Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarstwo. Pokaż wszystkie posty
"Sztuka podglądania" - zapowiedź

10/29/2020

"Sztuka podglądania" - zapowiedź


Ostatnimi czasy żyjemy niespodziankami różnej maści. Z tym większą przyjemnością odpakuję Wam niespodziankę z rodzaju miłych. Otóż 16 listopada będzie miała premierę moja Sztuka podglądania, która ukaże się w Wydawnictwie Lira


Grafika: Wydawnictwo Lira, fotografia: Maciej Zienkiewicz, make up: Aga Bora

Do sypialni zabiorą nas m.in. Rembrandt, Gauguin, Schiele, Klimt, Łempicka. Kto z Was nie może doczekać się premiery razem ze mną?

Książkę możecie zamawiać w przedsprzedaży internetowej, np. tutaj: https://bit.ly/31VdgwN, co wiąże się promocyjną ceną i otrzymaniem egzemplarza 16 listopada bądź w bliskich okolicach tego dnia.

Opis wydawniczy:

„Daj się ponieść zmysłowemu rytmowi sztuki! Sięgnij po śmiałe i wnikliwe eseje Marty Motyl o erotyce w malarstwie i grafice!

Czytelnik zostaje obsadzony w kontrowersyjnej roli podglądacza scen miłosnych. Każdy z rozdziałów poświęcony jest jednemu dziełu, a jego analizę wzbogaca przedstawienie sylwetki artysty na pruderyjnym bądź rozpustnym tle czasów, w których tworzył.

Podglądanie niejedno ma imię, perwersja i piękno także. Tę różnorodność możesz poznać dzięki obrazom i grafikom, które zostały głównymi bohaterami książki”.

Sztukę podglądania polecam nie tylko podglądaczom. Także i tym, którzy czegoś więcej chcą dowiedzieć się o twórcach i ich dziełach, które nasi przodkowie uznawali za obrazy wszeteczne, czyli ad libidinem pobudzające". Prof. dr hab. Jakub Pokora

„Autorka zmienia nas w widzów, odsłaniając spektakl utkany z fantazji, kształtów, linii, faktur i barw. Uczy obserwacji, poszerza naszą wyobraźnię i pozwala nam choć przez chwilę żyć życiem innych ludzi". Karolina Matyjaszkowicz, artystka

Piąta i pierwsza naraz

9/13/2020

Piąta i pierwsza naraz


Fot. Maciej Zienkiewicz


Późną jesienią tego roku ukaże się moja piąta z kolei książka, którą jako pierwszą w dorobku poświęcam tylko i wyłącznie sztuce. Jednocześnie pozostaje zgodna ze zmysłową linią dotychczasowych pozycji. Nosi tytuł Sztuka podglądania i zawiera eseje o pięknych, perwersyjnych i kontrowersyjnych obrazach ukazujących sceny łóżkowe (w tym z podglądaczami) oraz o ich autorach. Przyniesie Wam więc nader przyjemne informacje. Obiecuję, że w żadnym razie nie przyprawią Was o senność. Wręcz przeciwnie, starałam się, żeby lektura spowodowała niejeden błysk w oku! O dostarczenie jej do Waszych rąk w świetnej formie zadba Wydawnictwo Lira. Tytuły obrazów, nazwiska autorów (gwiazd świata sztuki) i nietypowy klucz doboru dzieł odsłonię karta po karcie bliżej daty wydania.


"Chcę cię tu widzieć"

2/26/2019

"Chcę cię tu widzieć"



Zdjęcia pochodzą z seminarium Chcę cię tu widzieć, które miało miejsce w ubiegły piątek w Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi. Dotyczyło ono włączania publiczności w działalność muzeów. Przybyli na nie muzealnicy z całej Polski. Odbyło się w ramach projektu Jak to widzisz?. Jego owocem jest również wystawa o tym samym tytule, której kuratorkami były osoby wyłonione w konkursie. Zostałam jedną z nich, a jak przebiegała nasza praca, napisałam tutaj https://bit.ly/2U86Wfj.

Wystąpienia podczas pierwszej części seminarium dotyczyły postrzegania projektu oczami pracownic muzeum i kuratorek. W swoim wystąpieniu powiedziałam m.in. o zwracaniu przez nasz zespół uwagi na nastroje wymalowane na obrazach; łączeniu prac z własnymi przemyśleniami i przeżyciami, co czyni szczególnie sztukę dawną bardziej przystępną i bliską; tworzeniu wspólnej narracji przez bandę indywidualistek, które się dopełniały. Kolejnymi elementami konferencji były zwiedzanie wystawy i nasze tłumaczenie się z niej, wykłady o budowaniu bliskich relacji z publicznością w muzeach, w tym zagranicznych, dyskusja o potrzebie i zasadach podobnych inicjatyw.

Jeśli Jak to widzisz? wpadło Wam w oko, dziś jest ostatnia okazja, żeby zagłosować na projekt w plebiscycie Plastry Kultury (o jego szczegółach dowiecie się ze strony https://bit.ly/2SNJoyU). Wystarczy do północy wysłać jednego maila. Adres: konkurs@plasterlodzki.pl, temat: „Plastry Kultury”, w treści wpisujecie „Plaster.27” oraz swoje imię i nazwisko. Każdy głos ma moc. Dziękujemy!


