Sztuka ludowa upiększała najbliższe otoczenie. Zapełniała
przestrzeń czterech ścian od sufitu do podłogi. Towarzyszyła przeżywaniu świątecznych
dni, podkreślając dekoracjami ich odmienność od codzienności. Zdobiła haftami
ubiór przeznaczony na specjalne okazje, stanowiąc sztukę najbliższą ciału. Właśnie ona
zrealizowała późniejsze pragnienie awangardowych artystów, żeby sztuka
nie była bytem obcym i odrębnym. Żeby wchodziła w życie szeroko otwartymi
drzwiami i w nim się rozgościła.
Przede wszystkim sztuka najbliższa ciału prezentowana jest na
wystawie Wzornik. Szycie opoczyńskie,
łowickie, sieradzkie.Tradycja/Trwanie/W 100-lecie województwa łódzkiego w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi (kuratorka: Alicja Woźniak).
Fot. Agata Grzelak
Jednocześnie
wystawa wieńczy projekt Nie
tylko petanka… W kręgu haftów regionalnych, który powstawał we współpracy muzeum z Łódzkim Domem Kultury. W
jego ramach trwała nauka tradycyjnego haftu kierowana do mieszkanek województwa.
Nie bez powodu w jednym tytule widnieje „szycie”, a w drugim
„haft”. Terminem „szycie” w XVI i XVII w. określano rodzaj haftu wykonywanego
na lekkim podłożu. W województwie łódzkim centrami folkloru, z wypracowanymi wzorami,
własnymi tradycjami rękodzielniczymi są Opoczno, Łowicz i Sieradz. Stąd
organizatorzy wystawy skupili się na zjawiskach charakterystycznych dla tych
rejonów. Podzielili ekspozycję na trzy odpowiadające im części i zestawili tradycję
ze współczesnymi inspiracjami nią.
Aranżacja wystawy jest nowoczesna i pomysłowa. Wspaniale, że muzeum
położyło nacisk na zbudowanie wymownej scenografii do pokazania obiektów. Na ścianach powtarzają się powiększone motywy
z haftów i tkanin, co w połączeniu z eksponatami tworzy rytmiczną, rozegraną kształtami,
kolorami i wzorami przestrzeń. Zobaczenie całych rzędów prostokątów koszul,
trójkątów chust, wachlarzy spódnic wywiera duże wrażenie.
Fot. ja
Fot. ja
Fot. ja
Powielanie jest
specyficzne, bowiem elementy każdej grupy mają i cechy wspólne, kwalifikujące
je do niej, i różnią się pomiędzy sobą w tejże grupie. Zwiedzając, poczułam
się jak na spacerze w surrealistycznym ogrodzie, gdzie z pąka kwiatu wyrasta
kolejny kwiat. Jednak ogrodnik z rozmysłem wytyczył ścieżki, posegregował gatunki
roślin, przeciwdziałając chaosowi.
Efekt nagromadzenia nie wyklucza badania detali. Można przysunąć
specjalną lupę do danej rzeczy i przybliżyć dany haft. Wzory, które zauważyłam
na wystawie, zgeometryzowane i uproszczone, o kolorach dobieranych z odwagą i
wyczuciem, z powodzeniem mogłyby konkurować z dziedzictwem awangardy.
Przestrzeń ekspozycji dynamizują umieszczone pośrodku
poszczególnych sal pergola, stojak
zarzucony poduchami czy gabloty pozbawione szyb.
Fot. Agata Grzelak
Fot. ja
Fot. ja
Fot. ja
Fot. ja
Fot. ja
Całość pozostaje
bardzo angażująca, nie daje szans na nudę. Dodatkowymi smaczkami są multimedia
czy magnetyczna tablica służąca do zaprojektowania własnego wzoru.
Fot. Agata Grzelak
Na wystawie zauważyłam, z jaką dumą mistrzynie rękodzieła
noszą wyhaftowane przez siebie rzeczy. Stanowią one nie tylko element ich tożsamości
społecznej, regionalnej, ale i osobistej. Są dowodami na talent, pracowitość,
cierpliwość.
Fot. ja
Jedna z artystek rękodzielniczek prezentowała na sobie haftowaną w
liczne kwiaty czarną chustę. Kiedy obróciła się w niej tyłem, wzór rozkwitł w
całej kolorowej pełni, a przez salę
przeszedł szmer podziwu. Twarz tej
kobiety momentalnie rozświetlił szczery uśmiech, od ucha do ucha. Uśmiech
spełnionej twórczyni. Agata Grzelak, moja siostra, także przeżyła taką piękną
chwilę. Wtedy, gdy zobaczyła w gablocie wyhaftowaną przez siebie poduszkę, inspirowaną
haftem sieradzkim.
Fot. Agata Grzelak
Fot. ja
Cieszę się, że razem z Agatą mogłam wziąć udział w otwarciu
ekspozycji. Obserwowanie radosnych reakcji artystek rękodzielniczek ożywiło
obiekty na wystawie. Uświadomiło mi, że własnoręcznie haftowana koszula, chusta, spódnica, i ta sprzed wielu lat, i ta
sprzed kilku, zawiera w sobie pewien czas
i pewną energię. One płynęły przez umiejętną rękę, żeby zatrzymać się w
odtworzonym igłą i nitką wzorze. Kiedy nosi się taką rzecz, nosi się poświęcone
jej zaangażowanie. Ile uczuć jeszcze w sobie mieści, można sobie wyobrażać bez
końca.
Okazuje się, że sztuka ludowa – nie ta komercyjnie
uproszczona, a ta wykonywana z potrzeby z serca i z sercem – pozostaje świeża, inspirująca,
może być ujęta ultranowocześnie. Gorąco polecam zwiedzenie wystawy! Potrwa ona
do końca tego roku.
1. Wstęp 2. Świat lalek i manekinów 3. Jarmark archetypów i emocji. Przedmioty ze straganu Czwarty odcinek nosi tytuł TOTEMY I PRZEDMIOTY WYNIESIONE NA SZTANDARY. Przeczytacie w nim: - co łączy dokonania Hasiora z dokonaniami Dalego, - o czarnych aniołach w plastyce i w piosence, - o odniesieniach do sztandarów religijnych i wojennych w sztandarach Hasiorowych, - kiedy i czym artysta wszedł na stojąco do historii sztuki, - wiersz Sylvii Plath i dlaczego pasuje do jednego z jego dzieł.
Sztandary w Galerii Władysława Hasiora w Zakopanem i ja, fot. własna
Rzeczy użyte przez Władysława Hasiora nawiązują również do przedmiotów magicznych, totemów różnych
kultur. Totem to „<<U ludów pierwotnych: zwierzę, rzadziej roślina lub
przedmiot, otaczane czcią religijną, uważane za uosobienie przodka lub opiekuna
rodu, plemienia itp., będące godłem danej grupy; figurka, rysunek wyobrażające
to zwierzę lub przedmiot>>”[1].
