Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wszelka cudowność jest piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wszelka cudowność jest piękna. Pokaż wszystkie posty
W "Kalejdoskopie"

11/26/2015

W "Kalejdoskopie"


Rozmigotane, tęczowe szkiełka natchnęły Karolinę Matyjaszkowicz do stworzenia dzieł, które prezentuje na wystawie Kalejdoskop w Muzeum Regionalnym w Brzezinach. Obrazy, animacje, tkaniny układają się w mozaikę wrażeń. Są bardzo atrakcyjne wizualnie i intensywnie angażują wzrok, a tkaniny – ponadto  pobudzają zmysł dotyku. Widz pragnie sprawdzić pod opuszkami palców ich fakturę i grubość. Działania na zmysły dopełnia muzyka skomponowana przez artystkę. Prace łączy nie tylko przewodni motyw ekspozycji, ale i podobna struktura. Forma każdego dzieła charakteryzuje się licznymi multiplikacjami, które nadają charakterystyczny rytm. W ramach ustalonych konfiguracji autorka realizuje oryginalne pomysły. Nie boi się niestandardowych rozwiązań. Splata nawet odległe tradycje artystyczne i inspiracje. Stając się jednością, przestają kontrastować.
K. Matyjaszkowicz, Brzezina z cyklu Pejzaże Tkackie, 2015 r.

„Sztuka wydaje mi się przede wszystkim stanem duszy. Dusza wszystkich jest święta, dusza wszystkich istot ludzkich na wszystkich krańcach świata”[1] – pisał Marc Chagall. Tę myśl da się z powodzeniem odnieść do postępowania Matyjaszkowicz. Artystka z szacunkiem traktuje zarówno osiągnięcia gwiazd sztuki, jak i twórców, którzy zostali umieszczeni na marginesach kart historii i nazwani „naiwnymi”. Dopiero XX-wieczni awangardziści docenili kompozycyjne i liryczne wartości ich prac, poddając je własnym przekształceniom i interpretacjom. Chagall pozostawał pod urokiem folkloru żydowskiego. Dotychczasowe dzieła malarskie Matyjaszkowicz również cechuje stylizacja właściwa sztuce ludowej, prostej, razem z wiarą jej twórców w zjawiska nadprzyrodzone. 

K. Matyjaszkowicz, Grusza z cyklu Pejzaże Łowickie, 2014 r.

Autorka często posługuje się schematycznymi, płaskimi kształtami. Buduje z nich odrealniony świat, gdzie zza pokrytych etnicznymi ornamentami pagórków wychylają się ptasie głowy, pnie drzew zamieniają się w warkocze, skierki dokuczają Pannom Łąkowym. Artystka wykorzystuje postaci znane z wierzeń słowiańskich i z podań ludowych. W jej dziełach człowiek współistnieje z czarodziejskimi istotami – podobnie jak w baśni.

Dlaczego autorka tak mocno interesuje się warstwą wizualną i symboliczną sztuki ludowej? Po latach spędzonych w Łodzi wróciła do rodzinnego Łowicza i zaczęła świadomie obcować z tamtejszą kulturą. Chętnie ogląda eksponaty w muzeum łowickim, skansenie w Maurzycach, muzeum w Sromowie, odwiedza wsie położone w regionie. 
Skansen w Maurzycach. Izba świąteczna z wyposażeniem z przełomu XIX i XX w. Źródło
Skansen w Maurzycach. Izba świąteczna z wyposażeniem z początku XX w. Źródło

„Kiedy jestem we wnętrzach chat, przesyconych mnogością barw, bogato zdobionych przedmiotów, kolorowych, papierowych kwiatów, pająków wiszących u sufitu, drewnianych, misternie malowanych skrzyń, mam wrażenie, jakbym była we wnętrzu ogromnego, magicznego kalejdoskopu” – przyznaje. Uważa, że przodkowie preferowali dekoracyjną sztukę, ponieważ dzięki niej rekompensowali sobie niedostatki materialne, a także urozmaicali monotonne, zimowe wieczory. Wzorzyste obiekty dobrze wpływają też na nastrój artystki. Jednak ona nie naśladuje dawnych deseni, lecz adaptuje je według własnych koncepcji.
K. Matyjaszkowicz, Kwiaty z cyklu Pejzaże Tkackie, 2015 r. 
K. Matyjaszkowicz, Kwiaty II z cyklu Pejzaże Tkackie, 2015 r. 