"Jak to widzisz?". Od plebiscytu do wernisażu

12/16/2018

"Jak to widzisz?". Od plebiscytu do wernisażu


Jak to widzisz?, taki tytuł nosi najnowsza wystawa w Muzeum Pałac Herbsta, jednym z oddziałów Muzeum Sztuki w Łodzi. Obejmuje ona obrazy z kolekcji muzeum, pochodzące z XIX i początku XX w., autorstwa polskich artystów. Jak to widzisz? jest zarazem nazwą całego projektu, który wpuszcza świeżą myśl, ba! świeżą krew do dzieł, nadając im nowe życie. W niniejszym wpisie prezentuję etapy tego przedsięwzięcia i mój współudział w nich.

Plakat do wystawy autorstwa studia graficznego Polkadot

Projekt trwa od kilku miesięcy. Rozpoczął się plebiscytem, w którym każdy chętny głosował na pięć dzieł spośród setki zaproponowanej przez muzeum. Głosujący wypełniał formularz w siedzibie placówki albo drogą elektroniczną. Dodatkowo miał możliwość uzasadnienia wyboru. Ogłoszenie o plebiscycie kusiło, że autorzy dziesięciu najciekawszych wyjaśnień zostaną zaproszeni do zespołu kuratorskiego. Jego zadaniem będzie stworzenie wystawy z czterdziestu obrazów, które uzyskają największą ilość głosów. Dałam się skusić. 

Poniżej znajdują się fragmenty prac, na które zagłosowałam.
 
 Żeby obejrzeć obraz w całości, kliknij: 1, 2, 3, 4, 5.  Obrazy użyte na grafice pochodzą ze strony http://palac-herbsta.org.pl/wydarzenie-357-jak_to_widzisz.html

Wybór uzasadniłam tymi słowami: 

„Podczas przeglądania obrazów zwróciłam uwagę na silną reprezentację portretów kobiecych. Zdecydowałam się na zestaw, który powie wiele na temat kobiet, między innymi poprzez dopełniające się kontrasty. Przewodzi mu ekspresyjna Krzysia z lalką Kazimierza Sichulskiego (1). Kiedy dziewczynka obejmuje lalkę, może nie zdawać sobie sprawy, że są do siebie całkiem podobne. W całym swoim życiu będzie bowiem przybierać kolejne wcielenia, tak jak porwana do zabawy lalka.

Portret Emilii Wysockiej Konrada Krzyżanowskiego ukazuje roześmianą malarkę (2). Do pary dobrałam ponurą Nocną samotność Leona Kowalskiego (3). Prace te, zestawione razem, unaoczniają zmienność nastrojów. Wiodą od euforii, która dodaje skrzydeł, do melancholii, która je odbiera. Zastosowane kolory podkreślają emocje postaci.

Mocny ładunek psychologiczny posiada również następna wyodrębniona przeze mnie para. Tym razem postawiłam na różnorodność wiekową. Jako uosobienia wczesnej młodości i późnej dojrzałości wybrałam Studium portretowe młodej dziewczyny Olgi Boznańskiej (4) i Portret matki artysty Henryka Rodakowskiego (5). Podlotek, jeśli tylko podejmie taką decyzję, pewnego dnia zamieni się w matkę. A matka przecież ciągle pamięta czasy, kiedy sama była podlotkiem. Zarówno Rodakowski, jak i Boznańska położyli nacisk na ukazanie wnętrza modelki. Cel ten osiągnęli przy pomocy zupełnie odmiennych stylów – realistycznego i impresjonistycznego.

Oto więc kilka kobiet i kilka przemian, które równie dobrze mogą zajść w jednej kobiecie”.

Choć łaska jurorów na pstrym koniu jeździ, udało mi się dostać do zwycięskiej grupy kuratorów. Dowiedziałam się o tym telefonicznie, w wakacje, w pociągu, pośród hałasu hamowania. Poprosiłam o jeszcze jeden telefon, który odebrałam w ciszy parku. Ot, kolejny kontrast. 

Cieszyłam się, że stanę się częścią eksperymentu. Zżerała mnie ciekawość, co z niego wyniknie. Nie mogłam się doczekać, aż odkryję kolejne karty. Na które obrazy postawili uczestnicy plebiscytu? Jakie osoby znalazły się w zespole? Czy będziemy dobrze się dogadywać? Jak w Muzeum Pałac Herbsta, kojarzącym mi się z tradycją, będą przyjmowane niekonwencjonalne pomysły?

Nasze pierwsze zebranie. Od lewej kuratorki Magdalena Knapowska-Niziołek i ja, opiekunka Joanna Jaśkiewicz, kuratorka Katarzyna Kaleta. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Od lewej siedzą opiekunka Maria Milanowska, kuratorki Emiliana Konopka, Michalina Peruga, Natalia Bartczak. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Spotykaliśmy się regularnie od września do początku grudnia. Osoby w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami ze sztuką, ale nieodmiennie podchodzące do niej z pasją i zaangażowaniem, w tym emocjonalnym. Wiązanie obrazów z własnymi przeżyciami ubarwiało wiele konkursowych tekstów. 
Moimi współkuratorami zostali Sabina Bałulis, Natalia Bartczak, Ewa Gaj, Katarzyna Kaleta, Magdalena Knapowska-Niziołek, Emiliana Konopka, Damian Krakowiak, Michalina Peruga i Paulina Stencel. Opiekę nad nami z ramienia muzeum sprawowały Aleksandra Dudek, Joanna Jaśkiewicz, Katarzyna Kończal, Maria Milanowska i Tatiana Szymańska. Projekt koordynowali Andżelika Bauer i Przemysław Purtak.


