Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łódź. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łódź. Pokaż wszystkie posty
Szycie opoczyńskie, łowickie, sieradzkie. Ludowe, artystyczne, awangardowe

6/04/2019

Szycie opoczyńskie, łowickie, sieradzkie. Ludowe, artystyczne, awangardowe


Sztuka ludowa upiększała najbliższe otoczenie. Zapełniała przestrzeń czterech ścian od sufitu do podłogi. Towarzyszyła przeżywaniu świątecznych dni, podkreślając dekoracjami ich odmienność od codzienności. Zdobiła haftami ubiór przeznaczony na specjalne okazje, stanowiąc sztukę najbliższą ciału.  Właśnie ona  zrealizowała późniejsze pragnienie awangardowych artystów, żeby sztuka nie była bytem obcym i odrębnym. Żeby wchodziła w życie szeroko otwartymi drzwiami i w nim się rozgościła.

Przede wszystkim sztuka najbliższa ciału prezentowana jest na wystawie Wzornik. Szycie opoczyńskie, łowickie, sieradzkie. Tradycja/Trwanie/W 100-lecie województwa łódzkiego w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi (kuratorka: Alicja Woźniak). 

Fot. Agata Grzelak

Jednocześnie wystawa wieńczy projekt Nie tylko petanka… W kręgu haftów regionalnych, który powstawał we  współpracy muzeum z Łódzkim Domem Kultury. W jego ramach trwała nauka tradycyjnego haftu kierowana do mieszkanek województwa.

Nie bez powodu w jednym tytule widnieje „szycie”, a w drugim „haft”. Terminem „szycie” w XVI i XVII w. określano rodzaj haftu wykonywanego na lekkim podłożu. W województwie łódzkim centrami folkloru, z wypracowanymi wzorami, własnymi tradycjami rękodzielniczymi są Opoczno, Łowicz i Sieradz. Stąd organizatorzy wystawy skupili się na zjawiskach charakterystycznych dla tych rejonów. Podzielili ekspozycję na trzy odpowiadające im części i zestawili tradycję ze współczesnymi inspiracjami nią.  

Aranżacja wystawy jest nowoczesna i pomysłowa. Wspaniale, że muzeum położyło nacisk na zbudowanie wymownej scenografii do pokazania obiektów.  Na ścianach powtarzają się powiększone motywy z haftów i tkanin, co w połączeniu z eksponatami tworzy rytmiczną, rozegraną kształtami, kolorami i wzorami przestrzeń. Zobaczenie całych rzędów prostokątów koszul, trójkątów chust, wachlarzy spódnic wywiera duże wrażenie. 

Fot. ja

Fot. ja

Fot. ja

Powielanie jest specyficzne, bowiem elementy każdej grupy mają i cechy wspólne, kwalifikujące je do niej, i różnią się pomiędzy sobą w tejże grupie. Zwiedzając, poczułam się jak na spacerze w surrealistycznym ogrodzie, gdzie z pąka kwiatu wyrasta kolejny kwiat. Jednak ogrodnik z rozmysłem wytyczył ścieżki, posegregował gatunki roślin, przeciwdziałając chaosowi.

Efekt nagromadzenia nie wyklucza badania detali. Można przysunąć specjalną lupę do danej rzeczy i przybliżyć dany haft. Wzory, które zauważyłam na wystawie, zgeometryzowane i uproszczone, o kolorach dobieranych z odwagą i wyczuciem, z powodzeniem mogłyby konkurować z dziedzictwem awangardy.

Przestrzeń ekspozycji dynamizują umieszczone pośrodku poszczególnych sal pergola,  stojak zarzucony poduchami czy gabloty pozbawione szyb. 

Fot. Agata Grzelak

Fot. ja

Fot. ja

Fot. ja

Fot. ja

Fot. ja

Całość pozostaje bardzo angażująca, nie daje szans na nudę. Dodatkowymi smaczkami są multimedia czy magnetyczna tablica służąca do zaprojektowania własnego wzoru.

