wydaje mi się, że wszechobecny róż wypycha Gustowską z uniwersalnego obiegu sztuki, gdzie liczy się człowiek i jego różne doznania, bez względu na płeć. 
Copyright © Marta Motyl