Podczas pierwszego spotkania poznawaliśmy i siebie nawzajem, i zwycięskie obrazy. Nie wszystkie, które wytypowałam, przeszły dalej. Nie będę przedstawiać całej listy dzieł, którym się to udało. Poniżej znajdują się prace z podium. 
Pierwsze miejsce. Józef Chełmoński, Żurawie, 1910 r., źródło 

Drugie miejsce. Józef Chełmoński, Dziewczyna na tle krajobrazu, 1869 r., źródło

Trzecie miejsce. Aleksander Gierymski, Brama na Starym Mieście, 1883 r., źródło

Co ciekawe, głosujący wskazali i na mniej znane czy rzadziej eksponowane obrazy. Dostarczają one nie mniej wrażeń estetycznych i emocjonalnych, kiedy się je pozna. W ogrodzie Jacka Malczewskiego, Odjazd z wyspy nocą Henryka Siemiradzkiego  różnią się od tych dzieł artystów, którymi zasłynęli i z którymi odbiorcy się opatrzyli. 

Jacek Malczewski, W ogrodzie, 1898 r., źródło

Henryk Siemiradzki, Odjazd z wyspy nocą, ok. 1890 r., źródło

Cyganka czy wspomniana Nocna samotność są autorstwa malarzy spoza znanego kanonu sztuki polskiej. A to tylko kilka wybranych przykładów. 

Aniela Pająkówna, Cyganka, niedatowany, źródło

Jedni kuratorzy mocniej stawiali na działanie koloru i światłocienia, inni - symboliki i nastroju, więc od samego początku  dopełnialiśmy się. Na naszych zebraniach w muzeum potwierdziło się, że sztuka sprzed lat nadal przemawia do oczu, serca i głowy. Ciągle wywołuje żywe i aktualne dyskusje. 

Uważam, że różnorodność, elementy zaskoczenia stanowiły wartość jeszcze przed przygotowaniem wystawy. Jednak największym wyzwaniem dla całej grupy było uporządkowanie kilkudziesięciu dzieł różniących się zarówno tematyką, jak i stylem. W taki sposób, żeby nasza koncepcja pozostawała atrakcyjna dla publiczności w różnym wieku i o różnym stopniu wtajemniczenia w sprawy sztuki. Pragnęliśmy bowiem, żeby wystawa pozostawała jak najbardziej przystępna, a zarazem ciekawa nawet dla znawców. Ponadto należało dopracować rozmaite detale. Na przykład rozstrzygnąć, jaką czcionką będą zapisane i jaką wielkość będą miały litery na podpisach do obrazów. 

Rozwiązania wypracowywaliśmy stopniowo, często metodami pracy warsztatowej. Poprzez prezentowanie własnego podejścia i odnoszenie się do cudzych stanowisk, poszukiwanie w nich wszystkich punktu wspólnego, praktykowanie kompromisów, ale i zgłaszanie wątpliwości, wreszcie głosowania, ze spotkania na spotkanie rozwijała się wspólna i spójna wizja wystawy. 

Samodzielnie zastanawiamy się, jak rozmieścilibyśmy dzieła, korzystając z miniaturek obrazów i planu muzeum. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Razem pracujemy nad tym, jak i gdzie powiesić obrazy. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Dalsze przymiarki. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Pokojowe dyskusje. Fot. HaWa

Co ona tam kombinuje? Fot. HaWa

Podczas rozwieszania wystawy także potrzebna jest chwila namysłu. Fot. HaWa

Fot. HaWa

Nie bez znaczenia pozostaje, że jako kuratorzy uzyskaliśmy przestrzeń wolności i szacunku dla naszych poglądów od opiekunek z muzeum. Zajmowały się m.in. ukierunkowaniem nas, porządkowaniem naszych pomysłów,  dopieszczaniem szczegółów całości. Mówiąc mniej dyplomatycznie, starannie wykonały również tzw. brudną robotę, żeby wprowadzić wizję wystawy w dostępną przestrzeń galeryjną. Należą im się gratulacje za zaangażowanie w prowadzenie projektu, od jego zainicjowania, dalej i dalej. Przemienienie koncepcji w rzeczywistość było możliwe także dzięki działaniom pracowników działu konserwatorskiego, technicznego i promocyjnego muzeum.


Opiekunki organizowały nam również spotkania ze specjalistami z innych branż. Np. z Koziej Architekci omawialiśmy aranżację ekspozycji, z Polkadot oprawę graficzną, w tym plakat. HaWa dokumentowała nasze większe i mniejsze burze mózgów. Autorstwa HaWy są także krótkie (i nastrojowe) zapowiedzi wystawy, na których swój punkt widzenia przedstawiają trzy kuratorki: Sabina Bałulis, Katarzyna Kaleta, Emiliana Konopka.




Wróćmy do naszej koncepcji wystawy. Nie zdecydowaliśmy się na tradycyjny układ chronologiczny czy na podział zgodny z kierunkami w sztuce. Obrazy uszeregowaliśmy w grupy takie jak natura, portrety, fantazje, żywioły, nokturny.  „I tak natura staje się pretekstem do analizy roli światła nie tylko w przyrodzie, ale też w procesie widzenia, portrety opowiadają historie życia bohaterów, a także kreślą relacje pomiędzy malarzem a modelem, żywioły przeplatają się ze stanami emocjonalnymi i wprowadzają widza w świat fantazji, a całość ekspozycji zamyka symbolika nocy i mroku”, jak trafnie głosi tekst przeznaczony do komunikacji z publicznością i z mediami. 