Fot. Agata Grzelak

Na wystawie zauważyłam, z jaką dumą mistrzynie rękodzieła noszą wyhaftowane przez siebie rzeczy. Stanowią one nie tylko element ich tożsamości społecznej, regionalnej, ale i osobistej. Są dowodami na talent, pracowitość, cierpliwość. 

Fot. ja

Jedna z artystek rękodzielniczek prezentowała na sobie haftowaną w liczne kwiaty czarną chustę. Kiedy obróciła się w niej tyłem, wzór rozkwitł w całej kolorowej pełni, a  przez salę przeszedł szmer podziwu.  Twarz tej kobiety momentalnie rozświetlił szczery uśmiech, od ucha do ucha. Uśmiech spełnionej twórczyni. Agata Grzelak, moja siostra, także przeżyła taką piękną chwilę. Wtedy, gdy zobaczyła w gablocie wyhaftowaną przez siebie poduszkę, inspirowaną haftem sieradzkim.

Fot. Agata Grzelak

Fot. ja


Cieszę się, że razem z Agatą mogłam wziąć udział w otwarciu ekspozycji. Obserwowanie radosnych reakcji artystek rękodzielniczek ożywiło obiekty na wystawie. Uświadomiło mi, że  własnoręcznie haftowana koszula, chusta,  spódnica, i ta sprzed wielu lat, i ta sprzed kilku, zawiera w sobie pewien czas i pewną energię. One płynęły przez umiejętną rękę, żeby zatrzymać się w odtworzonym igłą i nitką wzorze. Kiedy nosi się taką rzecz, nosi się poświęcone jej zaangażowanie. Ile uczuć jeszcze w sobie mieści, można sobie wyobrażać bez końca. 

Okazuje się, że sztuka ludowa – nie ta komercyjnie uproszczona, a ta wykonywana z potrzeby z serca i z sercem – pozostaje świeża, inspirująca, może być ujęta ultranowocześnie. Gorąco polecam zwiedzenie wystawy! Potrwa ona do końca tego roku.

Fot. ja

Fot. ja

Fot. ja

Fot. ja

Fot. ja

Fot. ja
Roztańczona "Kolekcjonerka" w Domu Literatury

5/16/2019

Roztańczona "Kolekcjonerka" w Domu Literatury


9 maja w Domu Literatury w Łodzi miała miejsce premiera mojej najnowszej powieści Kolekcjonerka. Co tam się odprawiało, co tam się odtańcowało, tego ludzkie słowo nie opisze, dlatego poniżej zamieszczam także wiele zdjęć i filmików.  Zapraszam Was do (po)chłonięcia tej atmosfery wszystkimi zmysłami! 

Fot. Zbigniew Komorowski

Rytm ciał

Premierę rozpoczął pokaz taneczno-akrobatycznych umiejętności Joanny Maciaszek i Patrycji Wojnowskiej. 

Fot. Dom Literatury w Łodzi

Fot. Dom Literatury w Łodzi

Fot. Dom Literatury w Łodzi

Kolekcjonerka i zaprezentowany przez nie układ choreograficzny mają ze sobą wiele wspólnego. Pokazują piękno soczystych od zmysłowości obrazów, odważnie wygrywają dwuznaczny rytm przyciągania i odpychania, oddają napięcie obecne w miłosnych relacjach, wytwarzają nastrój z pieprzem do smaku. Z drugiej strony, nawet jeśli dwie dziedziny sztuki podejmują podobne motywy, każda z nich przemawia własnymi środkami, własnym głosem. Dlatego ich głosy a to współgrają, a to się uzupełniają. Nie ma tu miejsca na jedno, na zachowawczość.  

Fot. Zbigniew Komorowski

Podczas występu wydarzył się zabawny incydent. Na skutek zamaszystego wymachu nogą, wykonanego przez jedną z tancerek, upadła kurtyna. A może po prostu ożyła, postanowiła włączyć się w choreografię ;)? Wtedy scena odsłoniła swoje bebechy. Ten element przypadku spodobał się nie tylko mnie. Zresztą, moje teksty również odsłaniają kulisy, psychiki i wywlekają bebechy, emocjonalne. 

Cały występ, w całej jego dynamice, zobaczycie w poniższym filmiku, nagranym przez Zbigniewa Komorowskiego.


