Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lalki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lalki. Pokaż wszystkie posty
Traktat o manekinach. Grafiki cyfrowe Grzegorza Chojnackiego

1/26/2016

Traktat o manekinach. Grafiki cyfrowe Grzegorza Chojnackiego


„ – Demiurgos – mówił mój ojciec – nie posiadł monopolu na tworzenie – tworzenie jest przywilejem wszystkich duchów. Materii dana jest nieskończona płodność, niewyczerpana moc życiowa i zarazem uwodna siła pokusy, która nas nęci do formowania”[1], pisał Bruno Schulz w Traktacie o manekinach. 

G. Chojnacki, Noc i dzień II

Prace prof. Grzegorza Chojnackiego ukazują różnorodne sposoby kształtowania materii, ale wirtualnej. Autor uważa, że rewolucja informatyzacji jest dla artysty wyzwaniem, którego nie powinien lekceważyć. Podejmuje więc to wyzwanie, w pełni korzystając z palety możliwości, jaką oferuje komputer. Dzięki grafice cyfrowej twórca imituje zarówno techniki malarskie, graficzne, rzeźbiarskie, projekty architektoniczne, jak i rozmaite materiały. Z wyczuciem zestawia faktury naśladujące gładkość metali, chropowatość kamieni, przejrzystość szkła, włókna tkanin. W ten sposób uzyskuje złożone, niepowtarzalne efekty. Oto ultranowoczesna demiurgia, w której żadna substancja nie stawia oporu.

Zacytowałam fragment prozy Schulza również dlatego, że profesor często prezentuje grupy sztucznych istot, przypominających manekiny. W dalszej części tekstu będę je określać tym mianem, chociaż stanowią kolejną, cyfrową generację stworzeń. Co ciekawe, męskie manekiny nazywane są przez autora Herosami, a damskie - Gracjami.

G. Chojnacki, Herosi IV (Rywalizacja)

G. Chojnacki, Gracje V

Ich symetryczne, harmonijne, precyzyjnie wymodelowane ciała wpisują się w antyczne kanony. Nieskazitelne piękno jest zarazem nieziemskie i nieludzkie. 

Choć postaciom daleko do prawdziwego człowieka, pozostają żywe. Takie odczucie powodują ich dynamiczne pozy, efektowne i ekspresyjne niczym w Grupie Laokoona.

Grupa Laokoona, źródło

Jednak nie zastygają w nich. Malownicze gesty, które wykonują, zamieniają się w przebiegające po diagonalnych liniach ruchy, a serie ruchów – w rytmy. Grają w trzech wymiarach, powtarzają się jak echo i potęgują efekt głębi. Jedne istoty rodzą się z drugich, zawsze młode i sprawne. Również fragmenty sylwetek ulegają powieleniom. Nakładają się na inne lub swobodnie przenikają się z nimi.
G. Chojnacki, Zapętleni

Na początku XX wieku futuryści postulowali przekładanie sedna ruchu na język plastyczny i przedstawianie zmienności materii. Nawet nie przypuszczali, że w XXI wieku pole do popisu w tych kwestiach da artystom komputer.

Trudno sobie jednak wyobrazić, by w postaciach z grafik pulsowała krew. Wbijają nieruchome spojrzenia w nieznane punkty. Nie rozciągają w uśmiechach idealnie wykrojonych ust. Właściwie nie wiadomo, kto lub co nimi rządzi i jakim procesom je poddaje. Wyższości sztucznych, antropomorficznych tworów  nad człowiekiem dowodził w eseju O teatrze marionetek Heinrich Kleist, niemiecki pisarz i dramaturg doby romantyzmu. Sądził, że odpowiednio sterowane lalki wykonują o wiele wdzięczniejsze ruchy niż tancerze – z tego powodu, że nie poddają się sile grawitacji. Porównywał je do elfów, które tylko muskają podstawę, by się od niej odbić. Bohaterowie prac prof. Chojnackiego również dokonują niemożliwego, unosząc się ponad ziemią. Wydaje się, że lalkarz puścił nitki, dzięki którym nimi dyrygował.

G. Chojnacki, Kukiełki II

Odrywają się one od kukieł, swobodnie rozwijają i biegną własnymi torami. Wyznaczają kierunki patrzenia. Te linie są kreślone z precyzją i pewnością, co wskazuje na mistrzowskie opanowanie przez artystę warsztatu graficznego. Natomiast kreski stawiane tuż obok siebie zagęszczają kompozycję, sprawiając wrażenie horror vacui.