Zgodnie z sugestią architektki wystawy, Magdaleny Koziej, postanowiliśmy wyróżnić każdą grupę dzieł innym kolorem ścian. Jednocześnie grupy te pozostają elastyczne. Kierują jedna do drugiej, prowadzą ze sobą dialog, dopełniają się. Zdecydowaliśmy się również na wyodrębnienie dziesięciu obrazów, które zdobyły największą liczbę głosów od publiczności. Zostały oznaczone numerami miejsc zajętych przez nie w plebiscycie. 

Od lewej obrazy Żurawie Józefa Chełmońskiego (1910 r.) i fragment Pieśni wieczornej Kazimierza Stabrowskiego (niedatowany) z grupy z naturą. Koncepcję wystawy podczas pierwszego oprowadzania  prezentują opiekunki Tatiana Szymańska i Katarzyna Kończal

Od lewej obrazy Portret matki artysty Henryka Rodakowskiego (1853 r.), Portret pianistki Fridy Eissler Olgi Boznańskiej (ok. 1928 r.) i Dziewczynka z kotem Leona Hirszenberga (1896 r.) z grupy z portretami. Zdjęcie pochodzi z drugiego oprowadzania po wystawie. Mówi o niej kuratorka Sabina Bałulis. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Oprócz tego  każdy z nas wybrał jeden obraz spośród czterdziestu i krótko opisał, jak go widzi. Teksty te znalazły się na ścianach obok ich bohaterek i bohaterów. Tym razem wytypowałam Topielicę Antoniego Kamieńskiego. 

A. Kamieński, Topielica, 1900 r., źródło

Decyzję podjęłam po naszych dyskusjach, w których przewijała się kwestia dwuznaczności dzieła. Znalazło się ono w mojej ulubionej grupie z żywiołami. Sąsiaduje i koresponduje z Wierzbami nad moczarami Witolda Pruszkowskiego i z Głową konia Władysława Podkowińskiego, jednym ze szkiców do słynnego Szału uniesień. Topielica jest bowiem powiązana nie tylko z wodą, ale i z ogniem. „Zanurza się, zatapia, zatraca. Nie w głębinach, lecz w doznaniach. Spętana, unieruchomiona, zniewolona. Nie przez uścisk więzów, lecz przez odczucie rozkoszy. Prowokacyjnie pokrewna bohaterkom japońskich grafik erotycznych” - i stąd ten ogień.

Od lewej obrazy Topielica Antoniego Kamieńskiego (1900 r.), Krakowiak Włodzimierza Tetmajera (ok. 1910 r.), Głowa konia Władysława Podkowińskiego (1892 r.), Wierzby nad moczarami Witolda Pruszkowskiego (1887 r.). Podczas pierwszego oprowadzania opowiadam o Topielicy. Fot. A. Taraska

Fot. A. Taraska

Ja, Topielica i mój tekst. Fot. Tomek

Na wybór Topielicy wpłynął też fakt, że w mojej najnowszej książce (ukaże się w 2019 r.) umieściłam scenę, w której główna bohaterka pozuje do aktu w wannie, z ośmiornicą. Sytuacja  wyzwala w niej wiele erotycznych wrażeń i wyobrażeń. Wpisuje się ona w cały ciąg powieściowych odniesień do kultury japońskiej. Będziecie mogli przeczytać i przekonać się sami. Opis stworzyłam przed poznaniem pracy Kamieńskiego. Uznałam, że ona mnie odnalazła, a nie napisać o niej dopiero byłoby grzechem. Tak stała się moją perełką, ba! nawet rozbłyskuje. 

Każdy z oglądających wystawę może wskazać własną perełkę albo czarną owcę i wypowiedzieć się na jej temat.  W przestrzeni galeryjnej stoją dwa biurka,  są przygotowane kartki i pisaki.  Dzięki temu pytanie Jak to widzisz? pozostaje otwarte dla każdego, kto zechce udzielić na nie odpowiedzi.

Jedno z biurek, nad nim miejsca do pozostawienia kartek, na nim foldery. Przygląda się im kuratorka Katarzyna Kaleta. Fot. HaWa

Inne kreatywne wyzwania, które mogą podejmować i dzieci, i dorośli, czekają w specjalnym pokoju interakcji. Tam znajdują się wydrukowane reprodukcje obrazów, które służą do uzupełniania. Dopisywania postaciom dialogów, dorysowywania przy fragmentach dzieł, czego tylko fantazja zapragnie. Jako pamiątkę zwiedzający może zabrać ze sobą bezpłatny folder, w którym znajdują się zarówno nasze zwycięskie teksty z plebiscytu, jak i wiele miejsca na własne notatki czy rysunki.

Ciągle cieszę się z mojego udziału w tym nowoczesnym i niecodziennym projekcie. Choć pracowałam już przy wystawach, pierwszy raz brałam udział w pracy na tyle par rąk. Bardzo dziękuję wszystkim, z którymi miałam okazję podjąć takie wyzwanie i przeżyć takie doświadczenie. Nadal trudno jest mi uwierzyć, że już zrobiliśmy, a nawet otworzyliśmy wystawę. Będziemy to długo wspominać! 