Przybliża on bóstwo wyznawcom oraz stanowi łącznik między rzeczywistością
materialną i duchową. Czy jego rolę może pełnić każda rzecz? Jak sprawić, żeby
ludzie uwierzyli w jej wymowę? W tym wpisie pochylę się nad tym, jak artysta
zamieniał przedmioty w totemy.
Pracą, która bezpośrednio odnosi się do
idei totemu, jest Portret Dogmatyka
Starszego. Na szerokim pniu znajdują się kości, gałęzie, sznury, łańcuchy,
tkaniny. Rzeczy wzięte z otoczenia kreują pozaziemskie stworzenie. Uwagę
przyciąga oko przymocowane w górnej części obiektu.
Władysław Hasior, Portret Dogmatyka Starszego, nie
datowany, karta pocztowa, fot. M. Pabis, Muzeum Tatrzańskie im. dr. T.
Chałubińskiego w Zakopanem, Galeria W. Hasiora, 2005
Idol wnikliwie dogląda podległego
mu świata. Czy podobne bóstwa są realną, czy wyobrażoną siłą, którą ludzie sami
stworzyli? Po to, żeby mieć co czcić i czego się lękać? Czasami ona wymyka się
spod kontroli. Hasior okiełznał ją i czerpał z jej właściwości. Kompozycja
przywodzi na myśl totemy indiańskie albo pogańskie posągi stawiane na
rozstajach dróg.
Magię totemu można wykorzystać poprzez
wyeksponowanie obiektu uświęconego przez daną religię. Swoisty totem
chrześcijaństwa, a w węższym znaczeniu - katolicyzmu, stanowi chleb.W modlitwie Ojcze nasz wierni proszą: „Chleba naszego powszedniego daj nam
dzisiaj”. Według Nowego Testamentu,gdy
po czterdziestodniowym poście na pustyni Jezus odczuwał głód, Szatan prowokował
go, żeby zamienił kamienie w chleb. Odmowna odpowiedź brzmiała: „(…)
nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi
z ust Pana”[2].Ewangeliści opisali cud rozmnożenia
chleba i nakarmienia nim tłumów. Święty Jan rozumiał te wydarzenia jako
zapowiedź nowego chleba, czyli Zbawiciela. On określał siebie mianem chleba
życia i mówił: „Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął”[3].Najdonioślejszym wydarzeniem,
podkreślającym nowe znaczenie chleba, była Ostatnia Wieczerza[4].
Wówczas Chrystus, łamiąc go, oznajmił „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje”[5].Dzięki Biblii chleb jest rozumiany
nie tylko jako pożywienie dla ciała, ale przede wszystkim jako pokarm dla
duszy, któremu należy się hołd.
Chleb stanowi zwieńczenie kilkuetapowej pracy, ukoronowanie rolniczych
zbiorów. Ze względu na szczególny szacunek
wobec niego, niektórzy wierzący błogosławią bochenek przed posiłkiem, wykonując na nim
znak krzyża. Zdarza się, że podnoszą kromkę, gdy upadnie na ziemię i całują ją. Część z nich uznaje wyrzucenie chleba za grzech. Twierdzą, że zbezczeszczenie go grozi głodem i
nieszczęściem[6]. Chleb można rozumieć również w kategoriach totemu niezależnego od religii.
Krojenie bochenka i podanie kromki drugiej osobie jest przekazaniem porcji
dobrych uczuć. Wspólny posiłek stanowi wyraz jedności i porozumienia.
Hasior wznosił chlebowi ołtarze. Wokół
niego wieszał dewocjonalia, małe przedmioty wotywne i np. wieńczył całość
krzyżykiem z drutu[7].W dziele Polski
chleb w bochenek wdziera się jednak ostrze.Zadaje mu rany, a jednocześnie ułatwia jego
spożywanie.
Władysław Hasior, Polski chleb, 1986 r., wystawa Hasior. Trwałość przeżycia na Zamku Królewskim w Warszawie (14 czerwca - 8 września 2024 r.), fot. własna
Chleb odnosi się do Boga, który podzielił się sobą z ludźmi. „On
tam, łamiąc chleb, rozdaje uczniom – bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje
(…). Tym aktem brutalnym, wytaczając krew z chleba, udowodniłem, że On miał
rację. Mówił prawdę”[8]. Zraniony chleb można również rozpatrywać w kontekście okaleczonego
człowieczeństwa albo uderzenia w ideały. Chrupiąca skórka, stalowy nóż
kontrastują z miękkością ciasta. Ten kontrast da się odnieść do zderzenia
wewnętrznej wrażliwości człowieka z zewnętrzną, nieubłaganą rzeczywistością. Artystą, który z pasją zestawiał w sztuce twardość i miękkość, był
Salvador Dali. On także korzystał z motywu chleba. Jego dzieła powstały wcześniej niż te Hasiora. Nie wiadomo, czy były dla niego inspiracją.
Niewykluczone, że tak.
Z okazji przybycia do Nowego Jorku Dali
pragnął rozdzielić między dziennikarzy piętnastometrowy chleb. Porównywał się
do świętego Franciszka karmiącego ptaki. Pojawiła się przeszkoda - piec na pokładzie statku okazał
się zbyt mały. Ostatecznie chleb miał 2,5 metra długości[9]. Również Hasior kazał upiec nadzwyczajnie duży chleb. Dodał do niego noże, widelce
i łyżki, konstruując postać Starego
Anioła. Bochenek miał półtora metra długości[10]. Obaj twórcy wykorzystywali sakralne znaczenia chleba, a jednocześnie obalali
je. Dali uczynił z niego motyw erotyczny m.in. w obrazie Zwykły francuski chleb z dwoma sadzonymi jajkami na talerzu bez
talerza, na koniu, podczas próby sodomii z miękiszem portugalskiego chleba.
Salvador Dali,
Zwykły francuski chleb z dwoma
sadzonymi jajkami na talerzu bez talerza, na koniu, podczas próby sodomii z
miękiszem portugalskiego chleba, 1932 r., źródło
Hiszpan malował chleby
antropomorficzne, wskazując na bliskość chleba i człowieka. Prace Hasiora mają podobne znaczenie,
jednak on nie wiąże chleba z tematyką miłosną. Jego asamblaże przybierają bardziej
dramatyczny wymiar i wyraz niż dzieła Dalego. Bochenek ukazany przez Hasiora
spływa czerwoną farbą, jakby nóż przeciął ludzką skórę. Natomiast chleb
Dalego spływa atramentem. „Najprostszą rzeczą pod słońcem było wydłubanie na
grzbiecie bochenka dwu pięknych regularnych otworów i wsadzenie kałamarza w
każdy z nich. Czy mogło być coś bardziej pozbawionego godności i
bardziej estetycznego niż widok tego chlebowego przyrządu do pisania, który w
trakcie użytkowania zostałby z czasem upstrzony mimowolnymi rozpryśnięciami
atramentu firmy <<Pelikan>>?”[11]
- tymi słowami surrealista wyjaśniał koncepcję absurdalnego chleba-kałamarza.