G. Chojnacki, Spacer 

Wzmacnia je naśladowanie różnorodnych materiałów. Niektóre figury pokrywa miedź, brąz, stal, złoto. Połyskują nimi, jakby były wypolerowane. Część z nich jednak pożera rdza. Nieopodal znajdują się fragmenty skorodowanych mechanizmów i inne rupiecie ze złomowiska.

G. Chojnacki, Złomowisko 

Natomiast nawet przy najdokładniej zapełnionych przestrzeniach konstrukcja dzieł jest spójna. Każde z nich pozostaje jednością.

Zdzisław Beksiński także zapełniał obrazy układami linii i kontrastował różne powierzchnie.

Z. Beksiński, bez tytułu, źródło

Artystów łączy też upodobanie do sztuczności i romantyczna estetyka: z jej grozą, tajemniczością, wizyjnością, silnym ładunkiem emocjonalnym. Ponadto Beksiński chętnie tworzył przy pomocy komputera. Niestety, te cykle prac naznaczył kiczem (czy zamierzył ten zabieg, czy też nie – to odrębna kwestia).

Z. Beksiński, źródło

Profesor Chojnacki nie wpada w pułapkę banału. Poza tym bardziej interesująco niż Beksiński wykorzystuje możliwości grafiki cyfrowej, również w kompozycjach, gdzie nieobecne są postaci. Ukazuje na nich i ostre, i opływowe formy. Często utrzymuje je w monochromatycznych tonacjach. Śmiało zestawia rozświetlone i zaciemnione fragmenty. Te układy wizualne cechuje wyrafinowanie. Wydają się ulegać nieustannym transformacjom. Niektóre dzieła prezentują architekturę jak ze snu scenografa filmu fantasy albo science fiction. Wieżowce z betonu i szkła wyróżniają się niezwykłą lekkością, są niemal przejrzyste. Nie wiadomo, jakie części składają się na budynek, a jakie są wyłącznie jego odbiciami.

Z kolei część kompozycji figuralnych prof. Chojnackiego odnosi się do  znanych miejsc, łódzkich kamienic i podwórek.

G. Chojnacki, Wyjście z bramy

Manekiny gromadami wysypują się z bram, przepychając się między sobą. Niektóre niczym duchy przedostają się przez ściany, z których łuszczy się tynk. Ta sceneria bywa apokaliptyczna. Wówczas bucha czerwoną łuną pożaru.

G. Chojnacki, Herosi II

Jednak nikt nikomu nie przybędzie na ratunek. Bohaterowie grafik są pozbawieni współczucia nie tylko w sytuacjach krańcowych. Nigdy nie zawiązują między sobą żadnych interakcji poza rywalizacją. Co dzień biorą udział w wyścigu. Błękitni rowerzyści mają półprzezroczyste ciała, które zdają się przewodzić światło.

G. Chojnacki, Błękitni rowerzyści II

Jednak są zbyt odhumanizowani i surowi, by budzić tym światłem nadzieję.

Do gorączkowej walki wzlatują również figury z kompozycji nawiązujących do supermarketu. Nie wznoszą się na nich jednak zapełnione po brzegi, mieniące się atrakcyjnie opakowanymi produktami regały. Manekiny znajdują się pośród sklepowych wózków i rozpędzają się z nimi, gotowe do zdobywania towarów. 

G. Chojnacki, Hipermarket V

Nawet taki wózek dematerializuje się i traci kształt. Jego kraty zamieniają się w kraty więzienia. Supermarket staje się więc klatką. Wielkie koncerny pragną dyrygować człowiekiem, by – ogarnięty żądzą kupowania – sprzyjał zwiększaniu ich zysków. „Homo aestheticus”, znany z eseju współczesnego niemieckiego filozofa i historyka, Wolfganga Welscha, za pomocą odpowiednich przedmiotów kreuje wizerunek. Za wszelką cenę pragnie pozostać jedyny w swoim rodzaju, a tak naprawdę jest podobny do milionów osób kierujących się identycznymi wytycznymi.

Pozbawione indywidualnych cech manekiny z grafik prof. Chojnackiego są też pośrednikami. Pełnią funkcję medium. Z tej właściwości tworów wzorowanych na człowieku korzystał Tadeusz Kantor. W jego spektaklu Umarła klasa lalki o bladych twarzach, ubrane w szkolne mundurki, stanowiły dopełnienie dorosłych aktorów.