Publiczność czeka na uroczyste otwarcie wystawy w sali balowej Pałacu Herbsta. Fot. A. Taraska

Przemówienie dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi Jarosława Suchana. Od lewej kuratorki Emiliana Konopka, Michalina Peruga, Sabina Bałulis, dalej opiekunki Joanna Jaśkiewicz, Maria Milanowska, Aleksandra Dudek, za nimi kuratorki Natalia Bartczak, ja i  Ewa Gaj. Fot. A. Taraska

Fot. HaWa

Fot. HaWa

Tzw. zdjęcie klasowe wszystkich kuratorek i opiekunek. W pierwszym rzędzie, od lewej, opiekunka Katarzyna Kończal, kuratorki Emiliana Konopka, Katarzyna Kaleta, Magdalena Knapowska-Niziołek. W drugim rzędzie od lewej kuratorki Paulina Stencel, ja, Sabina Bałulis, Ewa Gaj, opiekunka Tatiana Szymańska, kuratorka Michalina Peruga, opiekunka Aleksandra Dudek, kuratorka Natalia Bartczak, opiekunki Joanna Jaśkiewicz i Maria Milanowska. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Zachęcam Was do bezpośredniego przekonania się, jak prezentują się efekty naszych działań. Odbiór wszystkich obrazów, ich faktury i głębi na żywo, przy odpowiednim oświetleniu, przebiega zupełnie inaczej niż na podstawie zdjęć. Wystawa potrwa do 31 marca. Muzeum Pałac Herbsta znajduje się przy ul. Przędzalnianej 72. Jest czynne od wtorku do niedzieli w godzinach 11:00-17:00.  Na jego stronie na Facebooku znajdziecie więcej zdjęć z naszych zebrań i z wernisażu. 
"Wielka Bogini" - zaproszenie

4/25/2018

"Wielka Bogini" - zaproszenie


Co powiecie na sobotę w Łowiczu? Serdecznie zapraszam do udziału w wernisażu wystawy Wielka Bogini, który odbędzie się 28.04. o godzinie 16:00, w siedzibie tamtejszego muzeum przy ulicy Stary Rynek 5/7.  Zamiast podczytywać poradniki o potędze kobiecości, można przekonać się o niej na własne oczy ;). A wszystko to dzięki obrazom. 

"Natalia Anna Kalisz, Roksana Kularska-Król, Karolina Matyjaszkowicz. Każda z tych artystek ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi i idzie własną drogą twórczą, ze świadomością przekazu, jaki niesie. Każda wielokrotnie eksponowała dorobek artystyczny. U każdej centralnym motywem twórczości jest kobieta. Na wystawie Wielka Bogini wszystkie artystki zestawiają swoją wiedzę i wyobrażenia związane z kobiecą naturą" - fragment tekstu, który napisałam do ekspozycji. Ciąg dalszy i krótkie omówienie inspiracji każdej z twórczyń przeczytacie w opisie wydarzenia KLIKWernisaż jest jedyną w swoim rodzaju okazją, żeby obejrzeć dzieła wspólnie z autorkami, porozmawiać o nich, podzielić się opiniami czy zadać pytania. 
"Z Łodzią w tle"

11/09/2017

"Z Łodzią w tle"


7 listopada w Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi – Oddziale Martyrologii Radogoszcz została otwarta wystawa malarstwa. Składają się na nią łódzkie pejzaże w wielu stylach, o różnorodnych charakterach, od spokojnych po płomienne. Miałam przyjemność uczestniczyć w jej powstawaniu, co stanowiło interesujące wyzwanie. Odnalazłam punkty wspólne płócien, które wybrali z muzealnego magazynu pomysłodawcy i autorzy ekspozycji, dr Karol Jadczyk, Dariusz Marciniec, Przemysław Stępień. Uporządkowałam pejzaże w stworzone przez siebie grupy, powiązane z nurtami w sztuce XIX i XX wieku. Napisałam tekst do wystawy i uczestniczyłam w jej aranżowaniu. Przed Wami efekty, ilustrowane fotografiami udostępnionymi mi dzięki uprzejmości Muzeum. Bardzo za nie dziękuję. 

Niektóre płótna zestawiłam z dziełami spoza wystawy, znanymi z historii sztuki,  z którymi wykazują one cechy wspólne. Dzięki wpisowi będziecie mieli okazję zobaczyć, jak wyglądało zdobywanie materiałów do prezentacji multimedialnej. Wykonał ją Artur Kamiński. Przekonacie się, jakie wrażenia towarzyszyły gościom wernisażu. Zapraszam!

Od frontu obraz Wiesława Śniadeckiego Łódź – Nowy Rynek – 1918 z 1988 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi 

Wprowadzenie

Na jakie sposoby twórcy z Łodzi czynili swe miasto malowniczym? Które budynki i ulice przeglądają się w ich płótnach? Czy socrealistyczną tematykę da się ująć awangardowo? Na te pytania niech odpowiedzą wyeksponowane obrazy. Powstały one w latach 50., 60., 70. i 80. XX wieku. Nie zostały uporządkowane chronologicznie, lecz według podobieństw w formie i oddziaływaniu. Prezentowane są w grupach Impresja, czyli wrażenie, Prostota formy, Ekspresja koloru, Nastrojowy realizm. Na wybór wpłynęło również posiadanie przez prace cech właściwych impresjonizmowi, postimpresjonizmowi, kierunkom awangardowym, hiperrealizmowi. Jedne powiązania są silne, inne swobodne, ale wszystkie pozwalają ujrzeć dzieła w szerszym kontekście niż lokalny. Socrealizm nie został potraktowany oddzielnie. Płótna noszące jego znamię znajdują się wewnątrz utworzonych grup. Odrębną kategorię stanowią kompozycje, których bohaterem jest Radogoszcz.
Grafika reklamująca wystawę, z fragmentami dzieł

Obrazy różnią się, jeśli chodzi o jakość artystyczną. Wynika to z tego, że dawne Muzeum Ruchu Rewolucyjnego nie miało jej przede wszystkim na uwadze, gdy gromadziło swoją kolekcję. Deklarowało, że docenia szczytność zamiarów, chce reprezentować działalność łódzkiego środowiska, jest otwarte na plastyczne eksperymenty – o ile malarze nie odżegnywali się od bycia częścią sztuki socjalistycznej. Na szczęście oficjalne założenia nie wykluczyły różnorodności twórczych wpływów i stylów. Wystawa ukazuje wielość spojrzeń.