Rytm słów

Po duecie tancerek sceną zawładnął inny duet, mój z Rafałem Gawinem, prowadzącym premierę. 

Fot. Dom Literatury w Łodzi

Fot. Zbigniew Komorowski

Rozmawialiśmy m.in. o drodze, jaką przebyła powieść od researchu, który wydawał się nie mieć końca, poprzez tworzenie plastycznych scen śmiałych, do publikacji przez Wydawnictwo Lira. A także o drodze przemiany, jaką przeszła główna postać. Dobrze mi się mówiło o łączeniu w swoich tekstach różnych sztuk i sztuczek. O inspiracji malarstwem, grafiką, fotografią, teatrem, która przechodzi z poziomu pasji do poziomu opisów.

Przerywnikiem w naszej rozmowie było odczytywanie fragmentów książki. Pierwszy dotyczył zmysłowego zastosowania wisienek.  


Drugi opowiadał o poddawaniu się przez bohaterki podwójnej przyjemności przed odbijającym ich ciała i ruchy lustrem.


Po naszych  występach przyszedł czas na występy publiczności, czyli zadawanie przez nią pytań. 

Fot. Zbigniew Komorowski

Z czego wynika zmienny stopień napięcia w moich powieściach, jaki jest mój ulubiony artysta... jakie jeszcze dokładnie pytania padły i jakich dokładnie odpowiedzi udzieliłam? Wszelkie szczegóły możecie poznać sami, ponieważ spotkanie zostało nagrane. Zachęcam Was do prześledzenia poniższych transmisji. To jedyna taka okazja, żebyście sprawdzili, czy nie nakłamałam w relacji powyżej ;) 



Błysk spojrzeń i błysk uśmiechów

A tego w transmisjach już nie zobaczycie! Po części oficjalnej czytelniczki i czytelnicy ruszyli do mojego stolika, a ja ruszyłam do wypisywania dedykacji i składania autografów w Kolekcjonerce

Fot. Zbigniew Komorowski

Fot. Zbigniew Komorowski

Fot. Agata Grzelak

Fot. Agata Grzelak

Fot. Małgorzata Goździk

Fot. Zbigniew Komorowski 

Fot. Zbigniew Komorowski

Fot. Zbigniew Komorowski

Fot. Zbigniew Komorowski

Fot. Zbigniew Komorowski

Fot. Zbigniew Komorowski

Fot. Agata Grzelak

Dla mnie ta premiera jest jednym z najbardziej niezapomnianych wydarzeń w życiu. Nie stałoby się tak, gdyby nie moi drodzy goście, stali i nowi przyjaciele mojej twórczości. Po pierwsze dziękuję więc wszystkim przybyłym. Cieszyłam się z Waszej życzliwej obecności, ciekawych, nieraz zaskakujących pytań, pachnących i słodkich prezentów, wszystkich miłych słów, które zebrałam po spotkaniu.

Nasza literacka impreza doszła do skutku dzięki wysiłkowi wielu osób. Dziękuję Domowi Literatury w Łodzi, Rafałowi Gawinowi, Wydawnictwu Lira, którzy włożyli wiele wysiłku w organizację tego spotkania, w tym we wdrożenie mojego tanecznego pomysłu w życie. Słowa wdzięczności kieruję do Joanny Maciaszek i Patrycji Wojnowskiej, które hojnie obdarzyły publiczność taneczną gracją i ekspresją. Dziękuję Wiktorii Grzelak, która wykorzystała swoje zdolności do stworzenia mojego scenicznego makijażu. Kłaniam się wszystkim osobom, które podzieliły się ze mną zdjęciami i filmikami z wydarzenia, a zwłaszcza Zbigniewowi Komorowskiemu, nieodmiennie łowcy udanych ujęć. Na koniec kieruję wielkie podziękowania dla bliskich, którzy wspierają mnie na co dzień, użyczając swoich najlepszych uczuć. Będą wiedzieli, że o nich chodzi .