Salvador Dali, Retrospektywne
popiersie kobiety, 1933 r. (1970 r.), źródło
Pracując nad obiektami tego typu, stosował metodę znaną ze swojego
malarstwa. Nazwał ją „paranoiczno-krytyczną”. Była „(...) spontanicznąmetodą poznania irracjonalnego, opartą na
krytycznej i systematycznej obiektywizacji delirycznych skojarzeń i
interpretacji”[12].
Dali pogrążał się w paranoicznych wizjach, lecz w przeciwieństwie do ludzi chorych psychicznie nie dawał się im zdominować, a je kontrolował. Następnie wybierał
z nich elementy przydatne do pracy twórczej. Wielu artystów postępuje podobnie,
czyli skupia się na wyobrażeniach, które uzna za najbardziej stosowne do
dalszych przekształceń. Natomiast Hasior, wykonując przedmioty, które można określić mianem surrealistycznych, nie wspominał o kierowaniu się stałą,
wypracowaną metodą.
Dali niespójnie komentował swoje prace. Mimo, że tworzył chleby antropomorficzne, uważał je za skierowane przeciw
ludziom. „Mój chleb był straszliwie antyhumanitarny, pod postacią tego chleba
luksus fantazji mścił się na idei użyteczności świata praktycznego rozumu, to
był arystokratyczny, estetyczny, paranoiczny, wyrafinowany, jezuicki,
fenomenalny, paraliżujący, nadoczywisty chleb…”[13] – tłumaczył kwiecistymi słowami, jak to
miał w zwyczaju. Przeobrażanie chleba w tworzywo sztuki i element artystycznego
happeningu traktował jako wyzwanie. Realizował je pomysłowo, ekstrawagancko, wytrącając publiczność ze schematycznych sposobów myślenia. Chleby wykonane przez Hasiora
są jednakowo niepraktyczne jak te Dalego i również skłaniają do zastanowienia.
Obaj artyści wychowali się w katolickich
krajach. Od dzieciństwa mieli kontakt z kulturą klerykalną. W dorosłym życiu nadal
fascynowała ich liturgia. Dali otwarcie przyznawał, że zachwyca się hierarchią
duchowieństwa i ceremoniałem kościelnym. W filmie Złoty wiek, zrealizowanym wraz z Luisem Buñuelem, pragnął „(…)
mieć jak największą liczbę arcybiskupów, szczątków ludzkich i monstrancji. Chcę
przede wszystkim arcybiskupów, którzy w swoich haftowanych mitrach kąpią się
między skalnymi zwałami przylądka Creus”[14].
Louis Buñuel,Salvador Dali, kadr z filmu Złoty wiek z 1930 r., źródło
Uważał, że jeżeli ma użyć bluźnierstwa, powinien nasączyć je prawdziwym
fanatyzmem. Dopiero wówczas stanie się ono doskonałe. Podczas
procesji ze sztandarami swojego autorstwa, którą opisuję dalej,
Hasior także wykorzystał cechy obrzędów kościelnych. Uważam, że odnosił się
do nich z mniejszą pretensjonalnością i z większym wyczuciem niż Dali.
Postawa hiszpańskiego malarza z czasem uległa doniosłej
przemianie. Wtedy to przewrotnie stwierdził: „Cały czas szukałem nieba przez
gęstość zagmatwanego i demonicznego mięsa mojego życia – tego nieba!
Pożałowania godny jest ten, kto jeszcze tego nie zrozumiał! Kiedy po raz
pierwszy zobaczyłem pozbawioną włosów pachę kobiety – szukałem Nieba. Kiedy
kulą inwalidzką poruszyłem zgniłą bryłę zżartego przez robaki martwego jeża,
szukałem Nieba…”[15].
Dali obawiał się, że będzie musiał umrzeć bez nieba. Jednak je odnalazł na swój
paranoiczno-krytyczny sposób. O ile na początku drogi twórczej nie był osobą
mocno wierzącą, o tyle od lat pięćdziesiątych jego malarstwo przepełnia
niesłychana egzaltacja religijna, którą określał mianem mistycyzmu. Jej owocami
są takie prace jakKorpus Hypercubus, Ukrzyżowanie, Ostatnia
Wieczerza, Madonna z Port Lligat, Wniebowstąpienie, Assumpta corpuscularia
lapislazulina. Niektórzy z krytyków powątpiewają w szczerość intencji
artysty.
Salvador Dali, Madonna z Port Lligat, 1950 r., źródło
I Hasior poszukiwał nieba.
Sądzę, że odnalazł je w kolejnej grupie dzieł. Ostatecznie uświęcił bowiem
przedmioty, wynosząc je na sztandary. Są one znakiem niepodzielnego panowania
rzeczy w jego sztuce, a nawet ich ubóstwienia.
Fragment ekspozycji w Galerii Władysława Hasiora w Zakopanem, fot. własna
Nienaturalnie wydłużone, smukłe,
hieratyczne istoty z eksponatówprzypominają
postacie z bizantyjskich ikon. Podobnie
jak one istnieją poza przestrzenią i czasem. Jednoczą w sobie sprzeczności.
Kompozycje Hasiora łączą z nimi ukazywanie walki dobra ze złem, sięganie po
inne odwieczne tematy, okazałość. Jeżeli chodzi o barwy jego sztandarów, widoczna
jest prawidłowość. Każdy z nich posiada własną gamę kolorystyczną. Narzuca ją
zwykle odcień materiału zastosowanego jako tło. Z nim zostają zderzone albo
współgrają kolory pozostałych elementów[16].
Równie istotne są inne walory tkanin.Lekkość lub ciężar, gładkość lub chropowatość, swobodne spływanie lub
pofałdowana powierzchnia – cechy te oddziałują na zmysły widza i wpływają na
odbiór prac. Widz pragnie doświadczyć miękkości tworzywa, sprawdzić, czy
ona przeleje się przez palce. Jednak może dotknąć eksponatów tylko wzrokiem.
Zamiłowaniem do wydobywania ekspresji z
tkanin wyróżniała się działalność Magdaleny Abakanowicz. Przestrzenne,
monumentalne i masywne formy, czyli abakany, są jej znakiem rozpoznawczym.
Magdalena Abakanowicz w swojej pracowni, 1968 r., źródło
„Powstały więc (…) miękkie rzeźby splecione z nici sizalowych wyciągniętych ze
starych lin okrętowych. Prałam, farbowałam, potem tkałam nieregularną
powierzchnię. Zszywałam, nadając kształt. Wielkie, skrzydlate, zamykające
wewnątrz siebie tajemnice niepojętych, organicznych zasupłań. Między sobą
budowały przestrzenie kontemplacji”[17]. Choć Hasior poddawał się urokowi tkanin i prowokowanym przez nie efektom, w jego przypadku „Orgiastyczne, barokowe dekoracje zostają szyderczo
zdegradowane przez żartobliwą lub satyryczną tematykę, przez sąsiedztwo użytych
materiałów”[18], jak pisze Hanna Kirchner, krytyczka sztuki i znawczyni jego twórczości.