Wpływy, które bezpośrednio odnoszą się do wystawy, związane są z tkaninami łowickimi, tzw. pasiakami, z regionalnymi haftami i z koronkami. Seria obrazów powstałych dzięki nim jest wyjątkowa w malarstwie Matyjaszkowicz. Dotąd właściwe były mu figuratywność i anegdotyczność. Tym razem autorka ukazuje barwne wieloboki złożone z pasiastych trójkątów. 
K. Matyjaszkowicz, Kalejdoskop II z cyklu Pasiaki Łowickie, 2015 r.

Sprawiają wrażenie, jakby rozchodziły się od centrum dzieła ku krawędziom. Konstrukcja ta jest symetryczna względem osi przechodzącej przez środek obrazu. Jego górnych i dolnych krawędzi dotykają ząbkowane formy. Nawiązują do bieżników i chodników, podobnie jak wertykalne formaty płócien i energetyzujące kolory. 
K. Matyjaszkowicz, Kalejdoskop z cyklu Pasiaki Łowickie, 2015 r.

Są one dobierane przez artystkę z fantazją, swobodą i smakiem. Autorka wzoruje się także m.in. na roślinnym hafcie, wykonanym na czarnej, aksamitnej kamizelce damskiej ze stroju mieszkanki terenu łowickiego. 


 Z kolei dzieło w najjaśniejszej tonacji odnosi się do delikatnej koronki. 

K. Matyjaszkowicz, Sierpniowa łąka z cyklu Pejzaże Tkackie, 2015 r. 

Zaklinanie przedmiotu w obraz sprawia, że pamięć o nim trwa, lecz w nowoczesnej formule. Michaił Łarionow, rosyjski awangardzista, także czerpał z kultury lokalnej. Interesował go łubok, czyli rosyjski drzeworyt ludowy. 
Łubok z XVIII w. Źródło

Wziął z niego linearność i niepowtarzalny, poetycki nastrój. 
M. Łarionow, Wiosna, 1912 r. Źródło

Łarionow jest też twórcą łuczyzmu. Na obrazy tego nurtu składają się linie połączone w abstrakcyjne, promieniste formy. 
Inną nazwą na określenie łuczyzmu jest rajonizm. M. Łarionow, Czerwony rajonizm, 1913 r. Źródło

Wspominam o Łarionowie, ponieważ dokonania Matyjaszkowicz uważam za zgodne z jego intencjami. Ona również parafrazuje prymitywizm, ale oprócz tego wykazuje tendencje do działań w duchu sztuki geometrycznej, abstrakcyjnej.

Rozdzielanie pasiaka na grupy trójkątów kojarzy się z kubizmem, a szczególnie z fazą analityczną. Kubiści, rozkładając przedmiot na części, pragnęli dogłębnie poznać jego właściwości. 
P. Picasso, Martwa natura z butelką rumu, 1911 r. Źródło

Geometryzowanie rzeczywistości wynikało również z fascynacji sztuką etniczną, sprowadzającą sylwetkę człowieka do nieskomplikowanych krzywizn. 
P. Picasso, Driada, 1908 r. Obraz z okresu prekubistycznego. Źródło

Matyjaszkowicz kubizuje formy zarówno w kompozycjach figuratywnych, jak i w abstrakcyjnych. Przyznaje, że podziwia też nacisk, jaki reprezentanci kierunku kładli na podział płaszczyzny. Obrazy z wystawy znamionuje brak rozróżnienia na figury i tło oraz liczne napięcia kierunkowe, wzmacniające dynamikę. Zastosowane środki sprawiają, że trójkąty iluzorycznie „wychodzą” do widza i „cofają się”. Autorka nie pozwala skupić wzroku na jednym punkcie. Powoduje u widza złudzenia optyczne. Te rezultaty przywodzą na myśl osiągnięcia artystów op-artu. Język, jakim posługuje się autorka w eksponowanych dziełach, jest przede wszystkim językiem plastycznym. Niezależnie od tego, z jakiego kręgu kulturowego pochodzi odbiorca, obraz, animacja, tkanina mogą go zahipnotyzować.