Impresja, czyli wrażenie

Łódzcy artyści dobrze przyswoili sobie lekcję impresjonizmu. Prymusem w tym względzie można by nazwać Wiesława Śniadeckiego, który był nie tylko malarzem, ale także scenografem. Przetworzył miejskie scenerie własnymi metodami, wzmagając ich malowniczość. Cienka kreska, szkicowy sposób malowania zabierają ciężar bryłom pałaców, kamienic, fabryk, robotniczych domów, bloków. Oddają koronkowość misternie zdobionych fasad zabytków. 

Od lewej i od góry obrazy Wiesława Śniadeckiego Skwer przy ulicy Ogrodowej, 1980 r., Biała Fabryka w szreni, 1979 r., Muzeum przy ul. Gdańskiej, 1987 r., Księży Młyn, 1977 r., Odchodzące i nowe w Śródmieściu (Studnia), 1979 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Ukazane powierzchnie wydają się wibrować zupełnie jak te na obrazach XIX-wiecznych impresjonistów. 

Tak jeden z najbardziej znanych impresjonistów, Claude Monet, ujmował katedrę Notre-Dame w Rouen w różnych porach roku i dnia w latach 1893-94, źródło   

Śniadecki oddał fasadę Pałacu Poznańskiego w podobny sposób jak Monet fasadę katedry, fot.  Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Wrażenie potęgują rozedrgane gałęzie smukłych drzew. Śniadecki chętnie zestawiał martwe z ożywionym, architekturę z krajobrazem. Poddawał je takim samym prawom, gdy oprószał przestrzenie śniegiem. Jego biel rozświetla płótna. Dzięki jasnemu kolorytowi prace zyskują na delikatności i subtelności, dostarczając przyjemności wizualnej.

Urok emanujący z ośnieżonego pejzażu wykorzystał także Jan Dziewałtowski-Gintowt, malując Fabrykę mebli w Łodzi. Dzięki niemu złagodził industrialny charakter tego obszaru. Z nieba i ścian starych domów na drugim płótnie jego autorstwa farba wydaje się spływać. Powierzchnię ulicy Zduńskiej artysta zobrazował w taki sposób, że kocie łby bruku rozmywają się. Są to kolejne pogłosy technik impresjonistów. 

Od lewej: Jan Dziewałtowski-Gintowt, Fabryka mebli w Łodzi, 1977 r. i Ulica Zduńska w Łodzi, 1977 r., Konstanty Mackiewicz, Piotrkowska wieczorem, 1960 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Jeszcze inne ich echa oddał Konstanty Mackiewicz. Jego kompozycja przypomina Bulwar Montmartre nocą pędzla Camille Pissarro. 

Camille Pissarro, Bulwar Montmartre nocą, 1897 r., źródło


Ukazując nocny widok ulicy Piotrkowskiej, Mackiewicz zastosował podobną perspektywę jak Francuz. Potęguje ona dynamikę przedstawienia. 

Konstanty Mackiewicz, Piotrkowska wieczorem, 1960 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Jednak łódzki malarz  rozmiękczył bryły, rozmazał smugi świateł w mniejszym stopniu niż Pissarro. Na jego płótnie Piotrkowska biegnie ku Placowi Wolności. Sam widok Placu – od strony Ratusza – zaprezentował Tadeusz Roman. Swobodne zarysy budowli i figur przechodniów, oddanie ruchu ulicznego sprawiają, że odbiorca ma wrażenie, że malarz dopiero co odszedł od sztalugi i odłożył pędzel po ujęciu jedynego w swoim rodzaju, niepowtarzalnego momentu w życiu miasta.

Prostota formy

Impresjoniści, malujący w sposób szkicowy, utorowali drogę postimpresjonistom, którzy jeszcze mocniej uprościli przedstawianie. Jeden z najważniejszych reprezentantów postimpresjonizmu, Paul Cézanne, traktował pejzaż syntetycznie. Geometryzował jego elementy, nadając mu swego rodzaju surowość, ożywianą dzięki palecie intensywnych barw.

Paul Cézanne, Góra św. Wiktorii, 1890 r., źródło

Malarz ten wywarł wpływ na całe pokolenia twórców, w tym XX-wiecznych i awangardowych, którzy poszli jego śladem, stawiając na umowność.

Artyści, których prace prezentowane są w tej części ekspozycji, wykazują analogiczne podejście. Wybrane obiekty pokazali jako nieskomplikowane, masywne bryły, obwiedzione konturami. Korony drzew zostały sprowadzone do obłych figur, które stapiają się ze sobą. Sylwetki ludzkie są podobne podłużnym cieniom. 