Wyszywał bowiem swoje sztandary rupieciami. Zazwyczaj da się je przyporządkować
do rzeczywistości i nazwać. Jednakzdarza
się, że przez duży stopień zniszczenia nie przypominają niczego, co znane[19].
Tradycyjne sztandary odnosiły się także do
ojczyzny i do wartości moralnych. Ze sztandarami walczyło się w ich obronie.
Hasiora zainspirowała i historia, razem z estetyką chorągwi wojennych. Zwrócił uwagę na
fakt, że żołnierzy mobilizowano do walki za pomocą
sztuki, która wówczas stawała się „(…) pierwszym krzykiem kierującym intencje
zbiorowości”[20].Rozumiana w ten sposób pełniła ważne
funkcje społeczne. Ponadto niektórym odbiorcom prace Hasiora kojarzą się z feretronami,
godłami herbowymi, arrasami, strojami magnackimi czy pontyfikalnymi[21].
Pogodziły więc one historię i nowoczesny, aluzyjny język plastyczny[22]. Artysta zauważał ciągłe sprzeczności między wyznawanymi ideałami i
postępowaniem społeczeństwa. Podkreślał, że kiedy uroczystości dobiegają końca, chorągwie zostają schowane i zapomniane razem z prezentowanymi na nich, szczytnymi hasłami. Celem, który początkowo mu przyświecał, było „(…)
zdezynfekowanie wiary, jaką nosimy w sobie, w sztandary, które nie zawsze
wypełniają obietnice na nich wyszyte”[23].Chciał dokonać degradacji sztandarów, żeby uwidocznić tę hipokryzję. Później stwierdził, że one oparły się jego drwinom.
Uznał je za niewinne zakłamaniu społeczeństwa. Nawet zwinięte pozostawały
nośnikami istotnych pojęć[24].
Monika Szczygieł-Gajewska, autorka
monografii Hasiora, dokonała klasyfikacji jego sztandarów według obecnych na nich
motywów. Wymieniła obiekty zainspirowane mitologią, legendami i baśniami,
m.in. Sztandar Czarownika, Sztandar
Strażnika Czarnej Perły, Sztandar Przewodnika, Sztandar Niobe, Sztandar Ikara,
dzieła z bohaterami z klasyki literackiej, np. z Don Juanem, z Ofelią[25]. Kompozycje nawiązujące do chrześcijaństwa potwierdzają, jak ważne były dla
Hasiora konotacje religijne. Przykładami sąSztandar Misyjny, prace z
cyklu Sztandary Ofiarne, Sztandary Anielskie, m.in. Sztandar Czarnego Anioła, Sztandar Anioła
Zagranicznego, Sztandar Anioła Zbuntowanego[26]. Ostatni z wymienionych składa się ze skrawków czarnego i brązowego futra. Zostały umieszczone na tle
tkanin o ognistych kolorach. Eksponat łączy różne kształty – kończyny wielu
diabłów, które wychodzą ze środkowej części „piekielnej” konstrukcji.
Władysław
Hasior, Sztandar Anioła Zbuntowanego, 1966/1967 r., źródło: A. Żakiewicz, Hasior. Wystawa pod patronatem honorowym
pana Adama Struzika Marszałka Województwa Mazowieckiego. Wystawa z inicjatywy
pana Leonarda Sobieraja w 10. rocznicę śmierci Władysława Hasiora, kat.
wyst. w Muzeum Mazowieckim w Płocku, Płock 2009, s. 12
Groteskowa postać wywołuje nie atak strachu, a śmiechu. Dowodzi
zdystansowania się artysty wobec wizji piekieł obecnych w sztuce
średniowiecznej. One już od dawna nikogo nie zatrważają. Rzeźbiarz
wykonywał także prace odnoszące się aluzyjnie do dzieł z innych epok. Np. Sztandar Szał nawiązuje do obrazu
Władysława Podkowińskiego Szał uniesień, a Sztandar Mony Lisy do
najbardziej znanego płótna Leonarda da Vinci.Hasior z poczuciem czarnego humoru ustosunkował się do zagadkowego uśmiechu
sportretowanej kobiety. Między szeroko otwartymi, zielonymi wargami demonicznej Mony Lisy znajduje się para okularów, ułożona na języku.
Władysław Hasior, Sztandar Mony Lisy, 1981 r., źródło
Do omawianej grupy
zaliczają się również obiekty, w których artysta dosłownie cytował cudze dzieła, zamieszczając ich
drukowane reprodukcje. Przykładami są zdjęcia głowy Madonny z Krużlowej w
jednej z wersji Sztandaru Opiekunki i
fresku z Farras w Sztandarze Refleksyjnym. Kolejną grupę tworzą sztandary metaforyczne, m. in. Sztandar Błękitnej Nadziei, Sztandar Białej Rozpaczy, Sztandar Kozła
Ofiarnego, Sztandar Cierpliwy czy Sztandar Ekstazy[27].
Władysław Hasior, Sztandar Ekstazy, lata 70., wystawa Hasior. Trwałość przeżycia na Zamku Królewskim w Warszawie (14 czerwca - 8 września 2024 r.), fot. własna
W nim widz daremnie
szuka powiązań ze znanym mu światem. Istnieją wyłącznie niewielkie podobieństwa. Całość przypomina
wydłużonego owada, ze srebrnym odwłokiem obwiązanym sznurem i skrzydłami z
tkaniny ozdobionej liśćmi. Jest to postać z fantazyjnej krainy zamieszkanej przez cudaczne
istoty. Ekstaza oznacza przecież intensywne, porywające doznanie, które ma
niewiele wspólnego z rzeczywistością. Hasior uważał, że „W samym
słowie sztuka jest zmagazynowana ogromna ilość nadziei na zdumiewające
przeżycia i widoki”[28].
Zdarza się, że przedmioty składają się na
kompozycje, które odwołują się do określonych osób. Wówczas aluzyjnie
przedstawiają ich charaktery, zajęcia i tytuły. Przykładami są Sztandar Yma Sumak, peruwiańskiej
śpiewaczki; Sztandar Noblisty, Sztandar
Laureata, Sztandar Zielonej Poetki, Sztandar Adoracji Tadeusza Brzozowskiego czy Sztandar Podniebnej Pani, który zdaniem
Szczygieł-Gajewskiej nawiązuje do Ewy Demarczyk[29].
Do piosenkarki odnosi się także Sztandar
Czarnego Anioła.