 źródło 
Scena z Umarłej klasy. Pierwszy z prawej: Tadeusz Kantor. Źródło

Ich dzieciństwo umarło. Dzięki lalkom przeszłość zaistniała na równi z teraźniejszością, niczym podczas seansu spirytystycznego. Prof. Chojnacki poprzez postaci dziecięce, bliskie wyglądem małym manekinom czy lalkom, też odnosi się do najwcześniejszego kresu życia, w tym - do zapamiętanych z niego zabaw. Jednocześnie w przejmujący sposób wiąże dziecko z kresem ludzkiej drogi. Umieszczone w konstrukcji przypominającej skrzynkę dzieci pędzą w dół, jakby prosto w objęcia śmierci.

G. Chojnacki, The End

Nic ich nie zatrzyma. Pokazując nieuchronność zdarzeń  artysta uzmysławia, że w „theatrum mundi” każdy człowiek jest tylko małą kukiełką. To los nią kieruje, niczym sternik. Zdaniem artysty człowiek bywa żaglowcem z połamanymi żaglami, niesionym przez prąd morski. Jedna z serii jego grafik nosi tytuł Żagle. Pionowe, ostro zakończone, przełamane formy nakładają się na siebie i rzucają cienie, wywołując niepokój i pesymizm. Pejzaże ze statkami pośród wzburzonych fal, rozbijającymi się o skały, zaczęli przedstawiać artyści holenderscy w XVII w.  Odnosiły się one do nieustannej walki człowieka z przeciwnościami losu, z fatum.

Innym motywem z dzieł profesora, prowadzącym odbiorców ku teatrowi, są maski. Niektóre kierują ku tradycji antycznej, inne ku sztuce afrykańskiej.

G. Chojnacki, Maska brązowa

G. Chojnacki, Maska z czubem

Przecież ludzie zawsze będą zakładać maski – roli życiowej, ambicji, udawanych uczuć  –  bez względu na kulturę i epokę, w jakich żyją. Grafiki z nimi artysta utrzymuje w soczystych, intensywnych kolorach, jak przystało na karnawał. Kolejny raz ukazane obiekty są przestrzenne, przez co kojarzą się z rzeźbami Igora Mitoraja.  Prof. Chojnacki ceni jego twórczość. Mitoraj  umieszczał rzeźby masek stylizowanych na greckie m.in. w miejskich przestrzeniach.

I. Mitoraj, Eros Spętany w Krakowie, źródło

Dla sztuki obu autorów wspólne jest przenoszenie starożytnych motywów we współczesność i uzmysławianie odbiorcom ich aktualności. Warto dodać, że łódzki artysta często pokrywa kompozycje zarysami portretów i budowli znanych z antyku i renesansu.

G. Chojnacki, Magazyn III

Odwołania do klasyków, powtórzenia, odbicia zbliżają jego dzieła również do grafik czeskiego artysty, Jiříego Anderlego. Wymienia go wśród podziwianych autorów.  

J. Anderle, Portret przyjaciela, źródło

Grafiki z maskami składają się na jeden z najbardziej statycznych cykli w dorobku prof. Chojnackiego. Drugi z nich, o lirycznym nastroju, stanowią Kobiety kwiaty. Bohaterki mają krągłe piersi, wąskie talie, długie, szczupłe nogi, dzięki czemu stają się idealnymi obiektami pożądania. Ich nagie sylwetki pokrywają bukiety róż, które kwitną w oczach.

G. Chojnacki, Kobiety-kwiaty II

Rozrastają się coraz bujniej, coraz dalej, poza kontury figur. Zagarniają przestrzeń rozchylającymi się płatkami i cienkimi łodyżkami. Do głosu dochodzi natura. Ciała niektórych manekinów zamieniają się w ciała prawdziwych kobiet. Ich spojrzenia przybierają uwodzicielski wyraz.

