niedziela, 17 stycznia 2016

Spotkajmy się w ogrodzie. Z dodatkami specjalnymi


Poprzedni wpis poświęciłam Ogrodowi rozkoszy ziemskich Hieronima Boscha. Moim zdaniem artysta ten najwspanialej ukazał motyw ogrodu miłości w całej historii sztuki  i na wieki wieków, amen. Prezentując szalone i porywające spotkania człowieka z naturą i pośród niej, skorzystał on przede wszystkim z wzorców znanych z kultury  średniowiecznej. Postanowiłam pokazać więc także przykładowe przedstawienia schadzek średniowiecznych kochanków... i nie tylko, ale najpierw: krótkie wprowadzenie.

Już w dziełach sztuki starożytnego Egiptu znajdziemy pary przechadzające się po ogrodzie.

Tutanchamon i jego żona Anchesenaton w ogrodzie, źródło

Sykomora, morwa, palma, granat były związane z miejscami, w których nastąpiło poczęcie ważnych bóstw egipskich. Z Afrodytą, grecką bogini miłości, młodości i piękna, również łączono granat, a oprócz niego jabłko i mak. Rośliny te obfitują w nasiona i  są symbolami płodności. W kwietniu, podczas rytualnego powitania wiosny, posągom bogini składano dary. Budząca się do życia przyroda stawała się metaforą budzących się uczuć. 

Nic dziwnego, że ogród kojarzy się z muzyką miłości. 

Ilustracja do Powieści o Róży G. de Lorrisa i J. de Meun, ok. 1490-1500 r., źródło

Z fontanny bije źródło, które pozwala zachować wieczną młodość. Może dzięki niemu uczucia też się nie starzeją? 

Na miniaturze z  Kodeksu Manesse wszechobecny jest kolor odnoszący się do namiętności.  Czerwone są stroje pary, czerwonymi kwiatami cieszy oczy drzewo, pod którym oddaje się  ona pieszczotom. 

Ok. 1330 r., źródło: R. Bartlett, Panorama średniowiecza, przeł. D. Stefańska-Szewczuk, Warszawa 2002, s. 226.

Jednym z kultowych symbolów miłości do dziś jest czerwona róża. Według mitologii greckiej Afrodyta, spiesząc, by uratować z opresji ukochanego Adonisa, biegła po białych różach. Ich ciernie kaleczyły jej stopy. Krew płynąca ze stóp bogini zabarwiła płatki kwiatów na czerwono. W średniowieczu wielką popularność zyskała Powieść o Róży. Jej autorzy przedstawili pełne przeszkód i wymagające niemałych poświęceń zdobywanie upragnionej rośliny, będącej alegorią upragnionej kobiety.

źródło

źródło

Ok. 1490-1500 r., źródło

Ważnym typem średniowiecznego ogrodu jest wirydarz. Pierwotnie znajdował się on wewnątrz zabudowań klasztornych. Miał najczęściej kształt kwadratu lub prostokąta. Otaczał go krużganek i otwierające się do niego arkady. Jego powierzchnia była podzielona w sposób geometryczny. Centrum akcentowała studnia, fontanna lub ozdobne drzewo.

źródło

Ogród wirydarzowy niekiedy nazywano „rajem” lub „rajskim dworem”. Potem terminem wirydarzu zaczęto określać także duże, starannie skomponowane, pełne zieleni przestrzenie w pobliżu  zamków. Umieszczone w nich namioty zachęcały do wypoczynku i były wymarzonymi miejscami romantycznych spotkań. W wirydarzowej scenerii pokazany jest grzech rozpusty na blacie Stołu Mądrości Hieronima Boscha. Tytuł dzieła ma genezę w Przypowieści Salomona, gdzie opisana jest mądrość zapraszająca do  stołu.


H. Bosch, Stół Mądrości, 1470-1480 r., źródło

W środkowej części  obrazu Bosch ukazał boskie oko,  w źrenicy którego znajduje się siedem grzechów głównych. Żaden z nich nie umyka więc boskiej uwadze. Cave, cave, Dominus videt (Strzeż się, strzeż się, Bóg Cię widzi) - ostrzega napis znajdujący się na kręgu otaczającym wizerunek Chrystusa. Z kolei wokół kręgu grzechów umieszczone są cztery medaliony prezentujące rzeczy ostateczne: Godzinę śmierci, Zmartwychwstanie, Sąd Ostateczny, Piekło Królestwo Niebios. 