Praca ta dzieli sięna części. Dolna obejmuje gładkie, swobodnie opadające tkaniny. Na szmaragdowym materiale widnieje granatowa suknia. Urozmaicają ją purpurowy pas materiału, czarne frędzle i cienki, srebrny łańcuszek.
Władysław Hasior, Sztandar Czarnego Anioła, 1975 r., źródło
W górnej części, na srebrnym tle, znajduje się skrzydlate popiersie i oblicze
anioła. Jest to wycięta z papieru twarz Demarczyk, częściowo zasłonięta
ciemnymi włosami, z koroną. Popiersie tworzy przezroczysty pojemnik. W nim
mieści się dłoń, która ściska kilka różanych łodyżek. Bukiet wyraża
uwielbienie i podziękowanie. Po obu stronach opakowania rozmieszczone są figurki
srebrnych koni. Srebrny, który wielokrotnie przewija się w tej pracy, miał dla
artysty szczególne znaczenie: „(…) to mój ulubiony kolor, którym barwię sobie
włosy i wszystko, co uważam za wielką wartość moralną”[30].
Postać unosi się na czarnych skrzydłach z plastikowych, powyginanych, postrzępionych na brzegach liści akantu. Falują, jakby były dotykane podmuchami wiatru.
Hasior ukazał kobietę, która stała się
czarnym aniołem.Media często określały
ją tym mianem; nie tylko ze względu na tytuł jednej z jej piosenek, ale i ogólny
charakter jej utworów. Demarczyk potrafiła wyśpiewać całą gamę uczuć zawartych w
poetyckich tekstach. W jej wykonaniach wyraźnie słychać żal i
nostalgię.Nazywano ją czarnym aniołem
także ze względu na mroczny wizerunek sceniczny. Stanowił dopełnieniedla głosu drżącego z emocji i wprawiającego w
drżenie.
Ewa Demarczyk na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie, 1967 r., fot. A. Wiernicki, źródło
Równie sugestywny wyraz mają prace zakopiańskiego artysty. On i Demarczyk grają na podobnych
nutach, gdyż odnoszą się do treści wzbudzających silne uczucia. Tekst
piosenki Demarczyk Czarne anioły trafnie oddaje
charakter sztandarów Hasiora:
„Moja
stodoła jest cała drewniana
Na cztery strony jest pomyślana
Na czarno-biało jest malowana
A cała święcona i wykadzona
Tam produkuję te czarne anioły
Jeden we fraku a drugi goły
Trzeci ponury czwarty wesoły
Piąty jak trumna a szósty umarł”[31].
Tak jak w powyższych słowach, każdy z
aniołów Hasioraposiada odmienne
właściwości.
„Przez
sine niebo czarny ptak leci
Nie to nie ptak jest to anioł śmierci
Ma białe skrzydła z gęsiego pierza
A pysk ma taki jak pysk u zwierza
Siedem guzików ma u surduta
A dusza jego jadem zatruta
Rąk czternaścioro ma u tułowia
Na jednej głowie ma dwa wodogłowia
Ma uszu szesnaście ma czterdzieści nosów
A skrzydła jego potwornie łopocą potwornie łopocą”[32].
Istoty ze sztandarów są równie
fantazyjnymi hybrydami. Przedmioty stanowią ich kości, mięśnie i narządy
wewnętrzne. Poza tym brzmienie utworu Czarne
Anioły i jego wysokie tony odpowiadają patosowi tych dzieł. Uważam piosenkę
za ich hymn. W pewnym momencie brzmi beztrosko, delikatnie i lekko. Z czasem
staje się coraz bardziej wzniosła, głos artystki wznosi się prawie do krzyku.
Sztandary również bazują na zderzeniach: humor współistnieje z odwołaniami
do moralności. W tle melodii Czarnych Aniołów
pobrzmiewają dzwonki. Identycznych używa się podczas uroczystości religijnych.
Przypominają o źródłach utworu. Hasior także cały czas dawał sygnały
zainteresowania liturgią.
On sam jest czarnym aniołem. Nie tylko
przez to, że odstępował od religii (żeby za chwilę znów do niej powracać i
rozważać zawarte w niej sensy). Jego życie naznaczyły zarówno twórcza pasja, jak
i porywająca destrukcja. Mam na myśli piętnoalkoholizmu. W los Hasiora wpisane są dramaty. W czasach PRL-u
był ogromnie popularny, a po odzyskaniu przez kraj wolności, napiętnowany. Z kolei Ewa Demarczyk w
pewnym momencie wycofała się z artystycznego życia.
„Na
sinym niebie jak fajerwerki
Ale przeklęte raz i na wieki”[33].
Przekleństwem obojga była nadwrażliwość.
Pomagała im w pracy nad niezapomnianymi dziełami, lecz przeszkadzała w
codziennym życiu. W tak rozumianych czarnych aniołach również wybrzmiewają
przejmujące melodie. Wyrażają trzepot skrzydeł podczas unoszenia się na
skrzydłach talentu i upadania, spowodowanego przez otoczenie i/lub przez samego
siebie. Jednak najpiękniejsze są momenty wzlotu.
Doskonale wiedzą o tym wszyscy twórcy. „Hasior to krewny późnośredniowiecznych plastyków-poetów,
ewokujących piękny i potworny świat łączący rzeczywistość z metaforą i
zaświatem (…)”[34], pisała Anna Micińska. Moim zdaniem blisko mu do Hieronima Boscha. Oboje
łączyli w przedstawianym świecie lirykę i brutalność, świętość i grzech, urok i
groteskową deformację. Postać ze Sztandaru
Zielonej Poetki Hasiora przywodzi na myśl niezwykłą kreaturę z malarstwa Boscha,
mianowicie człowieka-drzewo.
Hieronim Bosch, fragment Piekła z tryptyku Ogród rozkoszy ziemskich, ok. 1500 r., źródło. Więcej o tryptyku przeczytasz w mojej książce Sztuka fantazjowania (wyd. Lira)
Władysław Hasior, Sztandar Zielonej Poetki, 1972 r., źródło
Dolna część pracy zakopiańskiego artysty kojarzy się z pniem. Wieńczy go
czerwony, owalny kształt z naklejonymi oczami i ustami. Tę głowę
okala jasne futro, które tworzy rodzaj fryzury. Obok pnia i ponad nim wiją się
cieńsze kształty – konary. Wywołują skojarzenie z rękoma. Na wierzchu dłoni znajdują
się figurki baranków. Poetka
wbija pazury w zieleń materiału jakby wdrapywała się na szczyt. Zagęszczone
gałęzie mogą obrazować i symultaniczność jej ruchów. Wówczas odnoszą się do raptownego
chwytania doświadczeń, wizji. Artystka karmi się nimi, co potem owocuje w
utworach. W poprzednich rozdziałach wspominałam o przewrotnej poezji w
twórczości Hasiora. Sądzę, że sztandary dobitnie potwierdzają tę tezę. W nich
każdy przedmiot jest jak słowo. A dane słowa, zestawione z innymi w zdania,
układają się w nowe treści.