Cóż, zawsze chciałabym mieć takie spotkania i takich gości! Mam nadzieję, że Ci z Was, którzy nie byli z nami, poczuli dzięki wpisowi choć trochę klimat premiery. I nie omieszkają skorzystać z następnych okazji do spotkań. Najbliższe już 26 maja w Warszawie. 


A główna bohaterka tych spotkań, Kolekcjonerka, jest i będzie dostępna w księgarniach stacjonarnych i internetowych, m.in. tutaj https://bit.ly/2VM0YSe.
"Chcę cię tu widzieć"

2/26/2019

"Chcę cię tu widzieć"



Zdjęcia pochodzą z seminarium Chcę cię tu widzieć, które miało miejsce w ubiegły piątek w Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi. Dotyczyło ono włączania publiczności w działalność muzeów. Przybyli na nie muzealnicy z całej Polski. Odbyło się w ramach projektu Jak to widzisz?. Jego owocem jest również wystawa o tym samym tytule, której kuratorkami były osoby wyłonione w konkursie. Zostałam jedną z nich, a jak przebiegała nasza praca, napisałam tutaj https://bit.ly/2U86Wfj.

Wystąpienia podczas pierwszej części seminarium dotyczyły postrzegania projektu oczami pracownic muzeum i kuratorek. W swoim wystąpieniu powiedziałam m.in. o zwracaniu przez nasz zespół uwagi na nastroje wymalowane na obrazach; łączeniu prac z własnymi przemyśleniami i przeżyciami, co czyni szczególnie sztukę dawną bardziej przystępną i bliską; tworzeniu wspólnej narracji przez bandę indywidualistek, które się dopełniały. Kolejnymi elementami konferencji były zwiedzanie wystawy i nasze tłumaczenie się z niej, wykłady o budowaniu bliskich relacji z publicznością w muzeach, w tym zagranicznych, dyskusja o potrzebie i zasadach podobnych inicjatyw.

Jeśli Jak to widzisz? wpadło Wam w oko, dziś jest ostatnia okazja, żeby zagłosować na projekt w plebiscycie Plastry Kultury (o jego szczegółach dowiecie się ze strony https://bit.ly/2SNJoyU). Wystarczy do północy wysłać jednego maila. Adres: konkurs@plasterlodzki.pl, temat: „Plastry Kultury”, w treści wpisujecie „Plaster.27” oraz swoje imię i nazwisko. Każdy głos ma moc. Dziękujemy!


"Jak to widzisz?". Od plebiscytu do wernisażu

12/16/2018

"Jak to widzisz?". Od plebiscytu do wernisażu


Jak to widzisz?, taki tytuł nosi najnowsza wystawa w Muzeum Pałac Herbsta, jednym z oddziałów Muzeum Sztuki w Łodzi. Obejmuje ona obrazy z kolekcji muzeum, pochodzące z XIX i początku XX w., autorstwa polskich artystów. Jak to widzisz? jest zarazem nazwą całego projektu, który wpuszcza świeżą myśl, ba! świeżą krew do dzieł, nadając im nowe życie. W niniejszym wpisie prezentuję etapy tego przedsięwzięcia i mój współudział w nich.

Plakat do wystawy autorstwa studia graficznego Polkadot

Projekt trwa od kilku miesięcy. Rozpoczął się plebiscytem, w którym każdy chętny głosował na pięć dzieł spośród setki zaproponowanej przez muzeum. Głosujący wypełniał formularz w siedzibie placówki albo drogą elektroniczną. Dodatkowo miał możliwość uzasadnienia wyboru. Ogłoszenie o plebiscycie kusiło, że autorzy dziesięciu najciekawszych wyjaśnień zostaną zaproszeni do zespołu kuratorskiego. Jego zadaniem będzie stworzenie wystawy z czterdziestu obrazów, które uzyskają największą ilość głosów. Dałam się skusić. 

Poniżej znajdują się fragmenty prac, na które zagłosowałam.
 
