12/21/2016

Odlotowe bombki


Z racji tego, że coraz bliżej święta, pokażę Wam bombki z polotem. Wykonała je Agata Grzelak, zdolniacha manualna, a prywatnie moja siostra. Co było jej potrzebne? Pomysł i zwinne palce, które owiną go tkaniną i wstążką, żeby nie pofrunął w nieznane, a został i cieszył oko. Na stałe lub dopóki będzie zawieszony na choince ;).

Postanowiłam połączyć nasze zainteresowania, zestawiając jej prace z obrazami, które szczególnie lubię. O wyborze decydowała również wspólnota kolorów i nastroju. Sprawdźcie, czy według Was trafiłam.

Po prawej: E. Degas, Siedząca tancerka. Studium, 1872 r., źródło 

Pierwsza bombka skojarzyła mi się z baletnicą z obrazu Edgara Degasa. Lekkość ażurowej kuli, umieszczonej na niej skrzydeł, przezroczystej tasiemki pasuje do zwiewności spódnicy i ruchów tancerki. Do tego te ogromne kokardy!

Jeśli jesteśmy przy pląsach, oto Tancerz Eugeniusza Zaka. O towarzyszącej mu bombce również myślałam jako o gwieździe, która wychodzi na estradę i pragnie przyciągnąć uwagę swoim blaskiem. A widzowie łakną niecodzienności, są głodni zachwytu. 

Po prawej: E. Zak, Tancerz, 1921 r., fotografia mojego autorstwa wykonana w Muzeum Narodowym w Warszawie

W dziele Tancerz zawarta jest gracja pozy i rytm kroków. Różowa ozdoba ma w sobie rytm polegający na powtarzalności wzorów i kolorów. Wstążka za wstążką, wstążka za wstążką i migoczące zwieńczenie występu. Voilà!

Łatwo Was z tego tańca nie wypuszczę.

Po prawej: Z. Stryjeńska, Lipiec-Sierpień, 1925 r., fotografia mojego autorstwa wykonana w Muzeum Narodowym w Warszawie

Powyżej: płótno Zofii Stryjeńskiej oraz bombka, której charakter nadaje  tkanina z motywem łowickim. Płaskie kwiaty mają konkurentów w tych trójwymiarowych. Niektóre z  nich wyrastają z łodyżek tych pierwszych. Kto powiedział, ze zimowe dekoracje nie mogą przypominać o tym, jak żywiołowe jest lato?

Dla kontrastu z roztańczoną lekkością - przed Wami ciężar aksamitnej elegancji. 

Po prawej: J. A. D. Ingres, Portret Madame de Senonnes, 1814 r., źródło 

W portretach autorstwa Jeana A. D. Ingresa uwielbiam wydłużone kształty, tajemnicze spojrzenia, jakby nie z oczu, a z wnętrza i czułość artysty dla materii. Bombka jest nasycona elegancją godną wieczorowej sukni. Złoto zawsze dodaje przepychu, ale on nie musi oznaczać złego gustu. Ja z tą bombką nie wstydziłabym pokazać się w buduarze arystokratki, by złożyć ją we wnętrzu upierścienionej dłoni ;)

Jeśli złoto, to złoty pył. Jeśli złoty pył, to pył gwiezdny. Jeśli pył gwiezdny, to kłania się Wam Gwiaździsta noc Vincenta van Gogha. 

Po prawej: V. van Gogh, Gwiaździsta noc, 1889 r., źródło 

Blask w połączeniu z granatem nie ma takiego ładunku jak w połączeniu z bordo. Chłód nocy nadaje mu swoisty wyraz, a z drugiej strony podkreśla go.

Agata, korzystając z techniki, w której wykonuje bombki, ozdobiła również stożek choinki. Z nią współgrał mi obraz Tamary Łempickiej.

Po prawej: T. Łempicka, Dziewczyna w rękawiczkach, 1930 r., źródło 

A teraz ujawnię Wam tajemnicę metody, w której została wykonana większość dekoracji z charakterystycznymi kwiatami.  Nazywa się ona kanzashi. W dosłownym tłumaczeniu oznacza „patyk z kwiatami”, „kwiaty na patyku”. Wywodzi się z Japonii, gdzie gejsze ozdabiały przy jej pomocy włosy (info z: https://kanzashi.pl/kanzashi)




Stroiki te nosiły do kimona. Ich barwność i plastyczność znajduje odzwierciedlenie we w
zorowanych na nich bombkach.



Ciekawe jest to, że ten zwyczaj przeniknął do naszej kultury i całkiem dobrze zgrał się z  tradycją świąteczną. Z okazji świąt życzę Wam więc, żebyśmy odnajdywali wspólnotę nawet tam, gdzie na pierwszy rzut oka jest jej nie widać :).

***
Wszystkie fotografie wykonanych ozdób świątecznych również są autorstwa Agaty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Marta Motyl