Kolejną grupą wymienioną przez Szczygieł-Gajewską
są sztandary, które kierują uwagę na typy i profesje ludzkie, np. Sztandar Świętego Emeryta, Sztandar
Prelegenta Wiejskiego, Sztandar Ateny Powiatowej, Sztandar Gwiazdy Kurortu,
Sztandar Ptasznika. Inną kategorię stanowią chorągwie powiązane z czasem i
przemijaniem, np. Sztandar Na Tę Chwilę,
Sztandar Niedzielny, Sztandar Jesienny, Sztandar Wiosny. Ponadtobadaczka wyróżniła obiekty dotyczące czynności, np. Sztandar
Pracy, Sztandar Rozbierania do Snu, Sztandar Antykryzysowy.
Władysław Hasior, Sztandar Antykryzysowy (z lewej),fragment ekspozycji w Galerii Władysława Hasiora w Zakopanem, fot. własna
Ostatni równie dobrze można przyporządkować do kompozycji ze sztandarami
religijnymi i z tymi, które nawiązują do dzieł sztuki. Ukazuje
boginię o papierowej twarzy Czarnej Madonny Jasnogórskiej, w stroju
ludowym.Artysta skorzystał zarówno z
rekwizytów mitologii chrześcijańskiej, jak i polskiej. Matka Boska Królowa
Polski uratuje poddanych z każdej opresji. Przykładem podobnego myślenia były
m.in. „Śluby Jasnogórskie” króla Jana Kazimierza podczas potopu szwedzkiego.
Kwiaty i owoce, otaczające jej sylwetkę, są znakami obfitości przeciwstawianej
klęsce. Hasior przedstawił orędowniczkę odnowy i uzmysłowił, że w sytuacji
zagrożenia ludzie często odwołują się do wyższej siły, w myśl powiedzenia: „Jak
trwoga, to do Boga”.
Sztandar
Rozbierania do Snu w inny sposób podejmuje temat niebezpieczeństwa. Ubranie
jest zdejmowane w tak bezwzględny sposób, że głowa mogłaby zostać
strącona z karku – gdyby nie to, że jest mocno przytwierdzona do
podłoża, podobnie jak uniesione rękawy koszuli. Ta pozycja przywodzi na myśl
ukrzyżowanie.
Władysław Hasior, Sztandar Rozbierania do Snu, 1969 r., źródło
– pisał w wierszu Rozbieranie do snu Stanisław Grochowiak, piewca brzydoty i
zwolennik odnajdywania w niej walorów poetyckich. Te cechy łączą go z Hasiorem.
W utworze, którego fragment zacytowałam, odniósł się do jego sztandaru. I
równie intrygująco jak plastyk zestawił przemoc z sentymentalizmem i z
makabrycznym humorem:
Pod postacią umieszczoną na sztandarze znajdują się
porozrzucane odłamki szkła. Dłoń, umiejscowiona obok dolnej części ubrania,
ściska jeden z zakrwawionych organów wewnętrznych. Czy to poranione serce?
Napiera na koszulę, zgniatając jej brzeg. Przygotowania do snu zyskują upiorny
wymiar. Kompozycja jest bardzo oszczędna jak na możliwości Hasiora, a mimo tego
nasycona znaczeniami. Może inspiracją był lęk przed koszmarami? W nich człowiek
często znajduje się w groźnych sytuacjach, których nie spodziewałby się na
jawie. Sen poddaje śniącego władzy nieprzewidywalnych
zdarzeń i nieuświadomionych uczuć. Rozbiera człowieka, ukazując mu
to, co tkwi w nim równie głęboko jak wnętrzności. Taką tematykę podejmowała
myśl i sztuka surrealistyczna. Pozbawianie postaci głowy było w niej rozumiane jako
pozbywanie się racjonalności. Zahamowania uniemożliwiają bowiem wejrzenie w
podświadomość. W przypadku sztandarów dobrze widać, jak ważnym elementem dzieła
jest tytuł. Nie tylko kieruje ku interpretacji, ale i sprzyja prowadzeniu gier
z odbiorcą.
Szczygieł-Gajewska w swojej klasyfikacji ujęła też prace, które
odnoszą się do miejsc lub narodowości, np. Sztandar
Polski, Sztandar Hiszpański, Sztandar Przydrożny. Badaczkadokonała bardzo rzetelnej klasyfikacji.
Dzięki niej pokazała, jak interesująco i wieloznacznie Hasior rozumiał
otaczającą go rzeczywistość. Był jej znakomitym obserwatorem, a ujmował
ją z przymrużeniem oka. Z drugiej strony, organizowanie jego sztuki
według narzuconych kryteriów odbiera jej liryzm. Sądzę, że każdy, kto się nią
zajmuje, musi dokonać wyboru. Mianowicie, w jaki sposób balansować między
metodami badawczymi a poezją, którą łatwo zatracić podczas ustalania
perfekcyjnego porządku. Starałam się odnaleźć złoty środek. Pragnęłam, żeby mój
tekst wykraczał poza naukowe omówienia i chociaż w części oddawał duszę dzieł
Hasiora. Jednak przyznaję, że bez klasyfikacji Szczygieł-Gajewskiej pogubiłabym
się wśród różnorodności sztandarów. Natomiast wśród nich znajdują się i takie, które trudno
jest gdziekolwiek zakwalifikować, gdyż źródło inspiracji nie jest jednoznaczne, np. Sztandar Syjamski, Sztandar Dynastyczny[38].
Do ostatniej kategorii dodaję Sztandar Twardego Idola.Wykonany z wideł, blaszanych rur i
łańcuchów idol przypomina fragment skomplikowanego mechanizmu.
Władysław Hasior, Sztandar Twardego Idola, nie datowany, karta pocztowa, fot. M.
Pabis, Muzeum Tatrzańskie im. dr. T. Chałubińskiego w Zakopanem, Galeria Władysława Hasiora, 2005
Jest totemem
zmechanizowanej współczesności. Ręka manekina po prawej stronie kompozycji uczłowiecza ten twór. Wówczasrurę w górnej części można potraktować jako głowę, a otwory w innych
fragmentach urządzeń stają się oczami i nosem.
„Gdybyż to można rozbić czyjąś głowę, Jak się rozbija zegar.
Najpierw skruszyć kość W stalowych palcach
ciekawości, potem Obejrzeć to, co w środku:
metal i kamienie.
Więc to była kobieta?
Miłostki i zdrady Obnaża geometria
potrzaskanych kół Zębatych, mechanicznych,
bezmyślnych zachcianek. Sprężynek nie
wypowiedzianych jeszcze słów.