 Żeby obejrzeć obraz w całości, kliknij: 1, 2, 3, 4, 5.  Obrazy użyte na grafice pochodzą ze strony http://palac-herbsta.org.pl/wydarzenie-357-jak_to_widzisz.html

Wybór uzasadniłam tymi słowami: 

„Podczas przeglądania obrazów zwróciłam uwagę na silną reprezentację portretów kobiecych. Zdecydowałam się na zestaw, który powie wiele na temat kobiet, między innymi poprzez dopełniające się kontrasty. Przewodzi mu ekspresyjna Krzysia z lalką Kazimierza Sichulskiego (1). Kiedy dziewczynka obejmuje lalkę, może nie zdawać sobie sprawy, że są do siebie całkiem podobne. W całym swoim życiu będzie bowiem przybierać kolejne wcielenia, tak jak porwana do zabawy lalka.

Portret Emilii Wysockiej Konrada Krzyżanowskiego ukazuje roześmianą malarkę (2). Do pary dobrałam ponurą Nocną samotność Leona Kowalskiego (3). Prace te, zestawione razem, unaoczniają zmienność nastrojów. Wiodą od euforii, która dodaje skrzydeł, do melancholii, która je odbiera. Zastosowane kolory podkreślają emocje postaci.

Mocny ładunek psychologiczny posiada również następna wyodrębniona przeze mnie para. Tym razem postawiłam na różnorodność wiekową. Jako uosobienia wczesnej młodości i późnej dojrzałości wybrałam Studium portretowe młodej dziewczyny Olgi Boznańskiej (4) i Portret matki artysty Henryka Rodakowskiego (5). Podlotek, jeśli tylko podejmie taką decyzję, pewnego dnia zamieni się w matkę. A matka przecież ciągle pamięta czasy, kiedy sama była podlotkiem. Zarówno Rodakowski, jak i Boznańska położyli nacisk na ukazanie wnętrza modelki. Cel ten osiągnęli przy pomocy zupełnie odmiennych stylów – realistycznego i impresjonistycznego.

Oto więc kilka kobiet i kilka przemian, które równie dobrze mogą zajść w jednej kobiecie”.

Choć łaska jurorów na pstrym koniu jeździ, udało mi się dostać do zwycięskiej grupy kuratorów. Dowiedziałam się o tym telefonicznie, w wakacje, w pociągu, pośród hałasu hamowania. Poprosiłam o jeszcze jeden telefon, który odebrałam w ciszy parku. Ot, kolejny kontrast. 

Cieszyłam się, że stanę się częścią eksperymentu. Zżerała mnie ciekawość, co z niego wyniknie. Nie mogłam się doczekać, aż odkryję kolejne karty. Na które obrazy postawili uczestnicy plebiscytu? Jakie osoby znalazły się w zespole? Czy będziemy dobrze się dogadywać? Jak w Muzeum Pałac Herbsta, kojarzącym mi się z tradycją, będą przyjmowane niekonwencjonalne pomysły?

Nasze pierwsze zebranie. Od lewej kuratorki Magdalena Knapowska-Niziołek i ja, opiekunka Joanna Jaśkiewicz, kuratorka Katarzyna Kaleta. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Od lewej siedzą opiekunka Maria Milanowska, kuratorki Emiliana Konopka, Michalina Peruga, Natalia Bartczak. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Spotykaliśmy się regularnie od września do początku grudnia. Osoby w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami ze sztuką, ale nieodmiennie podchodzące do niej z pasją i zaangażowaniem, w tym emocjonalnym. Wiązanie obrazów z własnymi przeżyciami ubarwiało wiele konkursowych tekstów. 
Moimi współkuratorami zostali Sabina Bałulis, Natalia Bartczak, Ewa Gaj, Katarzyna Kaleta, Magdalena Knapowska-Niziołek, Emiliana Konopka, Damian Krakowiak, Michalina Peruga i Paulina Stencel. Opiekę nad nami z ramienia muzeum sprawowały Aleksandra Dudek, Joanna Jaśkiewicz, Katarzyna Kończal, Maria Milanowska i Tatiana Szymańska. Projekt koordynowali Andżelika Bauer i Przemysław Purtak.