„manekiny mają ślepe piersi
kształt łydek jak napięta struna
dźwięcząca wiecznie
chłodnym tym samym tonem
manekiny mają włosy skończone
a twarze szczupłe
zapatrzone w siebie
spod przymkniętych powiek
manekiny
pogardzają tłumem
nie drżą
w istnieniu doskonałe
nieruchome
rozpościerają palce chwil
nad mijającą barwą jedwabiu
z twarzą przyklejoną do szyby
pod suknią
pod szeleszczącą suknią
jestem wspaniałym elastycznym manekinem"[1]

- w taki sposób zaskakujące podobieństwa między manekinem i kobietą ujęła Halina Poświatowska.

Obecnie wydaje się, że manekin przejął kontrolę nad człowiekiem. Człowiek kreuje się więc na podobieństwo manekina. Modeluje ciała dietami i ćwiczeniami, a umysł – treningami psychologicznymi, by osiągnąć nieosiągalną przecież perfekcję. Te narcystyczne działania nie zbliżają go do innych osób, a od nich oddalają.

Wszystkie omawiane prace obfitują w humanistyczne znaczenia. Twórca mocno ceni ponadczasowe motywy, wśród których znajdują się też religijne.

G. Chojnacki, Golgota

Bardzo umiejętnie i pomysłowo stosuje cytaty z historii kultury i sztuki. One nie zderzają się w jego grafikach z nowoczesną techniką, ale – odpowiednio przetworzone – zawsze z nią współgrają. Wpasowują się w zmodernizowany świat. Autor nie boi się także podejmować tematykę o wydźwięku moralnym. Jednak nie poucza widzów, a skłania do samodzielnego przemyślenia poruszonych kwestii.

Powyższy tekst ukazał się w katalogu do wystawy pt. Grzegorz Chojnacki. Zapisane w pikselach. Został on wydany przez Miejską Galerię Sztuki w Łodzi (Łódź, 2016 r.). Znajdziecie w nim jeszcze więcej intrygujących prac. Część z nich jest eksponowana w secesyjnych, efektownych wnętrzach Galerii Willa (ul. Wólczańska 31) do 13 marca br. Zapraszam do odwiedzenia wystawy, na której czeka wiele wrażeń!

Grafiki prof. Chojnackiego, którymi zilustrowałam tekst, pochodzą od autora. 


[1] B. Schulz, Traktat o manekinach albo wtóra Księga Rodzaju, w: idem, Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą, Kraków 2006, s. 23.
[1] H. Poświatowska, Manekiny, w: idem, Poezje zebrane, oprac. A. Madyda, Toruń 1994, s.  43

Lalki romantyczki. Monalli Dolls

9/25/2015

Lalki romantyczki. Monalli Dolls


Autorką poniższych  lalek jest Monika Ekiert Jezusek, która z pasją zajmuje się fotografią i malarstwem. Kiedy pracuje nad figurkami, staje się też rzeźbiarką, perukarką, krawcową, szewcem. 


„Od dziecka tworzyłam lalki. Było w tym coś magicznego. Do tej pory nie przestaje mnie ekscytować ta zabawa w Boga… Powoływanie do życia nowej osobowości, złożonej z kształtów, kolorów, faktur… i małego serca ukrytego pod kawałkiem lnu” -  pisze o swoich dziełach artystka. 


Piękności, które wychodzą spod jej rąk, charakteryzuje subtelność. Ich duże oczy autorka często maluje kolorem migdałów –  tych, o których się marzy. Ich jasne usta rozchyla w tajemniczych półuśmiechach. Imiona, które im nadaje, czasami nawiązują do kwiatów. Nic dziwnego, skoro postaci mają twarze delikatne jak płatki i sylwetki smukłe jak łodyżki. Jednak nigdy nie zwiędną. 


Elementy strojów postaci są gustownie dobrane i precyzyjnie dopracowane. Kolory niektórych rzeczy przywodzą na myśl wrzosy, trawy, jeziora. Suknie zdobią misterne ażurki i koronki. Pod nimi kryje się równie starannie wykonana bielizna.


Czasami lalka posiada staroświecki kuferek. 


Wyobraźnia podpowiada, że wyrusza z nim podróż, spieszy się, spieszy, by zdążyć na dworzec. Zatrzyma się dopiero na progu domu położonego pośród wzgórz. Później będzie się przechadzać po pokrytych rosą łąkach. Nad głową zaszumią gałęzie, pod trzewikami zaszeleszczą trawy. Pasma długich włosów rozsypią się po plecach. Potarga je wiatr. Lalka poprawi kosmyki niedbałym ruchem, by nie wpadały do oczu. Poczuje dreszcz na karku, jakby ktoś dotknął go lodowatymi palcami. Mocniej owinie się szalem. W delikatnych, trochę nerwowych ruchach będzie przypominać spłoszonego ptaka. Żeby rozgrzać się po wędrówce, zaparzy malinową herbatę. Usiądzie przed kominkiem, trzymając w palcach uszko porcelanowej filiżanki - kruchej jak ona.