Od lewej: Józef Skrobiński, Stara Łódź, 1973 r., Łódź 1910 – jatki, 1973 r. i Nowa Łódź, 1969 r., Józef Mróz, Śródmieście Łodzi, 1982 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Takie środki artystyczne okazały się odpowiednie, żeby przedstawić zarówno widoki właściwe „starej Łodzi” – dymiące fabryki, chaty robotników, stragany, brukowane ulice, jak i te rodem z „nowej Łodzi” – wieżowce, prostopadłościany bloków mieszkalnych przeprute rzędami okien. Najlepiej udowadniają to prace Józefa Skrobińskiego, który podjął oba motywy. Mimo że w myśl komunistycznych założeń nowe budownictwo miało budzić wrażenie atrakcyjniejszego od dawnego, ciekawiej prezentuje się zabytkowa już architektura, ożywiona energią ludzkiej krzątaniny.

Ekspresja koloru

Fowiści i ekspresjoniści stanowczo odrzucili poglądy naturalistów czy impresjonistów. Tak jak Vincent van Gogh odważnie deformowali rzeczywistość, uwolnili kolory od zgodności z nią, oddali im decydujący głos. 

Vincent van Gogh, Taras kawiarni w nocy, 1888 r., źródło 

Praca jednego z fowistów, Maurice de Vlamincka, Restauracja <<La Machine>> w Bougival, ok. 1905 r., źródło

Pragnęli, żeby odważne zestawienia barw przede wszystkim oddawały i wywoływały uczucia. Podobieństwa do ich sposobu pojmowania malarstwa da się odnaleźć w pracach Kazimierza Kędzi i Kazimierza Trzebiatowskiego. Płomieniste żółcie, pomarańcze, czerwienie aż atakują wzrok. 

Od lewej i od góry: Kazimierz Kędzia, Z dawnych lat Łodzi – Fabryka Scheiblera na Księżym Młynie, 1977 r., Kazimierz Trzebiatowski, Pomnik Czynu Rewolucyjnego, 1979 r. i  Pomnik Martyrologii Dzieci, 1980 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

W porównaniu z nimi pozostałe barwy użyte przez artystów wydają się stonowane, choć trudno odmówić im wyrazistości. Paleta gra główną rolę, a temat jawi się jako pretekst do jej użycia. Zamaszyste, dynamiczne, rytmiczne pociągnięcia pędzla czy szpachli również składają się na wywołanie niepokoju. Ponadto Kędzia dodawał do tych efektów grube faktury, uzyskane dzięki używaniu gęstej farby.

Ekspresyjne środki wypadają szczególnie zaskakująco w zestawieniu z socrealistycznymi pomnikami. Obrazy Trzebiatowskiego emanują nie tylko tym paradoksem. Kontrasty widoczne są w ich kompozycji. Piony postumentów i drzew odcinają się od poziomych pociągnięć pędzla składających się na tło. Zestawienie ciepłych tonów z zimnymi potęguje dysonans. Jednak żaden ekspresjonista ani jego naśladowca nie był zwolennikiem harmonii.

Nastrojowy realizm

Kiedy jedni artyści odcinali się od realizmu, inni do niego dążyli. W pierwszej części tryptyku przedstawiającego Kościół św. Józefa Marian Kaczmarek umieścił pejzaż za ramami okna, na parapecie którego leży gazeta. Na drugiej tablicy pokazał swoje dłonie podczas szkicowania, zaznaczając nawet bieg nabrzmiałych żył.

Marian Kaczmarek, Tryptyk: Errare humanum est, czyli odbitka dla JWP Flatta, 1981 r.,  fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Przy ostatniej zaprezentował ołówek, tubki farby, skrawek papieru z adnotacją przypiętą spinaczem do rysunku. Wszystkie te elementy dodają realności. 

Kompozycje z drobnymi przedmiotami, dającymi iluzoryczny efekt, były popularne w dobie baroku. Określa się je terminem trompe l’oeil. 

Trompe l’oeil Everta Colliera z 1699 r., źródło

Metodę tę stosowano i później. Chętnie wykorzystywali ją także XX-wieczni hiperrealiści. Tryptyk Kaczmarka jest jej bliski.

Tłumaczę koncepcję wystawy tuż przed częścią Nastrojowy realizm. Od lewej: Jan Łukasik, Piotrkowska za fasadą, 1981 r., Henryk Hoffman, Ulica Piotrkowska, 1977 r., poniżej Andrzej Sadowski, Ulica Narutowicza – Ziemia obecna, 1975 r., obok Marian Kaczmarek, Tryptyk: Errare humanum est, czyli odbitka dla JWP Flatta, 1981 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Hiperrealistyczne umiłowanie detali widoczne jest w obrazie Andrzeja Sadowskiego. Iluzję współtworzy perspektywa ukośna, która wytwarza wrażenie głębi. Nadaje ona również wyraz płótnom Jana Łukasika i Henryka Hoffmana. 

Jan Łukasik, Łódź – Weduta IV, 1981 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi 

Widoki niekończących się ciągów budynków, zwężających się ulic i chodników, zmniejszających się sylwetek przechodniów pozwalają zaznać miejskiego ruchu. 

Praca hiperrealisty Howarda Kanovitza Rzutowana scena uliczna oddająca charakter miejskiego życia, 1971 r., źródło

Mimo upodobania do rzetelnego oddawania obserwacji, logicznego konstruowania dzieł każdy z tych artystów potrafi też wywołać nastrój. 


Od lewej: Janina Habdas, Stare i nowe, 1977 r., Henryk Hoffman, Styczeń 1981, 1981 r., Jan Łukasik, Piotrkowska za fasadą, 1981 r.,  fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi 

Piotrkowska za fasadą
Łukasika wyróżnia się melancholią właściwą pustym przestrzeniom. 


Fot.  Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi 

Niesie w sobie spokój, senność miejsc namalowanych przez prekursora surrealizmu, Giorgio de Chirico. 