Podczas pierwszego spotkania poznawaliśmy i siebie nawzajem, i zwycięskie obrazy. Nie wszystkie, które wytypowałam, przeszły dalej. Nie będę przedstawiać całej listy dzieł, którym się to udało. Poniżej znajdują się prace z podium. 
Pierwsze miejsce. Józef Chełmoński, Żurawie, 1910 r., źródło 

Drugie miejsce. Józef Chełmoński, Dziewczyna na tle krajobrazu, 1869 r., źródło

Trzecie miejsce. Aleksander Gierymski, Brama na Starym Mieście, 1883 r., źródło

Co ciekawe, głosujący wskazali i na mniej znane czy rzadziej eksponowane obrazy. Dostarczają one nie mniej wrażeń estetycznych i emocjonalnych, kiedy się je pozna. W ogrodzie Jacka Malczewskiego, Odjazd z wyspy nocą Henryka Siemiradzkiego  różnią się od tych dzieł artystów, którymi zasłynęli i z którymi odbiorcy się opatrzyli. 

Jacek Malczewski, W ogrodzie, 1898 r., źródło

Henryk Siemiradzki, Odjazd z wyspy nocą, ok. 1890 r., źródło

Cyganka czy wspomniana Nocna samotność są autorstwa malarzy spoza znanego kanonu sztuki polskiej. A to tylko kilka wybranych przykładów. 

Aniela Pająkówna, Cyganka, niedatowany, źródło

Jedni kuratorzy mocniej stawiali na działanie koloru i światłocienia, inni - symboliki i nastroju, więc od samego początku  dopełnialiśmy się. Na naszych zebraniach w muzeum potwierdziło się, że sztuka sprzed lat nadal przemawia do oczu, serca i głowy. Ciągle wywołuje żywe i aktualne dyskusje. 

Uważam, że różnorodność, elementy zaskoczenia stanowiły wartość jeszcze przed przygotowaniem wystawy. Jednak największym wyzwaniem dla całej grupy było uporządkowanie kilkudziesięciu dzieł różniących się zarówno tematyką, jak i stylem. W taki sposób, żeby nasza koncepcja pozostawała atrakcyjna dla publiczności w różnym wieku i o różnym stopniu wtajemniczenia w sprawy sztuki. Pragnęliśmy bowiem, żeby wystawa pozostawała jak najbardziej przystępna, a zarazem ciekawa nawet dla znawców. Ponadto należało dopracować rozmaite detale. Na przykład rozstrzygnąć, jaką czcionką będą zapisane i jaką wielkość będą miały litery na podpisach do obrazów. 

Rozwiązania wypracowywaliśmy stopniowo, często metodami pracy warsztatowej. Poprzez prezentowanie własnego podejścia i odnoszenie się do cudzych stanowisk, poszukiwanie w nich wszystkich punktu wspólnego, praktykowanie kompromisów, ale i zgłaszanie wątpliwości, wreszcie głosowania, ze spotkania na spotkanie rozwijała się wspólna i spójna wizja wystawy. 

Samodzielnie zastanawiamy się, jak rozmieścilibyśmy dzieła, korzystając z miniaturek obrazów i planu muzeum. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Razem pracujemy nad tym, jak i gdzie powiesić obrazy. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Dalsze przymiarki. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Pokojowe dyskusje. Fot. HaWa

Co ona tam kombinuje? Fot. HaWa

Podczas rozwieszania wystawy także potrzebna jest chwila namysłu. Fot. HaWa

Fot. HaWa

Nie bez znaczenia pozostaje, że jako kuratorzy uzyskaliśmy przestrzeń wolności i szacunku dla naszych poglądów od opiekunek z muzeum. Zajmowały się m.in. ukierunkowaniem nas, porządkowaniem naszych pomysłów,  dopieszczaniem szczegółów całości. Mówiąc mniej dyplomatycznie, starannie wykonały również tzw. brudną robotę, żeby wprowadzić wizję wystawy w dostępną przestrzeń galeryjną. Należą im się gratulacje za zaangażowanie w prowadzenie projektu, od jego zainicjowania, dalej i dalej. Przemienienie koncepcji w rzeczywistość było możliwe także dzięki działaniom pracowników działu konserwatorskiego, technicznego i promocyjnego muzeum.