Jedna z fanek artystki zachwycała się: „Pani jest czarodziejką!”. Rzeczywiście potrzeba magii, by tak szybko przenieść odbiorców w sentymentalny, liryczny, melancholijny nastrój. 

Fotografie, które wykonuje artystka, przedstawiają kobiety podobne do lalek. Prace te wyróżniają się przygaszonymi, rozbielonymi, rozmytymi barwami. Przypominają malarskie płótna. Swoim czarem dorównują lalkom. Widać więc, jak przenikają się fascynacje artystki. Niektóre modelki są znużone, rozespane – i bardzo w tym zmysłowe. I w nich, i w lalkach zaklęta jest czułość. 






„no i co o niej wiesz

o niej która ma włosy
zaledwie sięgające stóp twoich

której oczy
powiększone kredką jak miłością
świecą na firmamencie
twego płaskiego nieba

nie dorosłeś
do pięt jej urody
i tylko gdy śpisz
przeciągając ramiona – ogromny
ona maleje nagle
by wejść
we wnętrze twojej zaciśniętej dłoni”

Halina Poświatowska, *** (I co o niej wiesz…)


Wszystkie fotografie ilustrujące wpis są autorstwa Moniki Ekiert Jezusek. Zostały udostępnione na stronie: https://www.facebook.com/Monalli-Dolls-806463612783305/timeline/ Artystka prowadzi również stronę http://monalli.blogspot.com/.
Lalka i jej kreator

8/03/2014

Lalka i jej kreator


Hip hip hurra, skończyłam pisać magisterkę! Przyszedł czas na podsumowanie i nowe refleksje.

Lalki uwiodły mnie tym, że bytują między realnością i wyobrażeniami, życiem i śmiercią. Tadeusz Kantor uważał, że one zawierają „(…) całe poniżenie, WSZYSTKIE marzenia ludzkie, ŚMIERĆ, Horror i Grozę”. Zwróciłam uwagę na figury, które przekraczają normy estetyczne i moralne. Intrygowały mnie więc lalki  psychodeliczne, perwersyjne i demoniczne. Istotne były obecne w nich zgrzyty i prowokacje.

Badałam, co one mówią o współczesnej kulturze i społeczeństwie. Szukałam w lalkach także ponadczasowych wartości i odniesień do historii sztuki. Zestawiałam dzieła plastyczne z fragmentami poezji i prozy. Interesowała mnie wspólnota we wrażliwości malarzy, rzeźbiarzy, poetów i pisarzy. Później zmęczyłam się i zwątpiłam. Nastąpił etap: „krew, pot i łzy”. Rozdział Lalki jak z horroru, który najbardziej przeżywałam, najlepiej mi się udał. Jestem z niego w pełni zadowolona.

Lalki towarzyszyły mi przez długi czas. Były świadkami mojej euforii i udręki, radości i przygnębienia. Zawiązałyśmy więź. Pokochałam te piękności i paskudy. Cieszę się, że stworzyłam pracę na taki temat. Ona stała się moim oczkiem w głowie. W piątek trzymałam w ramionach próbny wydruk tekstu, łącznie z ilustracjami. Pierwszy raz poczułam się dumna z tego, co zrobiłam.  

Poniżej prezentuję kilka zdjęć, które odnoszą się do relacji kreatora i lalki. Odnalazłam je niedawno i zachwyciłam się. Różnią się od siebie rodzajem relacji, jakie uwidaczniają.
 
Reż. Neil Jordan, kadr z Wywiadu z wampirem, 1994 r. Claudia i Lestat, źródło

Powyższy kadr jest bardzo wymowny. Wampir Lestat prezentuje lalkę Claudii, której podarował wieczne życie i udrękę. Dziewczynka zamieniona w wampirzycę przypomina piękną lalkę. Spójrzcie na jej włosy, twarz, strój. Claudia nigdy nie dojrzeje. Lestat będzie starał się nią kierować niczym marionetką. Jednak bohaterka zbuntuje się przeciwko „twórcy”. Uwielbiam  kostiumy bohaterów i ich barwy. Szmaragd sukni Claudii jest urzekający. Dobrze prezentuje się na tle tkanin utrzymanych w ciepłym beżu, ceglastej czerwieni,  łagodnym brązie.
 