„To będzie jak gdy człowiek śni, i gdy na poły
Budzi się i zasypia, i za każdym razem
Śni mu się baśń ta sama z tym samym obrazem
Latem, w trawie, w tęczowych graniach lotu pszczoły”[2]

- pisał Paul Verlaine w wierszu Kalejdoskop.  Słowa poety uświadamiają, że niezwykła jest przyjemność, jaką powoduje stan między jawą, a snem. Nie wiadomo, ile on trwa. Czas traci znaczenie. Zbliżonych doznań dostarczają prace Matyjaszkowicz. Analogicznie do kalejdoskopu ożywiają wyobraźnię. Np. przedstawione na obrazach ostrokątne figury mogą zamienić się w kryształy lub w projekty witraży. A może są kawałkami magicznego lustra? Na pewno nie należy ono do złego czarownika z baśni Hansa Christiana Andersena Królowa Śniegu. Jest raczej własnością dobrej wróżki, pragnącej ubarwić codzienność. Każdy, kto w nie spojrzy, zabiera pod powieki radość.   

Kolejna grupa awangardowych artystów, zwanych orfistami, również zwracała uwagę na pozytywne oddziaływanie prac. Malowali je tak, że ukazane okręgi wydawały się tańczyć. Konstruując płótna, sugerowali się symfoniami muzycznymi. 
R. Delaunay, Rytm, radość życia, 1930 r. Źródło

Niektóre dzieła Matyjaszkowicz także wirują i wibrują, mieniąc się w oczach. 
K. Matyjaszkowicz, Oberek z cyklu Pasiaki Łowickie, 2015 r.

K. Matyjaszkowicz, Oberek II z cyklu Pasiaki Łowickie, 2015 r. 

Przy pracy artystka słucha muzyki. Uważa, że ona, zbieżnie z plastyką, służy wyrażaniu idei i uczuć. Z tym że, samodzielnie ją tworząc, autorka kieruje się innymi impulsami niż podczas malowania czy projektowania tkaniny.

Artystka jest absolwentką wzornictwa na Wydziale Tkaniny i Ubioru Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Warsztaty druku i poznawanie metod barwienia materiałów otworzyły przed nią możliwości, jakich wcześniej nie dostrzegała. Druk sublimacyjny, batik, wywab, pozwalały uzyskiwać bardzo malarskie efekty. Skłoniły ją do eksperymentów z techniką malarską i do wzbogacenia jej. Na wystawie nawiązuje więc też do swojej drogi twórczej. Prezentuje tkaniny drukowane i żakardowe, którymi zajmowała się w czasie studiów. Pierwsza z wymienionych serii zawiera cytaty z industrialnego krajobrazu Łodzi. 
K. Matyjaszkowicz, Czy to Łódź? Praca dyplomowa zaprojektowana i zrealizowana pod kierunkiem prof. K. Jaguczańskiej-Śliwińskiej i dr M. Lachman-Alwasiak w Pracowni Druku na Tkaninie I.

Nadrukowane na materiale fotografie i ryciny dają kolażowe efekty. Fragmenty architektury i inne wycinki z przestrzeni miejskiej powielają się, odbijają jedne od drugich i rozpadają. Całość wypełnia zgiełk i ruch. Były one właściwe pracom futurystów, czyli prekursorów oddawania aktywnego  życia w aglomeracjach. Z kolei sposób umieszczenia przez artystkę poszczególnych elementów przywodzi na myśl kolaże konstruktywistyczne – z ich przemyślaną, precyzyjną kompozycją, a także dadaistyczne i surrealistyczne – z ich naciskiem na kreatywne zestawianie detali, które w innym wypadku nie miałyby szans zaistnieć obok siebie. 
Fotokolaż K. Podsadeckiego Miasto-młyn życia, 1929 r. Źródło

Te wpływy trudno jest od siebie oddzielić, ponieważ przenikają się. Dominującymi barwami w niniejszej grupie prac Matyjaszkowicz są szarości, beże, brązy, niekiedy ożywiane żółcieniami, pomarańczami, turkusem. Rozmycia powodują, że przestrzeń miasta wydaje się osnuta dymem z fabrycznych kominów. Patrząc na ten cykl, odbiorca odczuwa mocną energię. Jednak trudno jest określić ją jako witalną. Omawiane dzieła różnią się od pozostałych dokonań artystki.