Mężczyzna ani półbóg nie
zebrałby razem Porozrzucanych krążków z
zapisem pogody, Perfum i polityków, i
świata idei, Ani odłamków pordzewiałych
marzeń”[39]
– pisała Sylwia Plath. Uświadomiła, że to, co mechaniczne, nigdy nie będzie
ludzkie i odwrotnie. Hasior prezentował podobne antynomie. Człowieczeństwo
wiąże się z emocjami, których nie poczują nawet najdoskonalej zaprogramowane urządzenia. Choć postęp ułatwia życie, zarazem grozi jego zupełnym zautomatyzowaniem. Zdarza się, że jest czczony
bezrefleksyjnie. Skierowana do przodu dłoń kontrastuje z pozostałymi
częściami sztandaru i wzbogaca go o niejednoznaczne sensy. Oto bezradne
wyciągnięcie ręki z toni. Gest wołania o pomoc, gdy zatopiło się w głębinach
industrializacji. Ostatnia pozostałość po człowieczeństwie. A może maszyna
wyciąga rękę do współpracy?
Plastyk czule pochylał się nad rzeczami i
ich opowieściami. Sądzę, że z obiektem korespondują utwory Mirona Białoszewskiego, w których podejmuje on tematykę rzeczy codziennego
użytku. Przykładami są wiersze Szare
eminencje zachwytu i Ach, gdyby i nawet piec zabrali. Moja niewyczerpana oda do radości.
W nim podmiot liryczny dokonuje zaskakującego i oryginalnego porównania:
I Białoszewski, i Hasior dostrzegali
niegasnący błysk natchnienia w rzeczach wziętych zza kulis życia, w jego
„szarych eminencjach”.
„Jakże
się cieszę,
że jesteś niebem i kalejdoskopem,
że masz tyle sztucznych gwiazd,
że tak świecisz w monstrancji jasności,
gdy podnieść twoje wydrążone
pół-globu
dokoła oczu,
pod powietrze.
Jakżeś nieprzecedzona w bogactwie,
łyżko durszlakowa!”[41].
Hasior wyrażał analogiczne fascynacje za
pomocą własnego języka plastycznego. Istoty ze sztandarówjego autorstwa nie są wszechwładne, a w
pełni uzależnione od przedmiotów, które je stworzyły. To one nadają im charakter. Ten zabieg wiele mówi o cywilizacji, w jakiej powstały te dzieła. W niej często
ocenia się osobę poprzez jej stan posiadania. Rzeczy dopasowują ją do określonej
warstwy społeczeństwa. Podobny tok myślenia jest stale obecny w kulturze
popularnej. Mass-media niestrudzenie przekonują ludzi i przypominają im, że
powinni żyć w określony sposób. Ubierać się zgodnie z obowiązującymi
trendami, mieć tak, a nie inaczej urządzone mieszkanie, posiadać najnowsze
elektroniczne gadżety. Trwa nieustanny pęd za tym, co wypada mieć. Należy
pracować po to, żeby móc za nim nadążyć. Często człowiek nie umie się odseparować
od wciąż podsycanej żądzy posiadania. Sięgając po kolejne artykuły, sięga po
prestiż i podziw otoczenia. W twórczości Hasiora przedmioty składają się na świat
pozbawiony człowieka, lecz nadal wiele o nim mówiący.
Szczególnie pasują do niego słowa Marii
Poprzęckiej, w których tłumaczyła zainteresowanie artystów przedmiotami: „Od
kubistycznych kolaży z byle czego, poprzez surrealistyczne urzeczenia banałem,
po pop-artowską apoteozę mid-culture – sztuka włącza w swoje obrazowanie
<<odpadki życia i rzeczywistości>>, żywi się nimi, odnawia dzięki
nim swój język, epatuje nimi i gorszy, czasem wreszcie całkowicie się w nich
roztapia”[42].Hasior wynosił byle jakie przedmioty na
piedestał, czynił z nich idole, a przy tym podkreślał absurd podobnego podejścia.
W Galerii Władysława Hasiora w Zakopanem, fot. własna
Ironicznie odnosił się do wywyższania tego, co nietrwałe. Poprzez rzeczy
odwoływał się również do idei, ukazując, że to one są najtrwalsze. Dlatego jest „(…)
apostołem sztuki jako oczyszczającego wstrząsu duchowego”[43].
Jego sztandary dobrze prezentowały i
prezentują się w galeriach. Jednak najmocniej oddziaływały, gdy były używane
zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem. Gdy wychodziły do publiczności, tak jak
katolicki Bóg wychodzi do wiernych podczas procesji Bożego Ciała. Zapewne ta
uroczystość miała wpływ na happeningi Hasiora, podczas których używał swoich chorągwi. Najciekawszy z nich odbył się w Święto Kwitnącej Jabłoni w Łącku 13 maja 1973
r. Dotąd w czasie festynu miały miejsce występy
wokalne i taneczne. W 1973 r. organizatorzy postanowili zaprezentować dzieła
plastyczne. Zwrócili się do Hasiora, a on przystał na ich propozycję.
Towarzyszyły mu obawy, czy masowy widz jest gotowy na odbiór jego prac. W dniu
święta czekał z nimi na strażaków, którzy mieli je nieść. „W autentyzmie
motywacji, bogactwie podtekstów znaczeniowych i artystycznej nośności –
<<happening>> prawdziwie godny tego miana”[44]
– pisała o tym działaniu Micińska. Sam artysta przebrał się w strażacki mundur i hełm. Gdy strażacy przybyli na miejsce, zwrócił się do nich, by
„(…) nawet gdyby było bardzo gorąco, sztandarów nie opuszczać – a to z tej
prostej przyczyny, że sztandaru nigdy się nie opuszcza”[45].Nawiązał tu do zwyczaju, zgodnie z
którym walka trwała dopóty, dopóki chorąży trzymał sztandar. Wojskowe szeregi
łamały się, kiedy sztandar upadał albo kiedy przejmował go wróg[46].
Słowa twórcy można odczytać także metaforycznie. Mianowicie, że nie opuszcza się
i nie pozostawia przyjętych wartości nawet, jeżeli pozostanie przy nich jest
coraz trudniejsze.
Członkowie orkiestry góralskiej, która
miała przygrywać procesji, byli zdegustowani. Uważali, że niepokojące chorągwie
nie pasują do pogodnego charakteru święta. Złośliwie komentowali, że najodpowiedniejszy dla tych dzieł byłby marsz pogrzebowy. Jednak zaintonowali skoczny
marsz góralski. Procesja ruszyła. Za orkiestrą podążało dwóch dowódców straży
pożarnej, bez sztandarów, za nimi jeden starszy strażak, a dalej – sam Hasior.
NiósłSztandar Nienazwany i prowadził grupę kolejnych szesnastu strażaków.