Marina Bychkova i lalka jej autorstwa, 2014 r., źródło

Fotografia ukazuje rosyjsko-kanadyjską artystkę z jednym z jej dzieł. Kobieta i figurka są do siebie podobne. Bychkova  czule podtrzymuje porcelanowe ciało lalki. Wygląda, jakby wynosiła omdlałą. Chroni jej kruchość. Przytula policzek do delikatnej twarzy. Lalka nie reaguje, ale wydaje się, że w jej oczach szklą się łzy.
 
Fot. Irina Ionesco, Sylvia Kristel, 1975 r., źródło

Spojrzenie kobiety z tego zdjęcia jest wyzywające. Ona nie miała litości dla manekinów. Gardzi nimi. Wydaje się, że za chwilę rozprostuje nogę – po to, by zrzucić z łóżka ich sztuczne głowy. 

Sądzę, że nadal będę szukać ciekawych lalek. Zyskałam nową pasję :).
Struktury przetransformowane

2/10/2014

Struktury przetransformowane



To zdjęcie i wiele innych znajdziecie w motylowej fotorelacji z wernisażu wystawy Piotra Pasiewicza Struktury przetransformowane: http://www.plasterlodzki.pl/sztuka/malarstwo-grafika/9040-struktury-przetransformowane-w-galerii-papieru-i-druku-foto.


PRZEMIANY

Pierwowzorami dla prezentowanego cyklu grafik były fotografie. Miasto jest ogromną, pulsującą, rozrastającą się w różne strony formą, z której można zaczerpnąć wiele elementów. Artystę często inspirują popękane, szorstkie faktury, widoczne na murach i tynkach, rozmazane odbicia budowli w kałużach, zarysy natury (np. gałęzi –  one są przecież bardzo graficzne). Sfotografowane obiekty i związane z nimi przeżycia stanowią pretekst do dalszych działań. Pasiewicz przekształca je, dopasowuje do siebie, grupuje w nową, plastyczną rzeczywistość. Ukończone dzieła mają charakter abstrakcyjny. Twórca nie chce, by utożsamiać je z tym, co widzialne. One obrazują procesy, które nie zachodzą na zewnątrz, lecz pod tkanką znanego nam świata. Dla autora liczą się napięcia rodzące się między kształtami i poczucie przemiany, którego doświadcza zarówno on, jak i widzowie. Pasiewicz nie prowadzi ich po liniach, jakie tworzy. Woli, by każdy z nich wybrał własny szlak, zależny od jego wyobraźni i wrażliwości.

ZROZUMIENIE

Odpowiedzi na to, jak postępować z tymi pracami, udzieli wiersz Pawła Tomanka Mówidełko (autor został laureatem XVIII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina).

„Co zrobić z czymś, co nie dotyczy,
ale dotyka? Dajmy na to, sławetna ręka
losu, jego krzywe paznokcie, ogryzione
do krwi? Cudzego losu, w tym tkwi sedno,
bo zrozumienie rośnie jak mandragora
i chciałoby się fuknąć: odejdź,
zostaw mnie, ale w gardle coś
kruszy się bezpowrotnie, i co powiesz?
Mieliśmy paść się na wiecznych pastwiskach,
a budzimy się w szczerym bólu,
ze spętanymi ustami”.

Uważam, że „(…) co nie dotyczy,/ale dotyka” jest trafną definicją abstrakcji i sposobów jej oddziaływania. Ona nie odwołuje się do widzialnej rzeczywistości, lecz do tej wewnętrznej, równie obecnej i odczuwalnej. Ręka losu nawiązuje do mechanizmów niezależnych od nas, do ciągłego przeistaczania się, którym ona kieruje. Los jest cudzy: jego działania i ich wpływy obrazuje nam inna osoba, artysta. Dzięki niemu te doświadczenia przepływają przez nas. Kiedy będziemy mieć cierpliwość do obrazu, nie odwrócimy się od niego, a poświęcimy mu czas i emocje, wówczas zrozumienie będzie wrastało. Dzieło zostanie w nas. Istnieje ryzyko, że nie zdołamy się od niego uwolnić. Ból i spętane usta kojarzą mi się z innymi pracami Piotra, na których widnieją surrealistyczne stwory niczym z koszmarnego snu.