Kolejną grupę stanowią tkaniny żakardowe, na których powielono tatuaże. 
K. Matyjaszkowicz, tkaniny ze zbiorów Archiwum ASP w Łodzi. Pracownia Tkaniny Eksperymentalnej, realizacja pod kierunkiem prof. A.Rajcha i dr hab. L. Choczaj, Polontex S.A.

Sztuka zdobienia ciała należy do najstarszych sztuk znanych ludzkości. Wystarczy przypomnieć tatuaż plemienny, nieodłącznie powiązany z magicznymi rytuałami. Artystka odtwarza właściwy mu, ezoteryczny i tajemniczy nastrój oraz funkcję dekoracyjną. Skrupulatnie przenosi ornamenty z ciał modelek na materiały. Kiedy na kobiecych sylwetkach drapuje gotowe tkaniny, przypomina, że są one drugą skórą człowieka.

W ostatnim z wystawionych cykli tkanin żakardowych autorka dokonuje transpozycji układów scalonych na wzory. 
K. Matyjaszkowicz, dzieła z Pracowni Tkaniny Eksperymentalnej. Realizacja pod kierunkiem prof. A. Rajcha i dr hab. L. Choczaj, Polontex S.A.

Metoda sterowania maszyną żakardową była prototypem karty perforowanej komputera. W krośnie udoskonalonym przez Josepha Jacquarda używano  kart dziurkowanych. Dzięki nim podczas tkania nici składały się na materiał o stałym wzorze. Na kartach perforowanych pierwszych komputerów również znajdowały się przedziurkowane pozycje. W pracach Matyjaszkowicz inspirowanych układami scalonymi, regularność wzorów jest bardzo widoczna. Sekwencje układają się symetrycznie względem każdej osi dzieła. Pozornie wnętrze komputera, a więc również związane z nim tkaniny, nie mają nic wspólnego z naturą. Paradoksalnie, ich kolory przypominają piasek, zboża, ziemię, trawy, pola przysypane śniegiem. Kompozycje wyróżnia prostota, dyscyplina, nawet pewna surowość. Jednak zrównoważenie i klarowność stanowią ich siłę.

Artystka zawsze kieruje się określonymi ideami i buduje prace bardzo świadomie, uzyskując zamierzone rezultaty. 
K. Matyjaszkowicz, Wieczorna podróż i Wieczorna podróż II z cyklu Pejzaże tkackie, 2015 r.

Obecne są w nich stałe motywy: dekoracyjność i powtarzalność ornamentów, natura, magia, ludowa poetyka, a przy tym nawiązania do awangardy. Dzięki Kalejdoskopowi autorka dostarcza odbiorcy wielu bodźców: nie tylko zmysłowych, lecz również intelektualnych i uczuciowych. 

Powyższy tekst ukazał się w folderze do wystawy (w lekko skróconej wersji). Fotorelacje z wernisażu dostępne są na stronie artystki na Facebooku oraz na stronie Muzeum Regionalnego w Brzezinach. Ekspozycja będzie prezentowana do końca stycznia 2016 r. 

Reprodukcje obrazów i tkanin K. Matyjaszkowicz, fotografie bieżnika i haftowanej kamizelki pochodzą od artystki. Zapraszam do zapoznania się z jej animacjami, muzyką oraz z innymi płótnami na stronie http://matyjaszkowicz.art.pl/  



[1] M. Chagall, Moje życie, tłum. J. Sell, Kraków 2003,  s. 135
[2] P. Verlaine, Kalejdoskop, tłum. A. Drzewicka,  http://literatura.wywrota.pl/wiersz-klasyka/44551-paul-verlaine-kalejdoskop.html [22 października 2015].
Dwupak

2/13/2014

Dwupak


Zestaw składa się z kolaży, które zawierają pełnowartościowe, odżywcze porcje obrazów i skojarzeń. Pierwszy nosi tytuł Jeden dzień (jest on oczywisty, ale niech tak zostanie).