A w jaki sposób boskie oko widzi rozpustę? 

źródło

W namiocie flirtują dwie pary, którym towarzyszy… dwóch obłąkanych. Tak, czasami do romansu ciągnie ludzi szalona siła – albo diabelska!

A. Sorge, Przeciwko szóstemu przykazaniu, 1378 r., źródło: T. Michałowska, Średniowiecze, Warszawa 2000, s. 564.

Te dzieła nadal inspirują. Na poniższej pracy współczesna artystka przetworzyła motyw spotkania kochanków w ogrodzie, nie zapominając o zachowaniu stylizacji, ozdobności i lekkości właściwych średniowiecznym rycinom. 

Ilustracja autorstwa Svety Doroshevy, współczesnej izraelskiej artystki, źródło

Dodatki specjalne

Żeby cokolwiek narodziło się w ogrodzie (a co dopiero miłość), o ogród trzeba dbać, również walcząc ze szkodnikami. Ślimaczą się, ale działają tak wytrwale! Niekiedy zmagania z nimi zdają się przerastać ludzkie siły.

źródło

Bujne plony są godne wszelkich poświęceń.

Ilustracja z Kroniki J. Froissarta, źródło

Ilustracja z Tacuinum Sanitatis, ok. 1400 r., źródło

Jednak zdarza się, że one pozostają nie do końca zgodne z oczekiwaniami.

źródło

Ratunku!!!

Jestem dziewczynka z mandragory,
robak mnie kocha, nie zjada.
słońce pod ziemią lśni tak ślubnie,
plecie witraże, maluje.
Chodź, rusz łopatą i odczaruj.
Przyjdziesz raz jeszcze i wstanę”.


Po wydobyciu z ziemi mandragora wrzeszczała i rzucała klątwy. Człowiek, który je usłyszał, tracił zmysły i umierał jeszcze tego samego roku. Wyrwanie  ziela wymagało  bowiem specjalnych zabiegów. Najpierw trzeba było roślinę polać moczem damskim lub jeszcze lepiej krwią menstruacyjną. Następnie można było korzeń delikatnie, acz głęboko obkopać dookoła, ale za żadne skarby nie wyciągać go z ziemi. Dla pewności trzeba było jeszcze zakreślić dookoła rośliny trzy magiczne kręgi przy pomocy miecza. Teraz następowała najtrudniejsza część. Należało korzeń delikatnie, ale mocno obwiązać sznurkiem, a drugi koniec sznura przywiązać do psiego ogona. Jak już pies był mocno przywiązany, należało mu rzucić kawał mięsa w takiej odległości, by zmierzając do żarła, wytarmosił z ziemi mandragorowy skarb. Mandragora w tym czasie rzucała najokropniejsza przekleństwa na psa, które należało zagłuszyć głosem trąby. Głos trąby był potrzebny także po to, żeby umilić [mu - przyp. MM] ostatnie chwile życia (...). Zdychał on natychmiast po wyciągnięciu korzenia z ziemi. Była to jednak stosunkowo mała strata w porównaniu z korzyściami, jakie przynosiło posiadanie lub sprzedanie silnego, zdrowego  korzenia mandragory”[*]Korzeń ten nie tylko powodował halucynacje, ale i dawał właścicielowi nieziemską moc, zapewniał szczęście i dobrobyt. Najskuteczniejsze były rośliny, które najbardziej przypominały kształtem człowieka i te, które wyrosły z... nasienia wisielca. Pozwólcie, że w tym momencie zakończę temat :) Tak czy siak, właściciel mandragory mógł chodzić dumny jak paw. 

Gerard Horenbout, ok. 1500 r., źródło

W pracach, które pokazałam we wpisie, najbardziej podoba mi się swobodne połączenie elementów wziętych z codzienności z tymi niecodziennymi, magią i zaświatami. Ono daje surrealistyczne rezultaty. Urzeka mnie zarówno prostota kompozycji, jak i uproszczenie poszczególnych kształtów.  Barwy zwykle są intensywne i czyste. Twórców cechuje pewna naiwność, ale jest ona tak czarująca, że składa się na bajkowy efekt. Wspaniałe są też dekoracyjność ilustracji i dbanie artystów o detale. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Text © copyright by Marta Motyl. Obsługiwane przez usługę Blogger.