Grafiki i wiersz powstały niezależnie od siebie i pewnie nigdy by się nie spotkały. Kiedy zestawiłam je ze sobą, dostrzegłam między nimi związek. Moim zdaniem wiersze nie mówią dosłownie o obrazach, lecz pozwalają na ich nowy odbiór. Ten proces równie dobrze może przebiegać w drugą stronę. Jeżeli obraz ilustruje tekst, uzupełnia go o nowe wartości, nawet niezamierzone przez autora.

PRZESTRZEŃ

Wystawa ma szczególny charakter z tego względu, że odbywa się w ciekawym miejscu: Galerii Domu Papiernika. Jest ona częścią Centralnego Muzeum Włókiennictwa (więcej informacji http://papiernictwohistoryczne.pl/muzeum/dom-papiernika/  i http://www.muzeumwlokiennictwa.pl/o-skansenie/1/96,dom-papiernika.html). Ekspozycję można oglądać do końca lutego. Drewniane, białe ściany świetnie pasują do grafik Pasiewicza. On zapełnił zgeometryzowanymi formami także podłogę. Cała przestrzeń pomieszczenia stała się więc artystyczną instalacją: współgra z pracami i dopełnia je. Moim zdaniem był to jeden z najlepszych sposobów wyeksponowania grafik tego artysty. Ponadto 26 lutego odbędą się warsztaty twórcze dla dzieci, które poprowadzi twórca: Kolory wyobraźni. Ich częścią będzie zapełnienie podłogi barwami. Jestem bardzo ciekawa efektu.

SERDECZNOŚĆ

O ile nie przepadam za wernisażami, to atmosfera na tym była zupełnie bez zadęcia, ciepła i wesoła - w dużej mierze dzięki Ryszardowi Uljańskiemu, który zajmuje się Galerią i zbiorami Muzeum Papieru i Druku. Ma ogromną wiedzę z zakresu introligatorstwa, literatury, bibliotekoznawstwa, sztuki, często żartuje. Razem z Elżbietą Uljańską bardzo miło ugościł wszystkich uczestników wernisażu. Ich dobre  humory, błyszczące oczy i uśmiechy widać na zdjęciach. Rozmowy się nie kończyły - szczególnie na after party :).


Przed otwarciem wystawy pan Ryszard pokazał mnie i Piotrowi limitowane wydanie wierszy Miłosza ilustrowanych grafikami Stasysa, z autografem noblisty. CUDOWNOŚĆ! Poza tym zaprezentował nam papierowe lalki z Przekornej Trupy Stasia Straszydło (ich historia i zdjęcia http://www.muzeumwlokiennictwa.pl/zaprosili-nas/1/217,przekorna-trupa-stasia-straszydlo.html) oraz pokój mieszkalny z końca XIX w., którego lokatorami są manekiny. Czułam się jak we śnie, a później obudziła się we mnie surrealistka. Latem cały domek zapełni się papierowymi lalkami – już nie mogę się doczekać.

Z panem Ryszardem odwiedziłam też tzw. kotłownię, czyli inną część Centralnego Muzeum Włókiennictwa. Zobaczyłam w niej, jak pracowała maszyna parowa, która napędzała całą fabrykę. Wystawa była interaktywna: nad maszyną unosił się kolorowy dym, w tle igrały piekielne ognie, światła zapalały się i gasły. W innym pomieszczeniu głos Ludwika Geyera (pioniera rozwoju przemysłu włókienniczego w Łodzi, właściciela Białej Fabryki) poważnym tonem oświadczył mi, że nigdy więcej mam się tu nie pokazywać na rauszu. Panie Geyer, byłam zupełnie trzeźwa i obraziłam się. Niedawno (nie wiedziałam jeszcze o wystawie Piotra i nie miałam pojęcia, jak wiele rzeczy obejrzę przy jej okazji) odświeżyłam Ziemię Obiecaną Wajdy. Mówiłam już o potędze przypadków? ;).

P.S. Mam nadzieję, że relacja tekstowa nie wypadła chaotycznie. O tym dniu nie da się dokładnie opowiedzieć – to zaledwie część - był rozśpiewany, intensywny i bardzo pozytywny!
Copyright © Marta Motyl