W drugim mikro- i makroelementy będą najlepiej przyswajalne dla wielbicieli malarstwa/muzyki/tańca/makabry/zoologii/owsianki/kawy. By odpowiednio zadziałały na organizmy, praca potrzebuje jeszcze jednego składnika: tytułu.


Propozycje, które zebrałam do tej pory, brzmią: Żyrafa na obcasach i Bezkrwista twarz przeźroczysta, śmiertelna maska uroczysta ("O, prawie jak z Leśmiana" - skomentowałam, "Bo to on" - odpisała ignorantce Karolina). Czekam na kolejne pomysły. Pomożecie? 
Struktury przetransformowane

2/10/2014

Struktury przetransformowane



To zdjęcie i wiele innych znajdziecie w motylowej fotorelacji z wernisażu wystawy Piotra Pasiewicza Struktury przetransformowane: http://www.plasterlodzki.pl/sztuka/malarstwo-grafika/9040-struktury-przetransformowane-w-galerii-papieru-i-druku-foto.


PRZEMIANY

Pierwowzorami dla prezentowanego cyklu grafik były fotografie. Miasto jest ogromną, pulsującą, rozrastającą się w różne strony formą, z której można zaczerpnąć wiele elementów. Artystę często inspirują popękane, szorstkie faktury, widoczne na murach i tynkach, rozmazane odbicia budowli w kałużach, zarysy natury (np. gałęzi –  one są przecież bardzo graficzne). Sfotografowane obiekty i związane z nimi przeżycia stanowią pretekst do dalszych działań. Pasiewicz przekształca je, dopasowuje do siebie, grupuje w nową, plastyczną rzeczywistość. Ukończone dzieła mają charakter abstrakcyjny. Twórca nie chce, by utożsamiać je z tym, co widzialne. One obrazują procesy, które nie zachodzą na zewnątrz, lecz pod tkanką znanego nam świata. Dla autora liczą się napięcia rodzące się między kształtami i poczucie przemiany, którego doświadcza zarówno on, jak i widzowie. Pasiewicz nie prowadzi ich po liniach, jakie tworzy. Woli, by każdy z nich wybrał własny szlak, zależny od jego wyobraźni i wrażliwości.

ZROZUMIENIE

Odpowiedzi na to, jak postępować z tymi pracami, udzieli wiersz Pawła Tomanka Mówidełko (autor został laureatem XVIII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina).

„Co zrobić z czymś, co nie dotyczy,
ale dotyka? Dajmy na to, sławetna ręka
losu, jego krzywe paznokcie, ogryzione
do krwi? Cudzego losu, w tym tkwi sedno,
bo zrozumienie rośnie jak mandragora
i chciałoby się fuknąć: odejdź,
zostaw mnie, ale w gardle coś
kruszy się bezpowrotnie, i co powiesz?
Mieliśmy paść się na wiecznych pastwiskach,
a budzimy się w szczerym bólu,
ze spętanymi ustami”.

Uważam, że „(…) co nie dotyczy,/ale dotyka” jest trafną definicją abstrakcji i sposobów jej oddziaływania. Ona nie odwołuje się do widzialnej rzeczywistości, lecz do tej wewnętrznej, równie obecnej i odczuwalnej. Ręka losu nawiązuje do mechanizmów niezależnych od nas, do ciągłego przeistaczania się, którym ona kieruje. Los jest cudzy: jego działania i ich wpływy obrazuje nam inna osoba, artysta. Dzięki niemu te doświadczenia przepływają przez nas. Kiedy będziemy mieć cierpliwość do obrazu, nie odwrócimy się od niego, a poświęcimy mu czas i emocje, wówczas zrozumienie będzie wrastało. Dzieło zostanie w nas. Istnieje ryzyko, że nie zdołamy się od niego uwolnić. Ból i spętane usta kojarzą mi się z innymi pracami Piotra, na których widnieją surrealistyczne stwory niczym z koszmarnego snu.