Opiekunki organizowały nam również spotkania ze specjalistami z innych branż. Np. z Koziej Architekci omawialiśmy aranżację ekspozycji, z Polkadot oprawę graficzną, w tym plakat. HaWa dokumentowała nasze większe i mniejsze burze mózgów. Autorstwa HaWy są także krótkie (i nastrojowe) zapowiedzi wystawy, na których swój punkt widzenia przedstawiają trzy kuratorki: Sabina Bałulis, Katarzyna Kaleta, Emiliana Konopka.




Wróćmy do naszej koncepcji wystawy. Nie zdecydowaliśmy się na tradycyjny układ chronologiczny czy na podział zgodny z kierunkami w sztuce. Obrazy uszeregowaliśmy w grupy takie jak natura, portrety, fantazje, żywioły, nokturny.  „I tak natura staje się pretekstem do analizy roli światła nie tylko w przyrodzie, ale też w procesie widzenia, portrety opowiadają historie życia bohaterów, a także kreślą relacje pomiędzy malarzem a modelem, żywioły przeplatają się ze stanami emocjonalnymi i wprowadzają widza w świat fantazji, a całość ekspozycji zamyka symbolika nocy i mroku”, jak trafnie głosi tekst przeznaczony do komunikacji z publicznością i z mediami. 

Zgodnie z sugestią architektki wystawy, Magdaleny Koziej, postanowiliśmy wyróżnić każdą grupę dzieł innym kolorem ścian. Jednocześnie grupy te pozostają elastyczne. Kierują jedna do drugiej, prowadzą ze sobą dialog, dopełniają się. Zdecydowaliśmy się również na wyodrębnienie dziesięciu obrazów, które zdobyły największą liczbę głosów od publiczności. Zostały oznaczone numerami miejsc zajętych przez nie w plebiscycie. 

Od lewej obrazy Żurawie Józefa Chełmońskiego (1910 r.) i fragment Pieśni wieczornej Kazimierza Stabrowskiego (niedatowany) z grupy z naturą. Koncepcję wystawy podczas pierwszego oprowadzania  prezentują opiekunki Tatiana Szymańska i Katarzyna Kończal

Od lewej obrazy Portret matki artysty Henryka Rodakowskiego (1853 r.), Portret pianistki Fridy Eissler Olgi Boznańskiej (ok. 1928 r.) i Dziewczynka z kotem Leona Hirszenberga (1896 r.) z grupy z portretami. Zdjęcie pochodzi z drugiego oprowadzania po wystawie. Mówi o niej kuratorka Sabina Bałulis. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Oprócz tego  każdy z nas wybrał jeden obraz spośród czterdziestu i krótko opisał, jak go widzi. Teksty te znalazły się na ścianach obok ich bohaterek i bohaterów. Tym razem wytypowałam Topielicę Antoniego Kamieńskiego. 

A. Kamieński, Topielica, 1900 r., źródło

Decyzję podjęłam po naszych dyskusjach, w których przewijała się kwestia dwuznaczności dzieła. Znalazło się ono w mojej ulubionej grupie z żywiołami. Sąsiaduje i koresponduje z Wierzbami nad moczarami Witolda Pruszkowskiego i z Głową konia Władysława Podkowińskiego, jednym ze szkiców do słynnego Szału uniesień. Topielica jest bowiem powiązana nie tylko z wodą, ale i z ogniem. „Zanurza się, zatapia, zatraca. Nie w głębinach, lecz w doznaniach. Spętana, unieruchomiona, zniewolona. Nie przez uścisk więzów, lecz przez odczucie rozkoszy. Prowokacyjnie pokrewna bohaterkom japońskich grafik erotycznych” - i stąd ten ogień.