Święto Kwitnącej Jabłoni w Łącku, z przodu Władysław Hasior, 1973 r., źródło
Władysław Hasior na czele procesji, 1973 r., źródło
Uczestnicy pochodu kierowali się na górę, gdzie ustawiona była estrada, a także miejsca
dla dziesięciu tysięcy widzów. Górale byli zszokowani sztandarami. Ich zdaniem uderzały
one w tradycję i wiarę. Turyści odnieśli się do nich życzliwiej. Dostrzegli
oryginalne nawiązanie do zwyczajów, a nie bluźnierstwa wymierzone w święte
wartości. Wiktor Osiatyński, autor artykułu o wydarzeniu, zanotował: „Czym
wyżej szli, tym bardziej się ludzie oswajali”[47].
Przytoczył wypowiedź telewizyjnego operatora, który stwierdził, że
„Hasior tym do historii sztuki wchodzi na stojąco”[48]. Gdy procesja dotarła do celu, estradę
obstawiono sztandarami. Konferansjer wyjaśnił publiczności, że jest to ekspozycja
dzieł artysty pochodzącego z Nowego Sącza, autora pomników. Ta wiadomość
spowodowała, że mieszkańcy Łącka spojrzeli na jego sztandary z większym
szacunkiem. Później na ich tle odbywały się występy. Napierający na scenę tłum
stanowił zagrożenie dla eksponatów. Organizator zdecydował o zabraniu ich z
estrady. Hasior i strażacy zdjęli je, a „(…) ich sens, treść i znaczenie
właśnie w tym miejscu ujawniły się dopiero wówczas, gdy zeszły ze sceny, która
stała się pustym, nieatrakcyjnym placem”[49].
Widzowie opuścili amfiteatr, by przyjrzeć się, jak artysta ze strażakami noszą
chorągwiepośród gór.
Nadanie temu wydarzeniu zbyt podniosłego wymiaru jest według mnie błędne. Jednoznaczna interpretacja zabiera
cały urok paradoksalnej paradzie. Polega on na grze między ceremonialnością a
farsą. Przecież obnoszenie sztandarów z fantasmagorycznymi istotami przez
strażaków, w specjalnie zaaranżowanej procesji, stanowi samo w
sobie absurd.Gdy dodamy jeszcze późniejsze problemy, absurd staje się
równie niesamowity jak postaci z tych prac. On nie zmniejsza ich oddziaływania,
a je urozmaica.
Innym przykładem procesji jest pokaz Sztandarów Żarliwych. Artysta wykonał je
techniką aplikacji, a w górnej części umieścił rynny. Podczas prezentacji
wlewał do nich oliwę, później zapalał. Efekt był szczególnie spektakularny
wtedy, gdy wydarzenie odbywało się nocą.
Odtworzenie pokazu Sztandarów Żarliwych przez Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ w Nowym Sączu, 2010 r., źródło
Użycie ognia przywodzi na myśl
działania wojenne i rytuały, w których pełnił on rolę symboliczną.
Połączenie sztandarów – swoistych totemów – z płomieniami wzmocniło ich wyraz. Kirchner uważa, że
pragnął on ingerować w myśli i uczucia ludzkie. Niczym kapłan sztuki poddawał
prace uświęceniu, ponieważ czerpał z tradycji sztuki spełniającej funkcje
magiczne[50].
Igrał ze znaczeniem ognia, podpalając i inne eksponaty. Kult tego żywiołu
znalazł odzwierciedlenie w wykonywanych przez niego rzeźbach plenerowych (np. Płomiennych Ptakach, Słonecznym Rydwanie) czy w scenografii do filmu Wezwanie
w reżyserii Wojciecha Solorza. Wszystkie te prace były przystosowane do takich
działań.
Kadr z filmu Wojciecha Solorza Wezwanie, w którym prace Władysława Hasiora odegrały rzeźby ludowego artysty, 1971 r., źródło: A. Micińska, Władysław Hasior, Warszawa 1983, s. 88
Twórca wpadł również na pomysł spalenia
skrzypiec. Widział w tym geście wartości poetyckie. „Skrzypce zawsze dudniły
jakąś rzewną lub heroiczną melodią, zawsze ktoś chciał na nich coś tam
wyśpiewać – a ja nagle nie gram na tych skrzypcach: tam, gdzie było źródło
dźwięku – istnieje płomień. To są inne skrzypce – śpiewające, jak sądzę,
poważniej i głębiej”[51].
Władysław Hasior, Płonące skrzypce (po lewej), ok. 1965 r., źródło
Do niektórych kolaży i asamblaży dołączał wyłącznie świece, ale nawet taki zabieg
przekazywał moc tkwiącą w płomieniu. Artysta traktował ją dosłownie i
metaforycznie. Uważał, że do zmaterializowania fantazji, a więc powtórzenia
cudu, gdy „(…) <<słowo ciałem się stało>>, należy najpierw
rozdmuchać pożar w wyobraźni tą iskierką, jak istnieje w słowie
<<sztuka>>[52].
Hasior
wciąż sprawuje własne obrzędy. Odbiorca jest w nie włączany, gdy ogląda jego
dzieła. Grzechem w tej religii jest pojmowanie przedmiotów dosłownie. Zdaniem
Kirchner twórca „(…) chciałby być kapłanem i błaznem równocześnie, za stan
naturalny i pożądany człowieka uważa współobecność wiary, nadziei, heroicznej
pasji, lirycznego marzenia – z poczuciem groteski, z potrzebą bluźnierstwa,
heretyckiego sceptycyzmu, ironicznego dystansu”[53].Jego prace zawierają wszystkie wymienione
cechy. Każdy, kto ma z nimi kontakt, otrzymuje szansę, żeby zapalić płomienie własnej wyobraźni. Niezwykłej siły, która przemienia rzeczywistość w
czarodziejski rytuał. Kolejny odcinek: https://bit.ly/2ZqEJnd.
[1]Totem, w: Słownik języka
polskiego PWN, T.3, R-Z, red. M.
Szymczak, Warszawa 1999, s. 479.
[2] Mt 4, 1-4, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w
przekładzie z języków oryginalnych. Opracował zespół biblistów polskich z
inicjatywy benedyktynów tynieckich, Poznań-Warszawa 1980.
[17] M. Abakanowicz, cyt. za:
J. Targoń, A – jak Abakanowicz,dodatek do „Gazety Wyborczej” z okazji
Wystawy w Muzeum Narodowym w Krakowie, 19.06.2010, s. 1.
[39] S. Plath, inc. Gdybyż to można…, w: J. Marx, op. cit., s. 39.
[40] M. Białoszewski, Ach, gdyby i nawet piec
zabrali. Moja niewyczerpana oda do radości, http://www.poema.art.pl/site/itm_141298_ach_gdyby_gdyby_nawet_piec_zabrali_moja_niewyczerpana_oda_do_radosci.html
[15 kwietnia 2012].
[41] M. Białoszewski, Szare eminencje zachwytu, http://www.poetica.art.pl/pl/szare_eminencje_zachwytu-poetica,wierszautora,818,6.html
[15 kwietnia 2012].
[42] M. Poprzęcka, O złej sztuce, Warszawa 1998, s. 207.