Grafiki i wiersz powstały niezależnie od siebie i pewnie nigdy by się nie spotkały. Kiedy zestawiłam je ze sobą, dostrzegłam między nimi związek. Moim zdaniem wiersze nie mówią dosłownie o obrazach, lecz pozwalają na ich nowy odbiór. Ten proces równie dobrze może przebiegać w drugą stronę. Jeżeli obraz ilustruje tekst, uzupełnia go o nowe wartości, nawet niezamierzone przez autora.

PRZESTRZEŃ

Wystawa ma szczególny charakter z tego względu, że odbywa się w ciekawym miejscu: Galerii Domu Papiernika. Jest ona częścią Centralnego Muzeum Włókiennictwa (więcej informacji http://papiernictwohistoryczne.pl/muzeum/dom-papiernika/  i http://www.muzeumwlokiennictwa.pl/o-skansenie/1/96,dom-papiernika.html). Ekspozycję można oglądać do końca lutego. Drewniane, białe ściany świetnie pasują do grafik Pasiewicza. On zapełnił zgeometryzowanymi formami także podłogę. Cała przestrzeń pomieszczenia stała się więc artystyczną instalacją: współgra z pracami i dopełnia je. Moim zdaniem był to jeden z najlepszych sposobów wyeksponowania grafik tego artysty. Ponadto 26 lutego odbędą się warsztaty twórcze dla dzieci, które poprowadzi twórca: Kolory wyobraźni. Ich częścią będzie zapełnienie podłogi barwami. Jestem bardzo ciekawa efektu.

SERDECZNOŚĆ

O ile nie przepadam za wernisażami, to atmosfera na tym była zupełnie bez zadęcia, ciepła i wesoła - w dużej mierze dzięki Ryszardowi Uljańskiemu, który zajmuje się Galerią i zbiorami Muzeum Papieru i Druku. Ma ogromną wiedzę z zakresu introligatorstwa, literatury, bibliotekoznawstwa, sztuki, często żartuje. Razem z Elżbietą Uljańską bardzo miło ugościł wszystkich uczestników wernisażu. Ich dobre  humory, błyszczące oczy i uśmiechy widać na zdjęciach. Rozmowy się nie kończyły - szczególnie na after party :).


Przed otwarciem wystawy pan Ryszard pokazał mnie i Piotrowi limitowane wydanie wierszy Miłosza ilustrowanych grafikami Stasysa, z autografem noblisty. CUDOWNOŚĆ! Poza tym zaprezentował nam papierowe lalki z Przekornej Trupy Stasia Straszydło (ich historia i zdjęcia http://www.muzeumwlokiennictwa.pl/zaprosili-nas/1/217,przekorna-trupa-stasia-straszydlo.html) oraz pokój mieszkalny z końca XIX w., którego lokatorami są manekiny. Czułam się jak we śnie, a później obudziła się we mnie surrealistka. Latem cały domek zapełni się papierowymi lalkami – już nie mogę się doczekać.

Z panem Ryszardem odwiedziłam też tzw. kotłownię, czyli inną część Centralnego Muzeum Włókiennictwa. Zobaczyłam w niej, jak pracowała maszyna parowa, która napędzała całą fabrykę. Wystawa była interaktywna: nad maszyną unosił się kolorowy dym, w tle igrały piekielne ognie, światła zapalały się i gasły. W innym pomieszczeniu głos Ludwika Geyera (pioniera rozwoju przemysłu włókienniczego w Łodzi, właściciela Białej Fabryki) poważnym tonem oświadczył mi, że nigdy więcej mam się tu nie pokazywać na rauszu. Panie Geyer, byłam zupełnie trzeźwa i obraziłam się. Niedawno (nie wiedziałam jeszcze o wystawie Piotra i nie miałam pojęcia, jak wiele rzeczy obejrzę przy jej okazji) odświeżyłam Ziemię Obiecaną Wajdy. Mówiłam już o potędze przypadków? ;).

P.S. Mam nadzieję, że relacja tekstowa nie wypadła chaotycznie. O tym dniu nie da się dokładnie opowiedzieć – to zaledwie część - był rozśpiewany, intensywny i bardzo pozytywny!
Od pełnostanu do pustostanu i z powrotem

2/02/2014

Od pełnostanu do pustostanu i z powrotem


Dzisiejsze przedpołudnie spędziłam z Piotrem Pasiewiczem i jego plastycznymi szarlatanami. Zdjęcia, którymi zilustrowałam poniższy tekst, wykonał artysta.  