Giorgio de Chirico, Szczęście powrotu, 1915 r., źródło

Nie mniej osobliwą, posępną atmosferę kreuje płótno Hoffmana Styczeń 1981, z tłumem, który zimowym, zamglonym świtem stoi w kolejce uformowanej wzdłuż murów oklejonych plakatami o strajkach Solidarności. Ponad niepozornymi postaciami majaczą zarysy bloków, osnuwane chmurami.

Realistyczne, a zarazem nastrojowe jest również płótno Janiny Habdas. Odcienie nadane niebu, fabryce, drzewom powtarzają się w tafli stawu. Oto górna połowa obrazu przegląda się w dolnej. Całość cechuje finezja. 

Z lewej widoczny jest obraz Zygmunta Nirnsteina Pomnik Juliana Marchlewskiego z 1966 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi 

Z kolei Zygmunt Nirnstein połączył socrealistyczny motyw, toporność pomnika i budowli otaczających Stary Rynek z kolorami właściwymi zachodowi słońca. Postać przykucniętego w cieniu chłopca, otoczonego przez gołębie, roztacza aurę romantyzmu. Artysta ograł przewodni temat dzieła w zadziwiający, poetyczny sposób.  

Radogoszcz

Obrazy ukazujące podpalenie przez Niemców Rozszerzonego Więzienia Policyjnego w styczniu 1945 roku, wizerunki mauzoleum i muzeum w latach powojennych da się pogrupować według kategorii zastosowanych wobec innych łódzkich przestrzeni. 

Od lewej i od góry: Zygmunt Kaniewski, Radogoszcz, 1960 r., Wiesław Śniadecki, Radogoszcz – Muzeum, 1987 r., Konstanty Mackiewicz, Łódź wczoraj, dziś i jutro, niedatowany, Tadeusz Roman Radogoszcz, Stefan Kaźmierczak, Spalenie Radogoszcza przez Niemców, 1959 r., Benon Liberski, Radogoszcz, 1978 r., Andrzej Tryzno, Radogoszcz, 1978 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi 

Do dzieł impresyjnych zaliczają się te pędzla Wiesława Śniadeckiego, Zygmunta Kaniewskiego, Konstantego Mackiewicza, Tadeusza Romana. Styl, w jakim zobrazował pożar ostatni z wymienionych autorów znacznie różni się od tego, który obrał do ujęcia tego samego wydarzenia Stefan Kaźmierczak. Na jeszcze prostsze, cięższe formy niż on – wręcz toporne – zdecydowali się Feliks Zbigniew Turski i Zygmunt Hyży. Zadbali oni o uwydatnienie powagi, patosu, wyjątkowo widocznych na obrazie upamiętniającym odsłonięcie pomnika.

Praca Benona Liberskiego, z gmachami zajmowanymi przez ogień, który rzuca błyski na trupy więźniów ułożone na śniegu, wywiera silny wpływ na emocje. Kontrast bieli z płomiennymi barwami świadczy o wykorzystaniu przez artystę ekspresyjnych właściwości kolorów. W tym przypadku wzmagają one tragizm. Z zupełnie innych pobudek mocne barwy zastosował Jan Dziewałtowski-Gintowt. Dla niego liczył się przede wszystkim efekt wizualny, osiągnięty przez zestawienie wyrazistych odcieni murów i nieba z subtelnymi tonacjami iglicy. 

Obraz Jana Dziewałtowskiego-Gintowta Pomnik w Radogoszczu z 1979 r. znajduje się na pierwszej stronie folderu do wystawy. Fot. ja 

Nastrojowy realizm prezentuje zaś dzieło Andrzeja Tryzny, który namalował tylko fragment budynku byłego więzienia. 

Andrzej Tryzno, Radogoszcz, 1978 r., fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodz

Przyciemnione cegły, ziejące czernią otwory okienne stwarzają zagadkowy, a nawet budzący grozę wizerunek miejsca. To dzieło, minimalistyczne w formie, nieostentacyjne, lecz silne w działaniu jest najnowocześniejsze ze wszystkich przedstawień Radogoszcza.

***
Na ścianach zaprezentowane są wybrane dzieła. Wszystkie ukazuje prezentacja. 


Po kliknięciu na miniaturkę dany obraz powiększa się, a później przechodzi w aktualne zdjęcie miejsca, które zostało namalowane. Obok cały czas wyświetla się mapa, na której jest ono zaznaczone.


Miałam okazję uczestniczyć w miniwycieczce śladami obrazów i asystować przy fotografowaniu danych miejsc. 


Twórca prezentacji starał się powtórzyć na zdjęciach perspektywy zastosowane przez malarzy.

A tak przebiegał wernisaż.










Powyższe fotografie z pracy nad wystawą i z wernisażu pochodzą od Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Zachęcam Was do oglądania wystawy, poznania wszystkich obrazów, jakie się na nie składają; zetknięcia się oko w oko z wyeksponowanymi dziełami, wybrania spośród nich swojego ulubionego. Wystawa potrwa do marca 2018 r., można ją zwiedzać bezpłatnie w godzinach otwarcia muzeum. Adres: ul. Zgierska 147. Na chętnych czeka konkurs fotograficzny z nagrodami, którego warunki znajdują się w folderze.

Serdecznie dziękuję Muzeum za zaufanie mojej koncepcji i bardzo miłą współpracę przy tworzeniu wystawy. Mam nadzieję, że przyniesie ona wiele owoców, przede wszystkim wielobarwne wrażenia odbiorcom.
Copyright © Marta Motyl