Od lewej obrazy Topielica Antoniego Kamieńskiego (1900 r.), Krakowiak Włodzimierza Tetmajera (ok. 1910 r.), Głowa konia Władysława Podkowińskiego (1892 r.), Wierzby nad moczarami Witolda Pruszkowskiego (1887 r.). Podczas pierwszego oprowadzania opowiadam o Topielicy. Fot. A. Taraska

Fot. A. Taraska

Ja, Topielica i mój tekst. Fot. Tomek

Na wybór Topielicy wpłynął też fakt, że w mojej najnowszej książce (ukaże się w 2019 r.) umieściłam scenę, w której główna bohaterka pozuje do aktu w wannie, z ośmiornicą. Sytuacja  wyzwala w niej wiele erotycznych wrażeń i wyobrażeń. Wpisuje się ona w cały ciąg powieściowych odniesień do kultury japońskiej. Będziecie mogli przeczytać i przekonać się sami. Opis stworzyłam przed poznaniem pracy Kamieńskiego. Uznałam, że ona mnie odnalazła, a nie napisać o niej dopiero byłoby grzechem. Tak stała się moją perełką, ba! nawet rozbłyskuje. 

Każdy z oglądających wystawę może wskazać własną perełkę albo czarną owcę i wypowiedzieć się na jej temat.  W przestrzeni galeryjnej stoją dwa biurka,  są przygotowane kartki i pisaki.  Dzięki temu pytanie Jak to widzisz? pozostaje otwarte dla każdego, kto zechce udzielić na nie odpowiedzi.

Jedno z biurek, nad nim miejsca do pozostawienia kartek, na nim foldery. Przygląda się im kuratorka Katarzyna Kaleta. Fot. HaWa

Inne kreatywne wyzwania, które mogą podejmować i dzieci, i dorośli, czekają w specjalnym pokoju interakcji. Tam znajdują się wydrukowane reprodukcje obrazów, które służą do uzupełniania. Dopisywania postaciom dialogów, dorysowywania przy fragmentach dzieł, czego tylko fantazja zapragnie. Jako pamiątkę zwiedzający może zabrać ze sobą bezpłatny folder, w którym znajdują się zarówno nasze zwycięskie teksty z plebiscytu, jak i wiele miejsca na własne notatki czy rysunki.

Ciągle cieszę się z mojego udziału w tym nowoczesnym i niecodziennym projekcie. Choć pracowałam już przy wystawach, pierwszy raz brałam udział w pracy na tyle par rąk. Bardzo dziękuję wszystkim, z którymi miałam okazję podjąć takie wyzwanie i przeżyć takie doświadczenie. Nadal trudno jest mi uwierzyć, że już zrobiliśmy, a nawet otworzyliśmy wystawę. Będziemy to długo wspominać! 

Publiczność czeka na uroczyste otwarcie wystawy w sali balowej Pałacu Herbsta. Fot. A. Taraska

Przemówienie dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi Jarosława Suchana. Od lewej kuratorki Emiliana Konopka, Michalina Peruga, Sabina Bałulis, dalej opiekunki Joanna Jaśkiewicz, Maria Milanowska, Aleksandra Dudek, za nimi kuratorki Natalia Bartczak, ja i  Ewa Gaj. Fot. A. Taraska

Fot. HaWa

Fot. HaWa

Tzw. zdjęcie klasowe wszystkich kuratorek i opiekunek. W pierwszym rzędzie, od lewej, opiekunka Katarzyna Kończal, kuratorki Emiliana Konopka, Katarzyna Kaleta, Magdalena Knapowska-Niziołek. W drugim rzędzie od lewej kuratorki Paulina Stencel, ja, Sabina Bałulis, Ewa Gaj, opiekunka Tatiana Szymańska, kuratorka Michalina Peruga, opiekunka Aleksandra Dudek, kuratorka Natalia Bartczak, opiekunki Joanna Jaśkiewicz i Maria Milanowska. Fot. Muzeum Pałac Herbsta

Zachęcam Was do bezpośredniego przekonania się, jak prezentują się efekty naszych działań. Odbiór wszystkich obrazów, ich faktury i głębi na żywo, przy odpowiednim oświetleniu, przebiega zupełnie inaczej niż na podstawie zdjęć. Wystawa potrwa do 31 marca. Muzeum Pałac Herbsta znajduje się przy ul. Przędzalnianej 72. Jest czynne od wtorku do niedzieli w godzinach 11:00-17:00.  Na jego stronie na Facebooku znajdziecie więcej zdjęć z naszych zebrań i z wernisażu. 
Copyright © Marta Motyl