W mieście znajdują się miejsca, które oddychały płucami lokatorów i odbijały echem ich głosy. Kiedy oni je opuścili, te przestrzenie nie stały się martwe. 


Teraz prowadzą inny tryb życia. Są niezależne od człowieka, ale żywią się pozostałościami jego obecności. Ślady po dawnych mieszkańcach wyzwalają poczucie braku. 


Zdewastowane pokoje i rupiecie przemawiają nowymi, przejmującymi głosami. Przekazują dramat tego, co porzucone, rozbite i nie do uratowania, a zarazem zrezygnowaną zgodę na „wyrok”.  Wejdźcie za mną do środka... 


...a przekonacie się, w jaki sposób Pasiewicz sprawił, że zrujnowane pomieszczenia zostały powtórnie zasiedlone i zyskały inny wyraz. Linie, jakie malował w nich sprayem, opadały i wznosiły się w dynamicznym ciągu. 


Za ich pomocą artysta uzyskiwał abstrakcyjne i biomorficzne kształty. Łączył je ze sobą w ornamenty i zdobił nimi ściany.  Dzięki jego działaniu pełne ekspresji formy przeżywały zwariowane przygody. Kolejne kształty dołączały do nich prosto z tekturowych pudeł.
  

Twórca pobudził je do wzmożonego oddziaływania. Cichy pustostan zamieniał w ożywiony pełnostan. Plastyczna społeczność zagarniała coraz więcej miejsca. 


Wymknęła się spod kontroli i tańczyła na gruzach, aż wirowała w oczach, coraz szybciej i szybciej, dalej, bardziej. 


Dołączyłam do niej i wpadłam w jej szalony rytm.


Zmęczyłam się, ale ona nie chciała wypuścić z objęć ani mnie, ani mojej wyobraźni. Uciekłam i wdrapałam się tam, gdzie nie mogła mnie dosięgnąć. 


Z bezpiecznej wysokości i odległości obserwowałam, co będzie działo się dalej. 


Tymczasem rozwibrowani lokatorzy zajęli kolejny pokój.




Część rozgościła się na kanapie. Zawołali mnie i poprosili, żebym dołączyła do nich. Niegrzecznie byłoby im odmówić. Wykorzystali moją naiwność i przetestowali na mnie działanie zatrutego napoju.


 KONIEC 

Morał: Warto poświęcać się dla sztuki. Nie sztuką jest się napić.
Kolorowe jarmarki

2/01/2014

Kolorowe jarmarki


Przy sobocie po robocie kolaż, który wykonałam w prezencie dla mojej siostry, Agaty.


Traktuję go jak układankę z „kluczem”. Są nim siostrzane fascynacje.  Agata lubi dwie ikony: Audrey Hepburn (na wykorzystanym przeze mnie zdjęciu jest dosłowną ikoną; wygląda jak Madonna z obrazu, ale intensywna czerwień ust przełamuje „święty” wizerunek) i Marilyn Monroe. Poza tym interesuje się modą. Niedaleko jej maszyny do szycia stoi czarny manekin.

Róż, widoczny w tle, jest barwą, którą często się otacza. Wycinki z kolorowych magazynów, jakie powiązałam z Agatą, uzupełniłam o kolejne. One miały za zadanie urozmaicić kompozycję. Sądzę, że w kolażu ważny jest nie tylko klucz-centrum, ale też układ kształtów i barw. Moje prace komponuję intuicyjnie. Według mnie każda wycinanka powinna zawierać echa dadaistyczno-surrealistycznych szaleństw. Bardzo istotne są absurd, humor, niedopowiedzenia. Jedna forma wpływa na drugą, tak, jak słowo na kolejne słowa. Razem tworzą sformułowanie. Składniki kolażu dopiero pod wpływem myśli i uczuć odbiorcy wytwarzają „cudowność”. Cudze skojarzenia mogą być zupełnie różne od moich i to jest najciekawsze! Ta wycinanka – już po wykonaniu – przywiodła mi na myśl kolorowy jarmark. A z czym Wam się kojarzy?
Copyright © Marta Motyl